Archiwum dla Syn Boży
ZWIĘKSZONA OCHRONA APOSTOLSKA
ZWIĘKSZONA OCHRONA APOSTOLSKA
440.
Aby wydarzeniom stawiać czoła, gdyż to co ujrzą, mogą wstrząsnąć dogłębnie duchem i to przeżycie zbyt długo rozważane może doprowadzić do nieszczęśliwych zdarzeń.
Ból i cierpienie dotyka już ludzkość, to przejaw ich win w słowach, myślach i czynach, tak działa prawo w skutkach zwrotnych, które wypełnia Miłość jakże Surowa i Sprawiedliwa. I nie może wpłynąć to na ducha, którego zwiększona czujność wewnętrzna mogłaby w niewłaściwym kierunku się rozwinąć. I też dlatego jest ochrona, która uodparnia, umożliwia znoszenie wielkiego bólu, który rysuje już się wyraźnie na wydarzeniach. Przecież wszystko się załamie i upadnie, lecz niewielu wstanie i powstając wzmocnionych przeżyciem pójdzie drogą Światła przez Królestwo Tysiącletnie, które jako Szkoła nauczy go mówić, myśleć i czynić zgodnie z Wolą Bożą, aby mógł po tzw. ziemskiej śmierci trafić do raju duchowego, a nie do zatracenia, do leju rozkładu tak jak większość.
Świadoma zgoda Syna Bożego daje ochronę ludzkiemu duchowi, który służy Stwórcy lub ją zabiera.
Z ochroną na ból płynie też zwiększona Siła transformując wszystkie otoczki ducha, podwyższa się wibrację i się ją rozszerza.
Mocno trzeba stać na nogach ziemskich, aby nurty Siły duchowo przekazywać, tam gdzie tego jest konieczność, gdyż cała ludzkość zaczyna się zbliżać, jest do tego przymuszana magnetycznie.
Czujność i sprawność duchowa to konieczność wewnętrzna, to naturalna duchowa ochrona dodatkowo Światłem Syna Bożego wzmocniona, pojawiają się tak nowe możliwości, które trzeba rozpoznać, przyjąć i rozwijać do możliwie jak najwyższej doskonałości.
Dziś jest dwóch apostołów, wkrótce będzie ich paru więcej, lecz praca duchowa każdego dnia i każdego z nich utrzyma ich wysoko i też brak czujności wewnętrznej i najmniejszy przejaw lenistwa duchowego może pogrążyć w duchowe zapomnienie, a do najwyższej kasty brama powrotu nie istnieje. Nie można być chwiejnym wewnętrznie jak trzcina na wietrze, tak w Królestwie Tysiącletnim w zamku Świętego Graala nigdy nie będzie.
Król w zamku Graala Żywo istnieje, to Jezus Chrystus wraz z apostolskim otoczeniem wybranych ludzkich duchów.
MARIA MAGDALENA
MARIA MAGDALENA
mój uczeń
»SPÓJRZCIE, ZBLIŻYŁO SIĘ królestwo Boże i dlatego mówię wam: czyńcie pokutę, czyńcie pokutę! Słuchajcie mego głosu, głosu proroka z pustyni.«
Głośno i potężnie rozlegał się na drodze mocny głos.
Głos ten wstrząsnął każdym, kto go słyszał. Cóż to za ton w nim brzmi? Ton, który przenika serce aż do jego najskrytszych głębin.
Chociaż było południe i żar słońca zalewał pełne kurzu rozpalone drogi, wołanie poruszyło także kobietę, odpoczywającą w cichym ogrodzie chronionym przed gwarem ulicy. Wstała i podeszła do szerokiego kamiennego murku okalającego niczym balustrada wysoko położony ogród. Opierał się on na ciężkich, masywnych ścianach i słupach, które zabezpieczały go przed osunięciem się na drogę.
Kobieta przechyliła się przez murek i spojrzała w kierunku, skąd dochodził głos. Jego brzmienie zadziałało na Marię Magdalenę w takim samym stopniu, co słowa: »Czyńcie pokutę!«
W zamyśleniu pochyliła piękną głowę, która ledwo mogła uporać się z powodzią płowych włosów. Loki opadające jej aż na ramiona rzymski cyrulik po mistrzowsku ułożył pieczołowicie spinając je szpilkami i klamrami. Błyszczały w promieniach słońca, które przebłyskiwały poprzez gęste, okryte kurzem korony drzew.
Dłońmi lekko oparła się o szary kamień ściany pokrytej warstwą mchu.
Maria Magdalena była jedną z najbardziej wyszukiwanych kobiet w mieście. Była bardzo piękna, ale wszyscy podziwiali przede wszystkim jej bystrość i inteligencję. To dzięki tym cechom stała się kobietą wpływową, lubianą wśród Rzymian, tak samo wielkim poważaniem cieszyła się także w Jerozolimie.
Jako jedna z wielkich heter, mających u schyłku minionej ery znaczący wpływ na sztukę, politykę i gospodarkę, miewała w swym domu często wiele gości.
Z dali zbliżał się tłum ludzi otoczony gęstą chmurą kurzu. W tłumie ponownie zabrzmiał ów niezwykły głos. Zagłuszał go gwar i okrzyki radości, słychać było nawet śpiew.
Był to Jan, prorok, który oznajmiał nadchodzące królestwa Pana. Mówił w sile miłości i wpływał na ludzi swym czystym chceniem. Zyskiwał nad ludźmi coraz większą moc.
Maria bała się go. Cicho westchnęła. Była jeszcze młoda, ale gdy spojrzała wstecz na niespokojną masę przeżyć i na swoje życie płynące w bogactwie i dostatku, widziała tylko bijącą ze wszystkiego beznadziejną pustkę!
I tak samo, jak nagle ujrzała ową dotychczasową pustkę, poczuła też dręczący ciężar do tej pory przeżytych lat.
Maria była kobietą wpływową, mile widzianą w towarzystwie, ale nie była szczęśliwa. Jej duch, który potrafił wzlatywać na wyżyny, tęsknił do rzeczywiście wielkich przeżyć, a nie do kilku godzin upojenia zmysłów. Nie była lekkomyślną ani złą lub powierzchowną, wręcz na odwrót – wypełniała ją chęć pomagania i tęsknota do prawdziwej miłości. Ale nie do takiej miłości, której od niej żądano, i która umożliwiła jej poznawanie tego, jak głęboko świat upadł; to nie była miłość, która odpowiadała jej wyobrażeniom.
Miłości, której pragnęła, chyba już na tej ziemi nawet nie było. Świat mógł o takiej miłości już tylko śnić, była częścią bogów.
Drzewa szumiały i z dołu dobiegał tylko niewyraźny gwar przechodzącego obok tłumu. Wtem ujrzała Jana, którego nazywali Chrzcicielem, jak nagle wynurzył się przed nią z tumanu kurzu. Swoimi ognistymi, głęboko osadzonymi oczami spojrzał w górę prosto w twarz Marii. Na chwilę przystanął i podniósł rękę, jak gdyby chciał ją pozdrowić.
Wystraszona Maria cofnęła się. Ona, która zawsze była tak pewna siebie i opanowana, nie wiedziała, co zrobić. Spojrzenie owych wpadniętych, ognistych oczu zadziałało na nią jak wyrzut sumienia i zarazem jak pytanie.
Wstrząśnięta wracała przez ogród do swego domu. Niespokojnie przechodziła z komnaty do komnaty i walczyła z podjęciem decyzji. Nie wiedziała czy ma posłać po owego proroka. Nie zaznała spokoju, dopóki nie powiedziała o tym swemu najwierniejszemu słudze.
»Ten nie przyjdzie,« rzekł sługa, »przemawia tylko do tłumów i nie przyjmuje zaproszeń do domów. Nie uznaje żadnych pytań. Pani, on zachowuje się całkiem inaczej niż inni prorocy i dlatego nie przyjdzie nawet na twoje wezwanie. Zna tylko swoją wolę, jest jak płomień, który trawiąc wszystko dokoła rozdaje przy okazji światło, ale nie będzie okazywał przychylności pięknej kobiecie.«
»Uczyń, jak ci przykazałam, a zobaczymy! A zresztą, nie wypada byś w ten sposób się wypowiadał. Kto mówi, że proszę go o łaskę? Postępuj zgodnie z mymi poleceniami.«
Piękne oczy zagorzały gniewem, a usta ściągnął cierpki grymas gniewu. To, że jej sługa oponował i odważył się tak do niej mówić, było dla niej również sygnałem tego, jakie ludzie mają o niej mniemanie.
Pogrążyła się w muzyce. W grze na instrumentach strunowych odnajdywała zawsze pociechę i czystość najpiękniejszej harmonii, do której lgnął jej duch. Nie chciała przyjmować nikogo ze swych przyjaciół czy gości. Nie udała się nawet do miasta pozostając w swym wiejskim siole. Jej duch przygniótł nieznany jej dotychczas ciężar – oczekiwała na nagły obrót losu. Z obawą czekała na odpowiedź Jana. Ta wreszcie nadeszła:
»Kto chce zbliżyć się do królestwa Bożego, ten niech wyjdzie mu naprzeciw. Ono do niego nie przyjdzie.«
Słowa te twardo w Marię uderzyły.
W JEROZOLIMIE siedział Jan u Marii.
W JEROZOLIMIE siedział Jan u Marii. »Spełniliśmy twe życzenie, matko. Zanieśliśmy Jego martwe ciało tam, gdzie sobie życzyłaś! Teraz jest bezpieczne, chronione przed ludzką ciekawością i złą wolą. Lud nigdy się nie dowie, gdzie Jego ciało pochowano.«
Gdy to mówił pojawiłem się przed nimi Ja Syn Boży. Obiema rękami im pobłogosławiłem i uśmiechnąłem się.
Jan ujął Marię za rękę: »Widziałaś Go, mamo?«
»On żyje, jest z nami,« odrzekła cicho Maria.
Potem pochyliła głowę i po cichu rzekła: »Janie, dopiero teraz, gdy większość życia już poza mną, osiągnęłam poznanie, że upłynęło ono jak krótka chwila, której pozwoliłam przepłynąć nie korzystając z niej. Aż do tej chwili nie pojmowałam sensu swego życia!« Podniosła ręce.
»Panie! Nie jestem godna być nadal Twoją służebnicą.« Ogarnęła ją rozpacz.
Jan milczał. Nie znalazł żadnego słowa pociechy.
Wreszcie Maria opanowała się. Wstała i spakowała swoje rzeczy.
»Dokąd zmierzasz?«
»Chcę wrócić do domu i spróbować odnaleźć spokój w wychowywaniu swych synów i w pracy dla ich dobra.«
»I myślisz, że by to było właściwe? Myślisz, że tym naprawisz, w czym się pogubiłaś? Zamiast radośnie zebrać swe siły i służyć Jezusowi, chcesz powrócić do domu i do powszedniego życia? Potrzebują cię twoi ziemscy synowie tak bardzo? Czyż nie masz obowiązku być radosnym człowiekiem i służyć swemu Bogu?«
Maria bez słowa spojrzała na Jana. W jej wnętrzu przebiegał bój. Potem nagle jasnym i zwycięskim płomieniem rozgorzało wszystko, co przez całe lata nie odzywało się w niej. Marii twarz się zmieniła: »Tak. Chcę Jemu służyć!«
Jan podał jej obie ręce…
Oboje opuścili miasto. Maria jeszcze raz wróciła do domu i uporządkowała wszystkie swoje ziemskie sprawy. Po ślubie swojego najstarszego ziemskiego syna przekazała gospodarstwo jego żonie i pożegnała się.
Potem odeszła nad Genezarejskie jezioro, do Jana domu.
Zbliżało się Zielone Święto. Maria nie wytrzymała w domu i pośpieszyła do Jerozolimy. Znalazła uczniów w radosnej atmosferze. Wszyscy mogli często widzieć mnie swojego Pana. Tak jak kiedyś przebywałem z nimi i mówiłem z nimi.
To uczniów stale mocniej łączyło ze sobą. Czuli w sobie napływ nowej siły i budziło się w nich coraz gorętsze życzenie, aby mogli owej sile pozwolić działać na zewnątrz.
Pewnego dnia szli do Betanii, a Ja Jezus szedłem przed nimi. Uczniowie byli w mojej obecności szczęśliwi, ale nagle wyczuli, że ta droga jest ich ostatnią.
Stałem nagle wyżej niż oni, bardziej się od nich oddaliłem. Przelękli się i starali się ów strach pokonać.
Ja Jezus Chrystus podniosłem ręce. Jeszcze raz uczniowie czuli moją Miłość i docierały do nich moje napomnienia. Moje Słowo, którym Jestem stało Żywe przed nimi. Ich duchy podźwignęły się na najwyższe wyżyny i euforycznie z nim współbrzmiały. Spłynęło na nich błogosławieństwo moje Syna Bożego… i Ja Jezus powoli zniknąłem. Podążyłem do swojego Ojca.
Maria patrzyła na jasne twarze powracających uczniów, słuchała ich słów i była szczęśliwa wraz z nimi.
Aż do Zielonych Świąt przed każdym milczeli, lecz potem jednak naraz ich języki rozwiązały się. Napełnił ich Duch Boży i mówił z nich. Moje Jezusa Słowo znów ożyło i przenikało ziemię. Był to zwycięski początek. Uczniowie walczyli ze wszystkich sił i starali się wpływać na zamknięte duchy tak, aby się otwierały i przyjmowały Pana Słowo. Uczyli, wędrując po świecie i rozsiewali ziarno, aby wzeszło i przyniosło owoce… tak jak i dziś moi apostołowie Prawdy czynią.
Maria odrzuciła wszystko stare i dotrzymywała kroku moim Chrystusowym uczniom. Wszystko, co przedtem było dla niej trudne, teraz było lekkie. Ale pozwolono jej w tym wszystkim brać udział tylko przez krótki czas. Ciężko zachorowała i choroba odebrała jej wszelką odwagę. Maria leżała na łóżku cała rozpaczająca.
»Panie, Ty już nie przyjmujesz mych rąk, które pragną dla Ciebie pracować. Odrzucasz mnie, ponieważ kiedyś zaniedbałam swoje obowiązki,« narzekała po cichu.
Usłyszał ją Jan. »Matko,« rzekł z powagą, »szemrasz przeciwko Bogu. Dziękuj Jemu, że mogłaś osiągnąć oświecenie, jeszcze przed swym odejściem z tej ziemi!«
Maria milczała. Słysząc słowa Jana zarumieniła się.
»Chcę służyć, Ojcze na niebiosach, pozwól mi służyć jeszcze raz.«
Te słowa modlitwy zabrzmiały w Marii ustach gorąco i stały się prośbą. Uśmiechnęła się jak dziecko. Nie słychać dolatującej z dala muzyki? Nie rozbrzmiewają wokół euforyczne akordy?
»Jezusie…« wyszeptała bezgłośnie. Potem wydawało jej się, jak by jakaś dłoń lekko pogłaskała ją po twarzy. Wszystko twarde i gorzkie, co jeszcze było wyryte w jej rysach, zmiękło i rozpłynęło się jak tchnienie przed niebiańskim pokojem, który zajaśniał na twarzy zasypiającej…
I Marii duchowa prośba z przeszłości została spełniona, pozwolono wyzwolić się jej z materii jeszcze raz… służąc Światłu!
Maria Nazarejski jej duch Vanessa w ziemskim ciele Anny P. ponownie jest na ziemi, poznałem ją, a ona mnie Syna Bożego, jednak jej ziemskie życie tylko na chwilę ją duchowo obudziło. Dziś jej duch jest w drzemce sparaliżowanej nadmiernym myśleniem, być może wydarzenia zachodzące zmuszą ją do obudzenia, ale czy zdąży ponownie powstać z martwych duchowo, przecież nie ważne kto kim był, lub kim będzie, ale kim jest!
WIELKANOCNY poranek zalał całą ziemię promiennym światłem.
WIELKANOCNY poranek zalał całą ziemię promiennym światłem. Do grobu ziemskiego ciała mojego Syna Bożego zmierzało kilka kobiet. W milczeniu szły polami, a na ich twarzach było widać głęboką powagę. Wkrótce dotarły do grobu, ale przerażone spojrzały na ziejący otwór przed sobą. Opodal leżał odrzucony głaz.
Poruszone kobiety weszły do otwartego grobu. Był pusty! Na ziemi leżał kawałek płótna, jedyne, co po mnie Jezusie pozostało…
KOLEJNE dnie i tygodnie Marię wewnętrznie druzgotały.
KOLEJNE dnie i tygodnie Marię wewnętrznie druzgotały. Zmęczona i wyzbyta wszelkiej nadziei pozwalała aby wszystko przepływało obok niej. Chodziła po domu z pustym wzrokiem i nie zwracała uwagi na ziemskie dzieci, które ją obserwowały ze zdziwieniem. Na co jeszcze czeka? Na Jezusa? Tego już utraciła, utraciła na zawsze! Dlaczego sama wytwarza sobie takie męki? Dlaczego obwinia sama siebie, że za wszystko winna jest tylko ona? Maria znalazła się na krawędzi przepaści. W swym utrapieniu nie miała nikogo, komu mogłaby się zwierzyć. Przecież była sama, całe życie. Nie ma ziemskiej matki, przed którą mogłaby otworzyć swoje wnętrze, Józef jest martwy, a Ja Jezus odszedłem. Opuściłem ją.
Czyniła sobie wyrzuty, a pomimo tego odczuwała gorycz wobec niesprawiedliwego osądu, który musiała znosić.
Na czele domu stanął znowu jeden z ziemskich synów. Był wprawdzie młody, ale uświadamiał sobie swoją odpowiedzialność. Dlaczego się z tego nie radowała? Dlaczego nie mogła zapomnieć o mnie ziemskim synu, który ją opuścił? Nie żyli w niedostatku, dom był wzorowo prowadzony, a jednak tęskniła do mnie najstarszego syna. W nocy leżała Maria całe godziny na łóżku i starała się pojąć całą sytuację. Walczyła o poznanie jak nigdy przedtem w swoim życiu. Marnie starała się odpędzić wszystkie ciche wyrzuty sumienia, które nieustannie ją prześladowały.
»To nie moja wina, przecież próbowałam uczynić wszystko, aby zmądrzał!«
»A postępowałaś przy tym sprawiedliwie?«
»Uczyniłam wszystko, aby wychować go w prawej wierze.«
»Uczyniłaś to rzeczywiście? Postępowałaś właściwie wysyłając go do kapłanów, gdy sama byłaś zbyt tchórzliwa odpowiadać jemu na jego pytania?«
»Ma w sobie rzymską krew. Potrzebował twardej ręki.«
»Czyż nie byłaś już kiedyś przeświadczona o tym, że przed Bogiem wszystko jedno, do którego narodu człowiek należy? Nie oburzała cię nienawiść twojego ludu przeciw Rzymianom? Nie kochałaś Rzymianina i nie był on szlachetny i dobry? Może Kreolusa syn pławić się w niskiego gatunku myślach, potrzebował twardej ręki?«
Takie pytania spadały na Marię, aż stawała się całkowicie bezsilna i niezdolna do odpowiedzi.
»Nawróć się, odrzuć odrętwienie, które cię opanowało. Kochaj swojego ziemskiego syna, zaufaj mu, pozwól pójść mu iść po jego drogach i podążaj za nim!«
»Nie mogę! Nie jestem do tego zdolna. Obawa, że mógłby mu ktoś ubliżyć, by mnie zabiła. Muszę uczynić wszystko, abym go zatrzymała. Jest to buntownik, wystąpi przeciw naszej wierze! Robi to, czego nigdy żaden prorok się nie odważył, jakby miał do tego prawo. Panie, i to ma być Mesjasz? Odpowiedz mi! Daj mi znak!«
Głucha cisza… odpowiedź nie nadeszła… Wątpliwości już dawno spowodowały zerwanie łączności ze światłymi wyżynami.
INFORMACJA Z PRAWDY
INFORMACJA Z PRAWDY
Ostatnia godzina waszego ducha ziemskich ludzi przed wejściem do raju jest tą najtrudniejszą godziną całego waszego bytu, a nie tylko waszego ostatniego życia ziemskiego, czyli waszej wędrówki przez sfery, ale najtrudniejszą godziną całego bytu od początku.
Wtedy wy ludzkie duchy przeżyjecie jeszcze raz wszystko, co zrobiliście złego i to będzie to najstraszniejsze, co kiedykolwiek przeżyjecie. Jeszcze raz będziecie musieli przeżywać całą głębię swych niewłaściwych uczuć, myśli i czynów. Przy tym przeżywaniu nieomal się załamiecie i ostatni pyłek waszej próżności odpadnie. Dopiero wtedy staniecie się czystymi i dojrzałymi, takimi abyście mogli wstąpić do raju. Będziecie śpieszyli naprzeciw królestwu radości, którego wspaniałości nikt z was nie umie sobie nawet wyobrazić.
Pewnego dnia rozpoczną się końcowe wydarzenia, które były już zwiastowane przez proroków i Biblię. Rozpocznie się wszystko straszliwą chorobą, która pojawi się niespodziewanie i w ciągu trzech tygodni usunie 2/3 ziemskiej ludzkości!
Dopiero wtedy ziemscy ludzie poznają, że stoją w godzinie sądnej, wcześniej o tym nie wiedzieliście. Ziemscy ludzie będą wątpić w Sprawiedliwość Bożą, ponieważ będą odchodzić tylko tzw. »dobrzy« ludzie. Tylko ci ludzie, o których mówiłem, że letni zostaną odrzuceni. Są to wszystkie ludzkie duchy, które nie rozwinęły się duchowo, ziemscy ludzie którzy nie są dość dobrzy, aby mogli żyć w Królestwie Tysiącletnim, ale także nie są dość źli, aby padli do rozkładu. To tzw. »dobrzy ludzie«, którzy nie są zdolni czynić źle, ponieważ są zbyt letni, ale którzy nie robią też niczego dobrego, ponieważ nie czują w sobie tęsknoty do Światła. Wśród tych ziemskich ludzi wybuchnie rozpacz, jakiej nikt nie potrafi z was sobie dziś wyobrazić. »Jak to jest!« będą krzyczeć, »że Bóg odwołuje z ziemi tylko dobrych?«
Tysiące, tysiące ludzi będzie popełniać samobójstwa. Ale lekarze i naukowcy znajdą na to »wyjaśnienia«. Według nich będzie to zaraźliwy zarazek albo wirus, dotąd jeszcze nie odkryty.
Tysiące, tysiące ludzi oszaleje – będzie to wywołane promieniowaniem Światła. Także w tym przypadku lekarze będą twierdzić, że chodzi o wirus, który atakuje mózg.
Ale żaden lekarz na waszym ziemskim świecie nie będzie w stanie wam już pomóc.
Wszystkie ziemskie ludzkie duchy, które w tym okresie zostaną odwołane z ziemi, nie będą jeszcze zatracone. Dostaną możliwość dojrzewania na innych planetach, zanim jeszcze tam rozpocznie się Sąd Ostateczny.
Ziemia jest jedyną planetą, na której mogą spotkać się duchy ludzkie o różnym stopniu dojrzałości. Istnieją jeszcze inne planety, na których mogą żyć. Ziemia jest jednak najważniejszą planetą, gdzie spotykają się wszystkie promieniowania poszczególnych części stworzenia.
Kiedy ci letni zostaną odrzuceni, jak mówiłem – dopiero wtedy rozpocznie się walka końcowa.
Dopiero wtedy po raz pierwszy staną naprzeciw siebie Światło i ciemności. Ta końcowa walka będzie trwać tylko kilka miesięcy!
Nie mogę opisać tej grozy przerażenia, które wybuchnie w całym społeczeństwie. Cała ziemska ludzkość ocknie się bez Bożej pomocy. Będzie to czas, o którym mówi się, że »Bóg zasłoni swą twarz.« Ale każdy wierzący może z zaufaniem przejść przez ten czas – święty czas. Bóg jest z każdym człowiekiem, który ma dobrą wolę i każdy człowiek otrzyma pomoc w takim stopniu, na ile otworzy się na Światło.
Jeszcze i później zginie wiele ziemskich ludzi, którzy mogli być uratowani. Będą to ci, którzy w ostatniej chwili nie byli dość czujni i odwrotnie, wiele ludzkich duchów będzie uratowanych, chociaż byli już zatraceni, ale chroniąca ich tęsknota pomoże im, a światli pomocnicy będą mogli ich wydźwignąć.
Ostatni etap godziny sądnej wykonają ciemności same: trzecia wojna światowa ze swoją groźną bronią całkowicie zniszczyłaby tę Ziemię, tak jak kiedyś Atlantydę. Ale Bóg wtedy zaingeruje sam!
Ale ani wy, ani żaden inny ziemski człowiek nie musi upadać na duchu. Bóg nie opuści nikogo, właśnie na odwrót. To ziemscy ludzie odwrócili się od Boga i dlatego nie może On pomóc. Idźcie pewnie do przodu. Moja Miłość do moich wiernych pomaga wszystkim, którzy mnie szukają!
Bardzo mało ludzi zostanie z narodu niemieckiego!
Później, kiedy letni zostaną odrzuceni, rozpocznie się czystka między noszącymi krzyże. Ta będzie przerażająca, dlatego że żaden ludzki duch nie może być uratowany, jeśli nie ma w nim pokory.
Po czystce będzie krąg ziemskich pomocników – krąg noszących krzyże – po raz pierwszy taki, że będzie stać jak pewna twarda skała w płonącym morzu. I wtedy rozpocznie się kończąca wszystko walka.
Na początku pojawią się jeszcze zbrodnie i zabójstwa, ale w Królestwie Tysiącletnim prawa są tak twarde i surowe, jak dziś żaden ludzki duch nie umie sobie wyobrazić. W Królestwie Tysiącletnim nie panuje wola ludzka, ale Wola Boża… Ludzie nauczą się jeszcze Boga bać!
Czy ludzkość w Tysiącletnim Królestwie potrafi oderwać się od materii, tego nie może przewidzieć nawet Światło.
Ale Ja obawiam się o ludzkość!
Ludzkość chce dowodu, że Ja jestem posłem Bożym, że jestem Chrystusem Mesjaszem! Ten dowód ludzkość dostanie w większej mierze niżby jej się to będzie podobać. Świadczą o mnie nadprzyrodzone znaki, wielka kometa. Kamienie będą mówić, ponieważ w ostatniej fazie rozliczenia pojawią się wykopaliska, które udowodnią, że Jestem Prawdą, że przychodzę od Boga i ze swoim Ojcem jestem na zawsze połączony.
Ostateczny dowód otrzyma jednak ludzkość w ostatnich dniach.
Później jednak, jednego jedynego dnia, o jednej tej samej godzinie powstaną we wszystkich częściach Ziemi, we wszystkich krajach, we wszystkich miastach na całej Ziemi ludzie, którzy będą Mnie ogłaszać, będą musieli ogłaszać poprzez Siłę Światła. Będą głosić o Górze Świętego Graala, o Królestwie Tysiącletnim, o mnie Synu Bożym, o Świętym Słowie. Przecież jeden ziemski człowiek nie mógłby czegoś takiego zorganizować…
Tą godzinę będą później nazywać »GODZINĄ ŚWIĘTEGO GŁOSZENIA«.
Jezus Chrystus
A W TYM czasie błądził ulicami Nazaretu Kreolus.
A W TYM czasie błądził ulicami Nazaretu Kreolus. Przez pierwszych kilka dni miał nadzieję, że za każdym razem ujrzy Marię, ale z upływającym czasem zaczął być niespokojny. Długo się wahał i zastanawiał, czy ma zapytać którąś z kobiet przy studni, w końcu nie wytrzymał dłużej czekać. Poszedł tam i czekał, aż kobiety przyjdą.
Było jeszcze wcześnie. Chłód poranka dawał mu się we znaki, a więc owinął szczelnie swój szeroki płaszcz wokół ramion, wilgoć jednak przenikała także przez grube sukno.
Kiedy niebo powoli zaczynało się rozjaśniać i pierwsze promienie słońca zaczynały powoli posrebrzać horyzont, głęboko wzdychając usiadł na cembrowaniu studni. Nie wiedząc o tym usiadł tak samo jak Maria tego dnia, gdy go pierwszy raz ujrzała.
Ale jej rysy twarzy wtedy kąpały się w czystości, zaś na twarzy Kreolusa widoczne była obawa i napięcie. W oczach mu płonął niepokój, który go nie opuścił od chwili, w której się z nią rozstał. Kąciki ust mu drżały, a utrapienie marszczyły boleśnie czoło. Tylko dłonie opinające kolana były spokojne.
Kreolus długo w bezruchu wpatrywał się w pustkę. Nic do niego nie docierało, a oczy miał jakby wygasłe. W końcu powieki opadły i zakryły wszelki skryty żal. Nagle usłyszał w pobliżu głosy, więc szybko się poderwał.
Do studni przychodziły kobiety. Kiedy znowu ujrzały Rzymianina, który sam chodził tu już przez kilka dni, przestały rozmawiać, umilkły. Nigdy do nich nie przemówił, ale zauważyły, że spojrzeniem niespokojnie przebiega po ich twarzach tak jak gdyby kogoś szukał.
I także dzisiaj Kreolus badawczo spoglądał na nadchodzące kobiety, aż wreszcie zawiedziony odwrócił twarz. Potem jednak zdecydowanym krokiem podszedł do nich.
»Szukam między wami dziewczyny, której na imię Maria. Czy możecie mi powiedzieć, gdzie mógłbym ją znaleźć?«
Jego ostry wzrok przebiegał po zdziwionych twarzach kobiet.
»Jeżeli szukasz Marii, która jest Józefową żoną, to tej nie ma teraz w Nazarecie. Niedawno odjechała ze swym mężem do Betlejem na spis ludności«
Kreolus się uśmiechnął.
»Nie, nie o tą Marię mi chodzi, mam na myśli inną.«
»Możesz nam opisać, jak wygląda?«
Kreolus ponownie się uśmiechnął.
»No, jest piękna, ma duże ciemne oczy…«
»I nosi niebieski płaszcz?«
»Tak!«
»Tak jest to ona, o której ci mówiłyśmy!«
»To nie jest możliwe!«
»Ale to jedyna Maria, z którą zgadza się twój opis!«
Kreolus energicznie potrząsnął głową. Nad nim i nad wszystkimi kobietami przy studni zapanowała martwa cisza.
Stał z niedowierzającym wyrazem na twarzy. Jego szare oczy wyglądały, jak gdyby czegoś szukały w nieskończonej dali. Podniósł ręce jak w obronie.
Potem wewnętrznie się załamał. Wydawało się, że jego ciało nie ma już sił. Otworzył usta, ale musiał najpierw zwilżyć wargi, by móc przemówić.
»To pomyłka! Tak, z całą pewnością! Wy się mylicie!!!«
Kobiety wystraszyły się, ponieważ Kreolus podniósł głos. Jego ostatnie słowa zabrzmiały w ich uszach groźnie i dziko!
Kreolus się odwrócił i odszedł. Jego słowa »wy się mylicie« ponownie mu dodały odwagi.
Szedł coraz prędzej, jak gdyby uciekał przed czymś strasznym. Ogarnęło go przerażenie. Słowa kobiet ciągle brzmiały mu w uszach. Nadaremnie powtarzał sobie, że może kobiety pomyliły się. W ten sposób zyskiwał pewność zawsze tylko na kilka sekund.
Wiadomość, którą usłyszał od kobiet, paliła go coraz bardziej.
»Bogowie, to przecież nie może być prawda!«
Tak zawołał głośno w stronę lasu, do którego dotarł.
Potem zmęczony oparł się o drzewo. Pośpiech ostatnich chwil opadł z niego, niczym brzemię, którego nie potrafił już nieść dalej. Oparł głowę o szorstką korę pnia. Wzruszenie powoli opadało, oddychał już spokojniej. Odsunął się od drzewa i poszedł drogą, po której przed kilkoma miesiącami podążał za Marią.
Długo stał na miejscu, gdzie jego szczęście miało swój początek. Przed jego duchowym wzrokiem znowu pojawiła się chwila pożegnania. Widział tę dziwną samotność Marii i ponownie słyszał jej ciche słowa:
»Będę na ciebie czekała, stale będę czekała…«
Jego głowę owionął lekki powiew, jak gdyby delikatnie głaskała go chłodna dłoń Marii.
»Czuję cię, Mario. Gdziekolwiek jesteś, jesteś blisko mnie,« szepnął bezgłośnie.
Do miasta Kreolus powrócił dopiero późnym wieczorem. Już nie poszukiwał. Zaczynał wierzyć, że Marię i tak odnajdzie.
Tylko w nocy przytłoczył go ciężar, oddychał nierówno i zbudził się oblany potem.
Czy nie był to głos Marii, któż tak tęsknie woła jego imię? Rozglądał się dookoła, ponieważ nie poznawał, gdzie się znajduje. Kiedy wszystko sobie przypomniał, jego oddech stawał się krótszy. Jakimś sposobem wyczuwał, że Maria ma kłopoty.
Wstał i ubrał się, ponieważ niepokój nie pozwolił mu już spać. Czyżby znowu wyruszał na swój conocny spacer? Nie, tym razem wyszedł tylko na balkon przed swym pokojem.
Dom, jeden z najpiękniejszych w Nazarecie, należał do bogatego rzymskiego kupca, który Kreolusa przyjmował u siebie jako gościa.
W domu panowała cisza, miękkie dywany tłumiły odgłosy kroków, cisza ta wpływała kojąco na podrażnione nerwy Kreolusa.
Stał zapatrzony na rozległy ogród, który tarasami rozpościerał się na zboczach wzgórza. Kiedy spojrzał na niżej położone miasto, nie ujrzał nawet jedynego światełka.
Potem obrócił swój wzrok w stronę nieba, które rozpościerało się nad nim, jak wielkie, posiane gwiazdami sklepienie.
I znów jego duszę przytłoczył wielki ciężar. Nie mógł złapać tchu i jedną ręką starał się rozluźnić sobie kołnierz płaszcza, podczas gdy drugą ciężko oparł się o kamienną balustradę.
Wtem jego oczy poraziło olśniewające światło. Kreolus się zachwiał. Patrzył na nową, jasną gwiazdę, której ogon, jak mu się wydawało, rzucał promienie na ziemię i to w określonym, konkretnym kierunku.
»To ma na pewno jakieś znaczenie,« szeptał sam do siebie. »Traktuję to jako oznakę tego, że jesteś szczęśliwa, Mario! Czuję że kobiety mówiły prawdę: jesteś żoną innego mężczyzny. Dlaczego nie czekałaś, Mario, czy zabrakło ci wiary w mój powrót? A może wyrzekłaś się mnie, od razu po naszym rozstaniu? Wiedziałaś, że pragnę cię tylko pocieszyć i że sam nie wierzę w to, by moje życzenie mogło się spełnić?
A teraz, gdy bogowie wysłuchali mnie i uwolnili z więzów narzuconych przez Augusta, teraz, gdy powracam do Rzymu, nie ma cię tutaj! Pragnąłem odwieźć cię stąd, miałaś stać się moją żoną i odjechać ze mną do Rzymu!«
Kreolus z westchnieniem usiadł na balustradzie balkonu i oparł się plecami o kolumnę. Długo tak siedział i wsłuchiwał się w odgłosy nocy. Jego dusza była przy Marii.
MARIA tęskniła do powrotu do domu, pragnęła być sama.
MARIA tęskniła do powrotu do domu, pragnęła być sama. Stale jeszcze nie mogła pojąć tego wszystkiego co zaszło. To, co ją spotkało, było dla niej zbyt mocne.
Betlejem widział we mnie, w jej dziecku Zbawiciela. Ludzie wznosili okrzyki radości, zdziwieni i zaskoczeni padali sobie w objęcia oraz mocno wzruszeni modlili się przy żłobku. Trzy dni stała gwiazda nad domem jako wierny stróż. Jej światło zwoływało ludzi. Przyciągało bogatych i biednych oraz prowadziło trójkę książąt, którzy wędrowali z dalekich krajów aż do Betlejem.
Zostali wybrani, aby mi Synowi Bożemu wyprostować na ziemi moje drogi. Mieli to najświętsze, co ziemia wtedy i dziś nosiła, ochraniać jako klejnot. Tak o to dla siebie prosili. To był cel ich ziemskiego życia.
Przyszli wprawdzie i przynieśli dary, które były nadwyżką ich bogactw, ale później znowu odeszli. Nie dotrzymali ślubów, które kiedyś złożyli mojemu Ojcu, Stworzycielowi i zostawili mnie Syna Bożego bez ziemskiej ochrony. Jako dziecko, które już wtedy wzbudzało u Rzymian podejrzenie, byłem bez pomocy i nie mógłbym podołać pierwszym niebezpieczeństwom.
Domy bogatych mieszczan otworzyły się. Wszyscy prosili Marię, aby opuściła mały chlew, ale ona odmówiła. Nie, chciała być sama, pragnęła się wyrwać spod jakichkolwiek wpływów i jak tylko będzie to możliwe, wrócić do Nazaretu.
W spokoju własnego domu chciała sama przeżywać swe szczęście. Jej miłość zwrócona była cała do mnie, małego chłopca. Opiekowanie się mną zajmowało ją całkowicie.
SZKOŁA ROZWOJU DUCHOWEGO I EGZORCYSTÓW
i INFORMACJA
»Na początku było Słowo! A Słowo było u Boga! A Bóg był Słowem!«
JEZUS CHRYSTUS
LEKARZ DUSZ
JASNOWIDZ, EGZORCYSTA
PRAWO LICZB, NUMEROLOG
-
OCENA STANU ZDROWIA: ogólna i szczegółowa wraz ze wstępnym oczyszczeniem 100, – PLN ( możliwa telefonicznie).
-
Medycyna naturalna.
-
Uzdrowienie z większości chorób.
-
Porady zdrowotne, duchowe i życiowe.
-
Pomoc przy poszukiwaniu osób, ustalaniu miejsca pobytu.
-
Podaję przyczyny chorób, dlaczego powstały, jak żyć aby nie powróciły.
-
Zasady odżywiania. Powrót do wagi optymalnej.
-
Podejmuję się trudnych przypadków.
-
Psychiczne urazy powypadkowe, emocjonalne uwalnianie.
-
Uwalnianie od urazów i skutków przeżyć w działaniach wojennych, pod silnym działaniem stresu…
-
Doświadczenie i posiadana siła umożliwia pomoc wielu potrzebującym!
-
Podejmę bez wahania wyzwanie każdego kółka spirytystycznego lub jego duchów, oraz każdego demona lub innego intruza.
-
Oczyszczanie, uzdrawianie, zabieg 50, – PLN. Zabieg wyjazdowy poza Opole przy zwrocie kosztów przejazdu.
-
Działanie na odległość (bez ograniczeń ).
-
Odpowiadam na pytania telefonicznie lub e mailem.
-
Czy trzeba jeszcze więcej pisać?
-
EGZORCYZMY! Uwalnianie od obcych bytów, demonicznych energii. Odprowadzanie do Światła!
-
Zdejmowanie klątw, przekleństw, uroków, czarów, zaklęć, nawiedzeń ludzi i zwierząt, miejsc i budowli!
i
SZKOLENIA:
-
w każdą pierwszą sobotę i niedzielę miesiąca ( 2 dni, 16 godzin) w Opolu, koszt 500,- PLN za uczestnictwo, rezerwacja uczestnictwa 100,- PLN do 7 dni poprzedzających termin szkolenia.
-
Szkolenie egzorcystów indywidualnie 7 dni po 8 godzin, po szkoleniu nadzór i pomoc praktyczna, konsultacje, koszt 5000,- PLN. Miejsce w Opolu. Rezerwacja terminu szkolenia z tygodniowym wyprzedzeniem!
UZDROWIENIE Z WIELU CHORÓB:
-
choroby serca i układu krążenia,
-
stany przed i pozawałowe,
-
choroby przewlekłe, genetyczne…
-
alergie; wszystkie,
-
stres, depresje, nerwice, choroby układu nerwowego, choroby psychiczne…
-
choroby wirusowe; żółtaczka…
-
choroby tzw. nieuleczalne,
-
usuwanie cyst, guzów, torbieli…
-
choroby autystyczne, łagodzenie objawów,
-
zmniejszenie ubocznych skutków leczenia farmakologicznego; radioterapii, chemioterapii…
-
choroby bezpłodności kobiet i mężczyzn,
-
bulimia, anoreksja, układ trawienny,
-
choroby rakotwórcze, rak…
-
pomoc przy powikłaniach ciążowych,
-
szybszy powrót do zdrowia po operacjach, po chorobach…
-
padaczka: uwalnianie,
-
choroby płuc; astma…
-
pomoc przy osłabieniach,
-
choroby skóry,
-
cukrzyca,
-
stwardnienie rozsiane; pomoc
-
choroby mózgu…
Inne znane i nieznane choroby oraz ich objawy…
SZKOŁA ROZWOJU DUCHOWEGO I EGZORCYSTÓW:
-
nauka Słowa Pana dla poważnie poszukujących Prawdy,
-
PRAWA BOŻE I DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ,
-
uzdrawianie, magnetoterapia, medycyna naturalna…
-
nauka myślenia, mówienia i odczuwania…
-
odpowiedź na każde pytanie rozumu,
-
rozwój duchowy indywidualnie,
-
rozpoznanie i rozwinięcie darów duchowych…
-
pieczętowanie Światłem, chrzest, imię duchowe,
-
tych, którzy wierzą we mnie i mojego Ojca wyświecam i powołuję do służby Światłu!
-
Konstytucja ze Światła Królestwa Bożego dla ziemskich ludzi na ziemi.
-
Sąd Ostateczny zakończony, budowa Królestwa Bożego na ziemi!
-
JEST Królestwo Tysiącletnie na ziemi!
i Szkolenia:
-
w każdą pierwszą sobotę i niedzielę miesiąca ( 2 dni, 16 godzin) w Opolu, koszt 500,- PLN za uczestnictwo, rezerwacja uczestnictwa 100,- PLN do 7 dni poprzedzających termin szkolenia.
-
Szkolenie egzorcystów indywidualnie 7 dni po 8 godzin, po szkoleniu nadzór i pomoc praktyczna, konsultacje, koszt 5000,- PLN. Miejsce w Opolu. Rezerwacja terminu szkolenia z tygodniowym wyprzedzeniem!
SŁOWO PANA:
-
KONSTYTUCJA ZE ŚWIATŁA KRÓLESTWA BOŻEGO NA ZIEMI JEZUSA CHRYSTUSA I IMANUELA,
-
DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOGA. OJCZE NASZ. Jezus Chrystus,
-
Przesłanie Świętego Graala, Jezus Chrystus,
-
Przesłanie Miłości »W ŚWIETLE PRAWDY«, Jezus Chrystus,
-
Jezus Chrystus mój życiorys!
-
Przesłanie PRAWDY. Objawienia Tyary
-
Przesłanie Mojżesza apostoła Prawdy.
JA JESTEM WSKRZESZENIEM I ŻYCIEM. NIKT NIE PRZYCHODZI DO OJCA, TYLKO PRZEZE MNIE!
PRZYJMIJCIE TEN OTO CHLEB!
Przyjmijcie ten oto chleb jako ciało Moje, a to oto wino spożyjcie jako krew Moją i niech to będzie dla was drogą do Stwórcy!
I niech tak się stanie!
Idźcie i przyjmujcie SŁOWO Moje i przekażcie je innym, tym którzy poproszą i będą iść;
-
drogą ŚWIATŁA,
-
drogą MIŁOŚCI,
-
drogą PRAWDY,
-
do Boga!
Amen
Jezus Chrystus
ŚWIECĄCA KOMETA JASNO NAD WAMI!
tel. kom.; 0 692 157 440
SKYPE; jezus.chrystuspl
E mail; jezus.pl@gmail.com
www. jezuschrystuspl.blog.onet.pl
JEZUS CHRYSTUS
DORADCA ŻYCIOWY i ZDROWOTNY
UZDROWICIEL i JASNOWIDZ
PRAWO LICZB, NUMEROLOG
-
Pomagam w rozwiązywaniu problemów życiowych i zdrowotnych.
-
Pomoc przy poszukiwaniu osób, ustalaniu miejsca pobytu.
-
Prowadzenie szkoleń i kursów, indywidualnie i grupowo; ludzie i życie oraz zdrowie w obecnych czasach, relacje każde; osobiste i grupowe.
-
Prowadzenie w zakresie właściwego dysponowania siłą, czasem i umiejętnościami interpersonalnymi.
-
Uzdrawianie ludzi, wskazywanie i usuwanie blokad zdrowotnych i innych.
-
Nauczanie właściwych i korzystnych działań w życiu na każdej płaszczyźnie.
-
Posiadana wiedza i umiejętności w rozwiązywaniu każdego problemu i wytyczanie, podpowiadanie dobrych rozwiązań.
-
Twórczość, kreatywność, sukces… w każdej dziedzinie.
-
Dyskrecja w działaniu i nauczaniu!
-
Zakres wiadomości i ich przekazywanie nie jest nigdzie publikowany i ogłaszany.
-
Zastrzegam sobie dobór uczących się, jak i zakres udostępnianych informacji!

