Archiwum dla Przesłanie Świętego Graala

OCZYSZCZAJĄCE PŁOMIENIE

OCZYSZCZAJĄCE PŁOMIENIE

200.

Dzisiaj znów obchodzą Święta Bożego Narodzenia ci liczni ludzie, którzy wiedzą o Mnie Jezusie i wierzą we Mnie oraz w Moje posłanie.

Pomimo tego, że owego posłania ludzie nie poznali w jego prawdziwym sensie, albowiem liczni mniemają, że przyszedłem tylko po to, aby za nich tutaj na ziemi cierpieć i umrzeć, to i tak znajduje się między nimi dosyć takich, którzy modlą się do Boga ogarnięci najczystszym dążeniem i dziękują Jemu za zesłanie Jego Syna.

I właśnie ci ludzie mają otrzymać pomoc z powodu ich czystego dążenia, chociaż stanie się tak poprzez ból i cierpienie, jeżeli inaczej nie można doprowadzić ich do poznania swego błędu!

Ból i cierpienie jest w tym wypadku czynem najwyższej Miłości, która chce im jeszcze raz pomóc, aby ich czyste dążenie nie zanikło tylko z powodu mylnie nauczonego pojęcia. Owo pojęcie przyjęli za pośrednictwem szkół i Kościołów i nie mogą już dobrowolnie się go zrzec, ponieważ boją się, że w ten sposób utraciliby oparcie, oraz że wystawiliby się na ziemskie ataki.

Ci ludzie mają otrzymać pomoc! Bynajmniej jednak nie ci, którzy zostali wprawdzie tak samo wprowadzeni w błąd, lecz nie posiadają w sobie wielkiego, czystego dążenia, za to cechuje ich nieczułość, powierzchowność, obojętność wobec wszystkiego, co ma związek z owymi świętami. Pomocy także nie otrzymają ci, którzy z przyzwyczajenia spoglądają na owe święta, jak na święta ziemskie, a nie duchowe!

Promyk Miłości, który podczas Święta Promiennej Gwiazdy przenika poprzez promienie sądu, nie zawiera w sobie dla owych ludzi radosnej pomocy, lecz odrzucenie, w wyniku czego podczas sądu muszą runąć!

»Promienna Gwiazda«! W prasile swego duchowego sedna z żądaniem zbliżyła się do ziemskiej ludzkości, do tej pory przez nią niepoznana.

Pędziła z hukiem, jest Bożym posłem i świadkiem Tego, którego posłano, aby spełnił przenajświętszą Wolę!

Promienna Gwiazda sprawia przy tym, że wszystko staje się nowe, albowiem w wyniku jej promieniowania załamuje się i pada to, co podczas sądu otrzymało piętno upadku! Gwiazda przynosi ku temu impuls! W jej promieniach to już przeżywacie gęstomaterialnie!

Jest to prawo stworzenia odpowiadające rozwinięciu świętego sądu w gęstej materii, co było już od dawien dawna obiecane! Sądzony jest każdy człowiek zgodnie ze swymi czynami, po których można poznać jego wnętrze.

Tymi czynami nie są jego gęstomaterialne dzieła, które wystawia ludziom, aby je podziwiali, lecz przejawy jego rzeczywistego dążenia, które przed ludźmi często ukrywa.

Przejawy jego dążeń, to jego czyny, które w opartym na prawie samoczynnym tkaniu tego stworzenia są dla ludzi najpierw niewidzialne, lecz pozostają połączone z tym, kto je wytworzył, co już opisałem w Przesłaniu. Te jego dzieła muszą z biegiem czasu stać się także gęstomaterialnie namacalnymi i widzialnymi.

Promienna Gwiazda, pędząca niczym burza, jest obecnie kluczem, który otwiera procesy przebiegające w gęstej materii i kończy tutaj to, co przebiegło już w duchowości oraz subtelnomaterialności.

Siła Gwiazdy burzy mury, które człowiek sam wokół siebie postawił, pozwala człowiekowi poczuć sąd, którego mógł pod gęstomaterialną ochroną swego ziemskiego ciała aż do tej pory unikać.

Gwiazda jest kluczem do gęstomaterialnego przebiegu procesu, który jest we wszystkim przygotowany przez istotnych pomocników!

W ten sposób jest się także ostatnim wołaniem w stronę ziemskiej ludzkości, jest ostatnim ostrzeżeniem, po którym szybko nastaje także koniec.

Z niego powstanie nowy początek tylko dla tych ludzi, którzy już obecnie chcą się podporządkować Bożym prawom pokornie czcząc Boga Ojca, który jest ich jedynym Panem na wszystkie wieki!

A jeżeli starali się z własnej woli od Boga odwrócić i jeżeli wytworzyli sobie bożki według własnego wyboru, to owe bożki zostają przez Bożą wszechmoc zrzucane ze swych cokołów, runą na tych, którzy je tak wysoko postawili i spadając ich miażdżą.

Ludzie! Żyjecie w czasach, za których surowość musicie Bogu dziękować, albowiem tylko i wyłącznie ona przynosi wam ratunek budząc was z głębokiego snu, w który zapadliście ze swej własnej woli!

Obecnie w was trafia wszelkiego rodzaju wstrząs za wstrząsem, dotyczą one tak ciała ziemskiego jak również ducha, ponieważ jedne i drugie są ze sobą ciasno połączone. Licznym ludziom można dzisiaj do ducha dotrzeć tylko wtedy, jeżeli muszą ziemskie przeżywać w najgęstszej formie, ponieważ pod każdym względem już zbyt otępieli. Ich duchy spoczywają zamknięte za kamiennym murem i jak sparaliżowane popadają w śmiertelny sen.

Kamienny mur jest dziełem ziemskiego rozumu, które musi zostać naruszone i rozbite zanim duch może zaobserwować coś z promieniowania Światła.

Dzieło ziemskiego rozumu, który ducha gnębi, rozpościera się nad całą ziemią i powoduje, że wszystko tężeje, a w licznych jednostkach zostaje wręcz jeszcze osobno rozbudowane. Lecz już podczas pierwszego uderzenia Światła wszystko szybko się zakołysze.

Potem wraz z pojawieniem się Promiennej Gwiazdy wszędzie runie owo dzieło rozumu, a towarzyszyć temu będzie krzyk, złorzeczenia i wzajemne przekleństwa tych, którzy do owego dzieła lgną.

Cała ta dzika zbieranina zostanie później wszędzie »ozdobiona« szalonymi czynami, lecz także nacechowana rozpaczliwymi prośbami!

Właśnie dlatego, że owo szkaradne dzieło wydaje się być tak mocne i ziemsko silne, musi być jego upadek tym straszliwszy, ponieważ w wyniku siły jego oporu stanie się uderzenie Światła także bardziej mocnym.

Potem w tym chaosie będziecie wy stali pewnie i radośnie będziecie odwracali swój wzrok ku Bogu; albowiem jesteście pielęgnowani i ochraniani przez Jego wszechmogącą łaskę, jeżeli żyjecie rzeczywiście zgodnie ze Słowem!

Wasza pewność stanie się tarczą i pomocą dla wszystkich, których prośby w osiągnięciu poznania Boga zwrócą się ku Światłu. Poszukującym możecie wy wyjaśnić tę drogę, która wyprowadzi ich z sideł i pułapek zapadających się ciemności, aby nie zostali porwani, jeżeli ich duchy w ostatniej chwili poczciwie i z wysiłkiem starają się przytrzymać Słowa.

Promień Miłości daje dzisiaj jeszcze wielu ludziom możliwość uratowania się w samym środku wydarzeń. Ludziom, którzy w przeciwnym wypadku musieliby być zgubieni, ponieważ ich siła nie starczałaby na to, aby oderwali się od ciemności, których macki chcą się jeszcze na nich podczas upadku mocno zacisnąć.

Promień Miłości Bożej, który Ją samą poprzedza! Tej Miłości, która jest ściśle związana ze Mną Jezusem i która częściowo ze Mnie się wywodzi.

Tak jak kiedyś poprzez Moje ziemskie narodziny Jezusa, Syna Bożego, tak również dzisiaj została poprzez to jeszcze raz ustanowiona odnowiona opoka, aby nasze Święto Promiennej Gwiazdy mogło znów stać się świętem dziękczynnym za prawie że niewyobrażalnie wielką Bożą Miłość!

Tak, jak siódmego września każdego roku radośnie obchodzi się Święto Bożej Czystości, Święto Lilii, tak również Święto Promiennej Gwiazdy stało się obecnie owym nowym aktem łaski Pana, świętem Miłości Bożej, Świętem Róży! –

Gdziekolwiek w wszechświat wyśle Promienna Gwiazda czyste, duchem rozżarzone płomienie, tam spełni się równocześnie zawsze także wielki akt łaski Bożej Miłości!

Jeżeli zaś gwiazda wyzwalała tu na ziemi moc sądu, to także w tym zawarta jest Boża Miłość; albowiem tworom dążącym ku Światłu przynosi zbawienie i wyzwolenie z objęć ciemności i ze wszystkich złych dążeń!

Fakt, że wiązki promieni owej gwiazdy musiały napędzać sąd, zależny był tylko od ludzi. Ludzie w swym złym i od Boga odwróconym dążeniu wytwarzali w swym samolubstwie i zarozumialstwie złe dzieła, które nie znoszą oczyszczającego promienia Światła, lecz chwieją się i popadają w ruinę!

W rzeczywistości ów promień zawiera w swym żarze tylko najczystszą Siłę zdolną do podniesienia wszystkich ziemskich ludzi oraz samej ziemi, podniesienia, które w przebiegającym procesie świata przypada na okres teraźniejszy! Zawiera więc promieniowanie najczystszej Bożej Miłości, które może jednak wytrzymać tylko ten, kto z Bożą Miłością współbrzmi.

Wszystko zaś, co w niej nie może współbrzmieć, zostaje przez czystość owego promieniowania ogarnięte bólem, zostaje spalone; albowiem oczyszczający płomień nie jest przeznaczony tylko dla ducha, lecz także dla wszystkich tworów, również dla gęstej materii.

Do procesu oczyszczenia należy zaś zniszczenie wszystkiego tego, co nie może współbrzmieć w Bożej Miłości!–

Gwiazda nadeszłaby w tym okresie w każdym wypadku, aby swym żarem w dostatecznej mierze ogarnąć ziemię, aby swą mocną duchową Siłą podnieść przy tym ludzkość oraz ziemię do nowego Królestwa, do którego według prawa Bożej Woli obecnie należy!

Gdyby ludzie byli tak dojrzali, jak w swym rozwoju już dzisiaj powinni być, gdyby starali się dotrzymywać wszystkich praw w stworzeniu, to pojawienie się gwiazdy zostałoby przez ludzi euforycznie przywitane i wywołałoby szczęśliwe, pełne dziękczynienia chwalenie Pana, który ją posłał!

Ale ponieważ tak nie jest, ponieważ ziemska ludzkość zawodząc pogrążyła się nawet o wiele głębiej, niż można było się spodziewać, przejawia się obecnie nadejście gwiazdy inaczej. Musi najpierw rozkładać i niszczyć, zanim będzie mogła przejawić się najczystszym sposobem uwznioślająca i budująca Siła jej promieniowania. To będzie potem spadało na tę glebę, która została w biedzie przygotowana, aby z powagą je przyjąć!

Tylko dlatego jest gwiazda dla ludzi i dla wszystkiego, co nie jest zgodne z Bożą Wolą, sądem. A zgodne z Bożą Wolą jest tylko to, co współbrzmi w Bożej Miłości, albowiem Bóg jest Miłością!

Czy rozumiecie obecnie tę wielką prostotę, która tkwi we wszelkich światowych procesach? Wszystko, do czego w nich dochodzi, może być zawsze tylko Miłością!

Lecz wy uczyniliście sobie o Świętej Miłości całkiem wypaczony obraz, porwaliście jej pojęcie w błoto.

Doszło do tego znów tylko pod wpływem przykutego do ziemi rozumu, który zgodnie ze swym gatunkiem zna tylko miłość ziemską opierającą się na gęstomaterialnym wrażeniu, lecz który nie może pojmować uczuć czystego ducha. Gęstomaterialne wrażenie zaś rozum zdeformował aż w surowy popęd!

Lecz rozumowi nawet to nie wystarczało i popędzało go, aby w swym narastającym przepielęgnowaniu jeszcze także ów surowy popęd, który sam w sobie mógł jeszcze pozostać czysty tak, jak w wypadku zwierząt, popchnął jeszcze głębiej, aż ten stał się grzechem!

Postawienie ziemskiego człowieka na poziom zwierzęcia było dla pogardliwie śmiejących się ciemności zbyt niepozornym celem. Chciały mieć ród ziemskich ludzi jeszcze o wiele głębiej, chciały go mieć pod zwierzętami!

Ludzie, którzy będąc troskliwie prowadzeni w swym wolnym rozwoju przez tak wielu wybranych, przez Światło wyznaczonych i w tym celu wychowanych, mogli się z wysiłkiem wyrwać ze zwierzęcych instynktów, które w ich ciałach jeszcze przedtem były, lecz były czyste, owi ludzie, pomimo tego, że w nich już obudził się duch, mieli w owe instynkty nie tylko wpaść z powrotem, lecz mieli być wręcz zmuszeni, aby zeszli jeszcze głębiej niż przedtem.

Rozum, wiecznie wątpiący i dociekający, chętnie służący ciemnościom, które dały impuls ku temu, aby został przez samych ludzi przepielęgnowany, nie był już mocnym punktem oparcia dla ducha, który do tej pory wystarczająco się nie wzmocnił. Pod wpływem rozumu potrafili owi tak od niego uzależnieni ludzie wyhodować jako samoczynny skutek z czystego popędu swego ciała najpodlejszą, podstępnie wyrachowaną pożądliwość, w wyniku czego rozum w ludziach też zatruł nawet naturalność zwierzęcia!

W ten sposób zostało wszystko od podstaw zepsute, a ziemski człowiek został łatwo zepchnięty w dół, pomiędzy to najniższe między tworami w całym stworzeniu. To był nieunikniony wynik tego, że rozum, po zanurzeniu w grzechu jednostronnie zbyt pielęgnowany, powiększał się tak, że powstawały z niego wszelkie zła, jeżeli człowiek nie dbał o liczne pomoce ze Światła.

To zaś, że o owe pomoce dbać nie będzie, było dla ciemności jasne, ponieważ znały próżność człowieka, która musiała nieustannie narastać z powodu zarozumialstwa niezdrowo rozbujałego ziemskiego rozumu.

W ten sposób poprzez błędne pielęgnowanie rozumu została nie tylko nastawiona głęboka i zgubna pułapka na ducha człowieka, lecz w wyniku zapłonięcia próżności równocześnie także opuszczony ciężki szlaban. Ten musiał nie dopuścić do tego, aby któryś z duchów mógł się z pułapki jeszcze uratować, albowiem próżność owych małostkowo myślących ziemskich ludzi, myślących, że wszystko rozumieją lepiej, nie pozwalała im już tak łatwo dbać o pomoce ze Światła, które zawarte są w Słowie!

Przerażenie, które was ogarnie, kiedy mówię o tym, jak głęboko człowiek upadł, jest całkiem na miejscu!

Wołam do ludzi, aby to poznali i wyzwolili się od zła, któremu podlegli jako najmocniejszemu narkotykowi z powodu knowań tak ciężko zdeformowanego rozumu! Albowiem tylko i wyłącznie on ich do tego doprowadził.

Zwodnik wiedział zbyt dobrze, że to musi się tak skończyć, jeżeli ludzkość podąży w złym kierunku, który jej tak wabiąco zaproponował!

To nie mogło zakończyć się inaczej, ponieważ rozum, który miał być tylko mocnym instrumentem ludzkiego dążenia, obecnie owo dążenie ogranicza. W ten sposób sam siebie awansował na fałszywego przywódcę, który nie może mieć łączności ze Świętą Bożą Wolą i w ten sposób pozostaje oddzielony także od Bożej Miłości.

Właśnie dzisiaj, w święto Świętej Miłości, które jest znów obchodzone, musiałem wam jeszcze raz pokazać obraz, byście widzieli, jak obecnie wasza miłość w większości wypadków wygląda, byście zadrżeli, opamiętali się i mogli jeszcze przyjąć iskrę czystej miłości Bożej!

Przedstawiam wam ów obraz, aby mógł być teraz rozbity wraz ze wszystkim, co niewłaściwe, co już nie może zajmować miejsca w stworzeniu po jego wielkim oczyszczeniu!

Nigdy nie doszłoby to tak daleko, gdyby ludzie choć raz, lecz za to na stałe, skorzystali z owych licznych pomocy Światła!

Wielu wprawdzie wsłuchiwało się, kiedy któryś zwiastujący przebywał między nimi, lecz po jego śmierci znowu zaczęli szybko roztrząsać sens jego słów. Przy tym je w narastających wątpliwościach i w mniemaniu, że wszystko wiedzą lepiej, rozdrabniali, wypaczali i od nowa formowali tak, jak im było to wygodne.

W ten sposób ziemska ludzkość powoli, lecz za to nieustannie pogrążała się coraz głębiej w bagnie, które wytworzyły i poszerzały jej własne myśli.

Teraz jednak zmobilizujcie wszystkie siły! Albowiem dziś takie procesy nie mogą już zachodzić. To koniec, lecz tylko wasz koniec, jeżeli nie będziecie chcieli ani tym razem dbać o Boże Słowo, które was chce wynieść na ten punkt, w którym człowiek powinien zajmować w stworzeniu pozycję człowieka!

Nie wolno jemu nadal stać w doskonałym dziele Stworzyciela jak maszkara, która nie może w zupełności być ani człowiekiem, ani zwierzęciem. Nie wolno jemu już więcej zniekształcać piękna tego dzieła oraz nadal hamować i zakłócać wibracji czystej harmonii.

Ziemscy ludzie, zakończył się święty sąd, a dziś już są jego wydarzenia końcowe! Dlatego stańcie się ludźmi albo zgińcie w płomieniach promieni Promiennej Gwiazdy!

Lecz wy, którzy niesiecie na swym czole święty krzyż, dziękujcie Panu za owo wielkie oczyszczenie. Albowiem was, którzy niesiecie Słowo Przesłania w swych duchach czyste i mocno dążycie do dobra, was, którzy tęsknicie do światłych wyżyn, was ogarnie gwiazda wielką Siłą, byście mogli stać się nowymi według Bożej Woli!

Idziecie pod mocną ochroną Światła poprzez owe ciężkie czasy, które was coraz bardziej oczyszczają i rozpalają, aż staniecie się płomieniami, które w najczystszym czczeniu promienieją na ziemi ku czci Bożej oraz działają wśród ludzi pomagając oraz przyciągając wszędzie tam, gdzie iskra ducha budzi się i pragnie się jeszcze wznieść ku światłym wyżynom!

Dlatego obecnie idźcie ufając Słowu wskazującemu wam prawdziwe drogi, po których powinniście iść, i które także wam pośredniczy w przekazywaniu siły w godzinach zwątpienia. Pamiętajcie o tym, że cokolwiek nadejdzie, to jest to łaskawy czyn Bożej Miłości, która wymusza oczyszczenie!

Niechaj od dziś każde Święto Promiennej Gwiazdy jest uroczystością dziękczynną za działającą Bożą Miłość. Owo święto połączyło się z dotychczas znanymi Świętami Bożego Narodzenia.

Także wy pomóżcie w tych chwilach ludziom, którzy w rozterce ducha będą się do was zwracać.

Nieście im pomoc w Słowie! Albowiem Słowo jest tym, czego ludziom przede wszystkim potrzeba!

Skomentuj »

NIC BARDZIEJ FAŁSZYWEGO!

NIC BARDZIEJ FAŁSZYWEGO!

461.

To wasze myślenie, że wam się uda przeżyć nadchodzące wydarzenie. Przecież jesteście duchowe lenie, które wspierały fałszywy system wartości na ziemi panujący dotychczas.

Wy ze swej strony nie zawalczyliście o swojego ducha, o światłe wartości, to i Ja nie zawalczę o was, bo i po co, dla waszej fałszywej wartości.

Wy nie macie w sobie rozwiniętych żadnych duchowych wartości, doskonale je w sobie stłumiliście, chcieliście stanąć ponad Boże prawo, cały wasz system społeczno-prawny, świecki i religijny o tym mówi wyraźnie. Staliście się wojskiem zaciężnym ciemności, który w pył rozwalę. Przecież martwi nie żyją, to i dla stworzenia nie mają żadnych wartości, przecież tą chorobę chcielibyście szerzyć ciągle dalej, a na to zgody Stwórcy nie mieliście i nie macie.

Oko za oko, cios za ciosem, aż was zmiażdży, tak wasza karma przyciśnie was do ziemi, aż dech w piersiach zgaśnie. A ci z was, którzy utracili już swe ziemskie ciała jeszcze szybciej wydarzenia końcowe rozszarpią, przecież dla ciemnych nie ma żadnej litości.

Bać się nie ma czego, to cecha ciemności, ci co mówią, że straszę należą do gadziego plemienia już zanikającego.

Ismael mówił jako Jan Chrzciciel, że będę chrzcił ogniem Bożym, lecz dziś ogień Boży pali ciemności jakże skutecznie i co całkiem wyraźnie już widać w ziemskiej rzeczywistości.

Pytań nie macie, bo i o co wy ciemni mielibyście pytać! Jasny znajdzie odpowiedź w Nowej Ewangelii Miłości, która łączy Przesłanie Imanuela i Moje w jedną aktualna Księgę, to Przesłanie Świętego Graala »W ŚWIETLE PRAWDY«, którą każdy z wolnych duchów podążających drogą Prawdy musi znać i ją przeżyć w jak największej całości. To Księga w oparciu o którą musicie żyć w Królestwie Tysiącletnim, jak do niego wogle traficie po wydarzeniach. Niech wam się uda, gdy wydarzenia przy akompaniamencie żywiołów w przeżyciach przywrócą wam naturalną wartość waszego ducha.

No to niech wam się uda, Ja jasne duchy poznam i być może brama do Królestwa Tysiącletniego zostanie wam otwarta, aby w pracy nad sobą samym przywrócić wam prawdziwą wartość ducha, do tego Wolą Bożą jesteście zmuszani, bo wasza wolna wola nie istnieje w Moim Królestwie na czas jego trwania na ziemi. Dominuje Światło, Stwórca wszechrzeczy, a wam po wydarzeniach, ocalałym i chcących Bożych praw, w łasce Pana pozwolono się zmienić i wyzwolić z obciążających was karm, waszych wszystkich skutków zwrotnych myśli, słów i czynów z całego waszego bytu. I niech się wam wreszcie uda podążać drogą do Światła przez Królestwo Boże na ziemi do duchowego raju, to dla was dziś jedyne zbawienie, innego dla nikogo z was nie ma i nie będzie, no chyba że wieczne zatracenie, bo wielu z was jeszcze w Królestwie zwątpi, a tych odrzucę bez najmniejszego zastanowienia poza granicę Królestwa do leja rozkładu.

Jaśni Mnie znajdą, ciemni w zatracenie.

Amen

Jezus Chrystus Król Wielkiej Materii

Skomentuj »

ŚWIATŁO WYKONAŁO SWOJĄ PRACĘ

ŚWIATŁO WYKONAŁO SWOJĄ PRACĘ

456.

Światło przyszło na ziemię z Woli Stwórcy w osobie Jezusa Chrystusa, przez nikogo nie rozpoznane poznało was ziemscy ludzie i wasze wszelkie niedorzeczności.

Światło chciało wydostać was z biedy duchowej i dwa ludzkie duchy z tej możliwości skorzystały, dzisiaj korzystają z ochrony Mojej. Światło w swojej duchowej pracy wielu ludzkim duchom zajrzało w oczy, byłem w wielu miejscach tak widoczny i tak czytelny z Moim Przesłaniem, że nie można było Mnie nie zobaczyć i doświadczyć.

46-cio letnia obecność wśród was otworzyła Moje wewnętrzne oczy, poznałem was aż do szpiku swych ziemskich kości. Jesteście nieczuli i nielogiczni, brak wam czynności duchowych, jesteście duchowo już martwi. Dlatego to co do was wnika przerazi was dogłębnie, to cała wasza negatywna karma dla was do przeżycia i wypalenia na waszych duchach ostrza swojego piętna.

Nie dajecie szansy na tego przeżycia, wielu z was odda ducha, nieliczni pozytywnie przejdą czas formowania swojego wnętrza, własnego ducha. I nie trzeba więcej wam już tłumaczyć. Sami przybiegniecie z pytaniem; co macie robić, aby przetrwać i to na kolanach wykonacie, inaczej się nie da, dogięcie was do samej ziemi jest konieczne, to przecież cała wasza negatywna karma i tylko wasza.

Pan Romuald Statkiewicz jest naczyniem Stwórcy Jezusa Chrystusa, to najgęstsza powłoka, otoczka gęstomaterialna z pełną świadomością siebie samego Syna Bożego, Świętego Graala, który przeżywa każdego roku najważniejszą uroczystość poświęconą swojemu Ojcu, to 30 kwietnia, gdy tego dnia zasilana jest cała Materia corocznie odnawianym wylaniem Siły z naczynia Pana, to odsłonięcie Świętego Graala, naczynia Pana, Stwórcy. Gdy Ja Syn Stwórcy odejdę do Ojca, to na ziemi powróci dzień Świętej Gołębicy każdego 30 maja.

A teraz trwoga na ziemskich ludzi, aż do całkowitego oczyszczenia i do zobaczenia, z każdym z was spotkam się osobiście.

Jezus Chrystus, Sędzia Boży

Skomentuj »

JEST BLISKO WYDARZEŃ!

JEST BLISKO WYDARZEŃ!

447.

Ciemności próbują się wszystkiego chwytać, aby dostać się w Moje pobliże i próbują szkodzić. Są jednak przez ochronę apostolską rozpoznani i ogniem Bożym wypalani i otoczenie jest czyste.

Maria L. z Piotrem M. znów pieśń o wspólnocie wyją, swoją ostatnią w całym bycie. Teraz obydwoje są na tym samym poziomie upadłych apostołów z klątwą przy swoim ziemskim stole.

Nie można się z otoczeniem witać przez uścisk dłoni, bo różne formy ciemne próbują za gardło chwytać.

Przerażenie gospodarkę paraliżuje, system finansowy już zdycha, dłużej już nie trzeba czekać niech fałszywy pieniądz o zerowej wartości z hukiem runie, bo po co ma żyć dalej w sferze złudzeń.

Aleksander K. sekretarzem ciemności? To już jego ostatnia upadła propozycja, on duchowo już martwy ze swoją ziemską partnerką.

Cóż, kaczki razem po wodzie prezydenckiej pływają, czekają z wytęsknieniem na rzeczywistą falę, aby zabrała ich ze świata Kościoła ich złudzeń.

Agresja w mediach narasta, reklama w sferze złudzeń, wiele pułapek dla mało czujnych w Internecie i w ich codziennym martwym bycie. Ciemności szukają intensywniej łatwego żeru, niektórzy już nie wytrzymują nacisku Światła i w otchłań rozpaczy skaczą. A wszystko z dnia na dzień narasta, a ludzkość chce już tańczyć swój sylwestrowy taniec rozpaczy. Ciekawe, czy sylwestra ogłoszą dniem żałoby narodowej, a tytuły w mediach napiszą o czarnym balu ludzkiej niemocy?

Niech się wszystko jak jest w tych dniach grudniowych na waszych ziemskich oczach ukaże, bo po co macie się nadal okłamywać, to przecież nie przystoi.

Pewnie wam już wystarczy, macie przed sobą swój już ostatni miesiąc, dla większości w dosłownym tego słowa brzmieniu.

I niech tak się stanie!

Jezus Chrystus

Skomentuj »

JUŻ NIGDZIE NA ZIEMI NIE BĘDZIECIE CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE!

JUŻ NIGDZIE NA ZIEMI NIE BĘDZIECIE CZUĆ SIĘ BEZPIECZNIE!

446.

W każdym miejscu na globie ziemskim spotykają was nieprzyjemne wydarzenia, które przygotował wam wasz bliźni w różnej formie, ale główne skrzypce grają żywioły pieśń pt. »Zatracenie«. Już wcześniej o tym niejednokrotnie wspominałem, leczy wy dalej cierpicie na nieuleczalną głuchotę i manię swojego rozdmuchanego tylko myślenia.

Najbezpieczniejszym miejscem jest Polska na całej ziemi, wydarzenia już o tym mówią, a to dopiero delikatne symptomy nadchodzących wydarzeń.

Lecz ta informacja nie ma celu was ostrzegać, czy upominać, nie, wy już jesteście zbyt tępi, aby Miłość dostrzec. Nie mniej jednak wydarzenia zewnętrzne mocniej na was naciskają w różnej formie, coraz mocniej, aż do całkowitego zniszczenia większości populacji ludzkiej.

Ostatni miesiąc 2008 roku dla wielu będzie ich ostatnim w miarę spokojnym upływem ziemskiego, sielskiego i leniwego bycia na ziemi.

Dla wielu nowy ziemski rok będzie stopniującym się koszmarem, przecież odrzuciliście pomocną rękę Boga w Mojej osobie, Konstytucji ze Światła nie wprowadziliście, a Królestwo Tysiącletnie dla was to fantazja. Co więc może was dobrego spotkać na drodze, która nie prowadzi was do Mojego Ojca, tylko zniszczenie i śmierć duchowa. Ale to też już wiecie z moich wcześniejszych informacyjnych wykładów.

Praca na ziemi Moja i apostołów była duża, aby informacja od Stwórcy do was dotarła bezpośrednio, ale wy pozostaliście przy swoim chorym świecie zarażonych ciemnością myśli, słów i ziemskich czynów.

Nie dajecie sobie żadnej szansy, nawet tej najmniejszej, a każdy kto wysyła Mi informację mało szlachetnej wartości jasno się określa czego chce i tak też jemu się dzieje.

Wyczerpaliście swój ziemski czas na przebudzenie duchowe i w pokojowym systemie do was już nie wróci, teraz wydarzenia przybierają gęstomaterialną formę, a terroryści i antyterroryści, to przecież wasi bliźni, zdziwilibyście się kto za tym stoi.

Żywioły jednak działają globalnie i armia Boga już się nie zatrzyma, z Siłą którą otrzymuje obedrze was z fałszu i zakłamania, waszego obłudnego i chorego niby życia.

Zobaczę komu po wydarzeniach pomogę, bo teraz na Moją Miłość nie zasługujecie, wy jej nie widzicie, nie słyszycie i nie wyczuwacie, a to wyraźny znak martwego duchowo społeczeństwa. No to najwyższy czas ten cmentarz zaorać i posadzić nowe drzewa.

Amen

Skomentuj »

GWIAZDA BETLEJEMSKA

Przesłanie Świętego Graala "W ŚWIETLE PRAWDY", Jezus Chrystus

GWIAZDA BETLEJEMSKA

15.

Światło nastało na ziemi tak, jak miało to być już kiedyś, kiedy obiecana gwiazda zaświeciła nad betlejemską stajenką.

Światło przyjęli wtedy jednak tylko nieliczni. Ci, którzy słuchali światłej wieści, zgodnie z ludzkim zwyczajem bardzo szybko ją wypaczyli i zmienili, a to co zapomnieli, starali się zastąpić swoimi własnymi myślami i tak wytworzyli tylko chaos, który miałby uchodzić dziś za nietykalną Prawdę.

Wszystko już upada, wasze filary okazały się nieprawdziwe, każdy najmniejszy światły promień, który może przynieść poznanie i przynosi je, jest dziś wzmacniany, aby nie był tępiony i szkalowany, a tam gdzie nie ma innej możliwości i ośmiesza się go ze złośliwością i szyderstwem, tam dziś to zło jest wypalane ogniem Bożym tak, że każdy jasno myślący ziemski człowiek wyraźnie widzi, że przyczyną tego jest wasz strach, same ciemności! Lecz trudno na tej ziemi było spotkać kogoś z was, kto jeszcze jasno myślał.

Wbrew temu jednak, Światło prawdziwego poznania dziś jaśnieje dla wszystkich ziemskich ludzi!

Nadszedł czas, kiedy wszystko niezdrowe, co wynalazł ludzki mózg, jest zmiatane ze stworzenia przez lej rozkładu, aby dalej już nie przeszkadzało oświeceniu. Świta poznanie, że Prawda jest inna niż te nietrwałe wasze urojenia, które w duszącym bagnie pośledniej ograniczoności oraz w pragnieniu ziemskiej władzy i świeckiego uznania wytworzyła wyniosła pycha, chęć zrobienia kariery, chorobliwa wyobraźnia i obłuda.

Biada teraz wszystkim, którzy kłamiąc zniewalali miliony ziemskich ludzi tak, że ci nie mieli odwagi skierować wzroku ku Światłu i zamiast tego w zaślepieniu tępili wszystko, co do nich dotarło i brzmiało inaczej niż wówczas słyszeli. Nawet nie przychodziło wam do głowy, aby nareszcie wsłuchać się w swoje wnętrze, a czasami także zbadać czy to nowe nie jest bardziej zrozumiałe od tego, czego do tej pory was nauczano.

Zatykano uszy i trwożliwie zadbano, aby nie dotarł do was świeży powiew. Przyczyną tak naprawdę jest tylko lenistwo duchowe i strach, że ów świeży powiew przyniesie uzdrowienie i jednocześnie także konieczność aktywności ducha, który wymaga oraz zmusza, aby każdy z was sam się wysilał. To dokładne przeciwieństwo dotychczasowego pozornie wygodnego zmierzchu ducha, którego wynikiem jest niekończący się letarg, co z kolei wypaczonemu i zepsutemu rozumowi daje szerokie pole do popisu!

Nie pomoże wam jednak zatykanie uszu przed nowym Słowem lub zamykanie oczu, aby Światło was nie oślepiło i nie wystraszyło! Przemocą zostajecie teraz wyrywani z tego żałosnego odurzenia. Drżąc z zimna musicie stać w chłodnym Świetle, które bezwzględnie obdziera was z zakłamania i fałszu. Marzniecie dlatego, że w waszym wnętrzu nie daje się już rozpalić płomienia ducha, aby was ogrzał i wychodząc z wnętrza mógł połączyć się ze mną, ze Światłem.

Tak łatwo przychodzi wam przecież uwierzyć w niewiarygodne, bo nie musicie się przy tym wysilać, aby samodzielnie myśleć i badać. I właśnie dlatego, że niewiarygodne nie wytrzymuje sprawdzania czy jest zgodne z Bożymi prawami w naturze, musieliście po prostu tylko wierzyć, nie pytając jak i dlaczego, musieliście wierzyć ślepo, uważając się z tego powodu za wielkich! Wy, którzy w tak wygodny sposób uważaliście siebie za nader mocnych w wierze, omijaliście po prostu wszelkie wątpliwości i… czuliście się zadowoleni, chronieni, szlachetni i pobożni, ba, byliście pewni osiągnięcia stanu wiecznej błogości!

W ten sposób jednak nie wznieśliście się ponad jakiekolwiek wątpliwości, lecz tylko tchórzliwie je obchodziliście! Byliście swoim duchem zbyt leniwi, aby cokolwiek samemu z tym zrobić i dawaliście pierwszeństwo ślepej wierze przed wiedzą o naturalnym procesie, przebiegającym zgodnie z Wolą Bożą. Dopomagały wam w tym wymysły ludzkiego mózgu, ponieważ im bardziej niepojęte i niemożliwe było to, w co mieliście wierzyć, tym wygodniej było wierzyć w to dosłownie ślepo, bo w takich przypadkach nic innego w ogóle nie jest możliwe. Tutaj wiedza i przekonanie muszą zostać wykluczone.

Tylko rzeczy niemożliwe żądają ślepej i niczym nie popartej wiary, bo jeżeli coś jest możliwe, to od razu pobudza do samodzielnego myślenia. Tam gdzie jest Prawda, która zawsze jest naturalna i konsekwentna, tam samorzutnie pojawia się także myślenie i odczuwanie. Tak nie dzieje się tylko tam, gdzie nie ma już niczego naturalnego, a więc, gdzie nie ma także Prawdy. Bo tylko przez odczuwanie powstaje przekonanie, które jako jedyne przynosi wartości ludzkiemu duchowi!

Tak więc zamknął się razem z całą resztą także ten krąg, który swój początek miał w świętej nocy w Betlejem! A zamknięcie tego kręgu usuwa z tradycji i podań wszystko nieprawidłowe i tym samym doprowadza do zwycięstwa Prawdy. Wdzierające się Światło rozprasza ciemności wytworzone przez ziemską ludzkość!

Mity, które z czasem narosły wokół mojego życia Jezusa, runęły, już wszystko ukazało się w swej czystości i w zgodzie z Bożymi prawami, ponieważ w stworzeniu inaczej być nie może. W kultach, które sami dla siebie wytwarzaliście, w lekkomyślnych bluźnierstwach przeczyliście do tej pory doskonałości Stworzyciela, swojego Boga.

Celowo i świadomie wyobrażaliście Go sobie tak, jakby Jego Wola nie była pod tym względem doskonała! Już o tym mówiłem i możecie z tym robić, co chcecie, ale i tak nie znajdziecie żadnej wymówki. Byliście zbyt leniwi, aby o tym samodzielnie myśleć. Nie czcicie Boga wtedy, gdy ślepo wierzycie w coś, czego nie można pogodzić z odwiecznymi prawami stworzenia! Wręcz przeciwnie, jeżeli wierzycie w doskonałość Stworzyciela, to musicie wiedzieć, że tu w stworzeniu nie może zaistnieć nic, co równocześnie dokładnie nie wynika z raz na zawsze ustanowionych Bożych praw. Jedynie tak możecie czcić Boga naprawdę.

Kto myśli inaczej, wątpi w doskonałość Stworzyciela, swojego Boga! Gdzie są bowiem możliwe zmiany lub nawet ulepszenia, tam nie ma i nie było doskonałości! Rozwój jest czymś innym. Przewidziano go i chciano w stworzeniu. Zawsze jednak musi się przejawić jako wynik działania już istniejących praw. Ale to wszystko oznacza, że zdarzenia, które wielu wierzących przyjmuje jako całkiem oczywiste, zwłaszcza gdy chodzi o moje życie Chrystusa, nie mogły mieć miejsca.

Ocknijcie się wreszcie ze swych snów, stańcie się wewnętrznie prawdziwymi! Niech jeszcze raz będzie wam powiedziane, że zgodnie z prawami stworzenia nie jest możliwe, aby ziemskie ciało człowieka mogło zostać zrodzone bez poprzedzającego ten akt gęstomaterialnego poczęcia i tak samo nie jest możliwe, aby po swej ziemskiej śmierci gęstomaterialne ciało przeszło do królestwa subtelnomaterialnego, tym bardziej do istotnego, a już w ogóle nie do duchowego! A ponieważ Ja Jezus musiałem się po raz drugi urodzić tu, na ziemi, to ten proces także podlega gęstomaterialnemu prawu uprzedniego płodzenia.

Gdyby życie moje Chrystusa było takie, jak mówią ziemskie fałszywe podania, to Bóg musiałby postępować wbrew swoim własnym prawom. Bóg jednak tak postępować nie może, ponieważ Jest od początku doskonały, a wraz z Nim także Jego Wola, która tkwi w prawach stworzenia. Kto jeszcze ma odwagę myśleć inaczej, ten wątpi w tę doskonałość, a tym samym w końcu także w Boga! Bowiem Bóg bez doskonałości nie byłby Bogiem. To nie podlega żadnej dyskusji! Pewności tego pełnego prostoty faktu ludzki duch nie może przekręcić, nawet gdyby z tego powodu miał się zachwiać fundament tak licznych dotychczasowych fałszywych poglądów. Tutaj możliwe jest jedynie albo – albo. Doskonałość absolutna albo żadna. Tu nie można niczego upraszczać, ponieważ w boskości nie istnieje nic, co jest połowiczne czy niedokończone! Także w sprawach dotyczących Boga.

Zostałem poczęty gęstomaterialnie, bo w przeciwnym razie ziemskie moje narodziny nie byłyby możliwe.

Jedynie nieliczni rozpoznali wtedy gwiazdę jako spełnienie obietnic! Do nich należeli Maria i Józef, który wstrząśnięty zasłonił swoją twarz.

Trzej królowie znaleźli drogę do stajenki i oddali ziemskie dary, ale później znów zostawili mnie jako dziecko bez opieki, chociaż powinni byli swym bogactwem i swą mocą wyrównywać przede mną ziemskie drogi, aby wypełnianie posłania nie sprawiało mi cierpienia. Nie poznali w pełni swojego powołania, choć zostali oświeceni, aby móc odnaleźć mnie już jako dziecko.

Niepokój nakazywał mojej ziemskiej ówczesnej matce Marii opuścić Nazaret i Józef, widząc jej ciche cierpienie i tęsknotę, spełnił jej życzenie tylko po to, aby sprawić jej radość. Prowadzenie warsztatu stolarskiego przekazał swojemu najstarszemu uczniowi i powędrował z Marią i ze mną dzieckiem do dalekiego kraju, do Egiptu. W nawale pracy oraz trosk dnia powszedniego powoli wyblakło w obu ludzkich duchach wspomnienie promiennej gwiazdy, tym bardziej, że Ja Jezus w dziecięcym wieku nie przejawiałem żadnych nadzwyczajnych cech i zachowywałem się naturalnie, jak wszystkie dzieci.

Dopiero Józef, który był wtedy dla mnie najlepszym ojcowskim przyjacielem, po swoim powrocie do rodzinnego miasta umierał, ujrzał przy przechodzeniu w zaświaty w ostatnich ziemskich chwilach nade mną Jezusem, który jako jedyny wówczas stałem przy jego łożu śmierci, Krzyż i Gołębicę. Wzruszony wypowiedział swoje ostatnie słowa: »A więc jednak ty nim jesteś!«

Sam niczego nie wiedziałem, dopóki nie zaczęło mnie ciągnąć do Jana, o którym słyszałem, że nad Jordanem głosi mądre nauki i chrzci.

W tym gęstomaterialnie przeprowadzonym chrzcie został mocno zakotwiczony początek mojego posłania w gęstomaterialności. Opaska opadła. Byłem jako Jezus od tego momentu w pełni świadom tego, że ziemskiej ludzkości miałem przynieść Słowo Ojca.

Całe moje życie rozwija się przed wami takie, jakie w rzeczywistości było – oczyszczone ze wszystkich fantazji ludzkiego mózgu! Podczas Sądu Ostatecznego wszystko wyszło na jaw wraz z zamknięciem kręgu, zwyciężyła Prawda, której już nie można było dłużej zaciemniać! A w dziele »Jezus Chrystus mój życiorys« jest wiele opisane z tego co wówczas miało miejsce!

Maria walczyła z wątpliwościami, które zostały dodatkowo wzmocnione troską matki o ziemskiego syna i trwały aż do ciężkiej drogi na Golgotę. Przeżywała to na czysto ludzki sposób, a nie nieziemski sposób. Dopiero na Golgocie zrozumiała wreszcie posłanie moje Jezusa i w ten sposób uwierzyła.

Lecz teraz, gdy moja gwiazda powróciła, powinny dzięki miłosierdziu Bożemu zostać naprawione wszystkie uchybienia i odpokutowane wszystkie błędy tych, którzy wtedy utrudniali mi Jezusowi drogę, o ile nie czynili tego z zawziętością i w złej woli, i jeżeli teraz, podczas zamykania kręgu, zrozumieli i chcą naprawić, co zaniedbali lub, w czym uchybili. Wielu z nich już spotkałem, poznali mnie Syna Bożego doznali wiele łask i powrócili ponownie w swoje rozumowe życie, tak trafią do leja rozkładu, a przecież w ich dobrej woli nadeszło dla nich wraz ze mną promienną gwiazdą zbawienie. Jednak tylko cztery duchy skorzystały z łaski i wyzwoleni ślą radosne dziękczynienia Temu, który w mądrości i dobroci stworzył prawa, według których twory muszą same siebie sądzić i przez to wyzwalać świadomi lub nieświadomi siebie samego.

Skomentuj »

APOKALIPSA ZABIERZE WSZYSTKO

Przesłanie Świętego Graala "W ŚWIETLE PRAWDY", Jezus Chrystus

APOKALIPSA ZABIERZE WSZYSTKO

439.

I nic wam leniwym duchom nie zostawi! Długo czekano na waszą zmianę, dobrowolną z waszej strony, ale to się nie stało. Weszliście w bagno ciemności i tam zostaliście w ostateczności. Więc dziś działanie jest takie, że bagno wraz z wami zostaje na ziemi posprzątane, jednego wraz z drugim w nim tkwiącego nie będzie nikt dłużej oglądał i tolerował w swej pustej wierze.

Wasze stanowisko czy jakieś ziemskie poglądy są chore i zdziczałe jak wy sami i dalej nic dobrego z wami by się nie stało, zabrakło wam wszystkiego, duchowe wartości wraz z wami pomarły, o wy martwi duchowo! Umiecie tylko myśleć, dumać i to bez logiki surowej, odczuwanie w was padło, bezpieczniki moralne potopiło, więc żegnam wszystkich takich duchowo martwych. A i ci, co wiedzą o Moim Synu, Jezusie Chrystusie, że Jest na ziemi i nic nie robią ze sobą w duchowy sposób też żegnam, duchowo są zbyt letni, ci też do leja rozkładu niech podążają!

Nie można przejść obok Syna Bożego, o informacji usłyszeć bez duchowej natychmiastowej refleksji, obudzeniu duchowego i podążanie za Prawdą! Czytać o Słowie, mieć taką wiedzę i być pasywnym ziemsko i duchowo, to droga do natychmiastowego rozkładu!

Nie dajecie nawet nikłą szansę na przebudzenie, nie wy ciemni i denni duchowo i ziemsko.

Więc żywioły wam i procesy energetyczne pokazują drogę do zatracenia już wiecznego, z waszej obecnej sytuacji nie możecie uciec, nie ma gdzie, Jest Syn Boży jako brama do Mnie i lej rozkładu to wyjście awaryjne dla wszelkiej ciemności, nie tylko dla ludzkich tworów.

Cóż takie czasy nastały, jak suma waszego chcenia duchowego, waszych słów i myśli oraz ziemskich czynów na przestrzeni waszego całego bytu w tej Wielkiej Materii.

Więc nic nie otrzymacie oprócz swojego zatracenia, patrzcie co będzie się działo, zostajecie do tego zmuszeni, to nie apokalipsa, to nie armagedon, to całkowite zniszczenie ciemności, tych co odwrócili się ode Mnie waszego Pana i Boga!

Jezus Chrystus część Stwórcy!

Skomentuj »

ŚWIAT

ŚWIAT

14.

Świat! Kiedy ziemski człowiek używa tego słowa, to często wymawia je bezmyślnie, nie tworząc sobie obrazu, jaki właściwie jest ów świat, o którym mówi.

Wielu starających się wyobrazić sobie przy tym coś konkretnego, widzi w duchu niezliczone ciała niebieskie o najrozmaitszych właściwościach i rozmiarach, uporządkowane w układy słoneczne i wędrujące przez wszechświat po swoich trajektoriach. Wiedzą, że w miarę doskonalenia przyrządów obserwacyjnych można zobaczyć coraz to nowe obiekty. Przeciętnego ziemskiego człowieka zadowala potem słowo »nieskończoność«, które wywołuje w nim mylące i niewłaściwe wyobrażenie.

Świat nie jest nieskończony. Jest materialnym stworzeniem, a więc dziełem Stworzyciela. Dzieło to stoi, jak zresztą każde dzieło, obok swego Twórcy i jako takie jest ograniczone.

Ci, którzy nazywają siebie postępowymi, są często dumni z tego, że mają poznanie, które mówi, że Bóg tkwi w całym Stworzeniu, w każdym kwiecie i każdym kamieniu, że napędzające naturę siły są Bogiem, a więc, że Bogiem jest wszystko, czego wprawdzie nie można zbadać, co można jednak wyczuć, lecz nigdy tak naprawdę pojąć. Nieustannie działająca Prasiła, wieczne samo siebie odnawiające źródło siły, bezistotne nieposiadające formy Praświatło. Uważają się za bardzo postępowych myśląc, że wszędzie odnajdują Boga. Spotykają się przy tym tylko z siłą napędową, która nieustannie zmierza ku doskonałości jako jedynemu celowi rozwoju, siłą która wszystko przenika!

To jednak jest poprawne tylko w pewnym sensie. W całym stworzeniu spotykamy się tylko z Jego Wolą, czyli z Jego Duchem, z Jego Siłą. On sam stoi wysoko ponad Stworzeniem.

Stworzenie materialne już od swego początku zostało dowiązane do niezmiennych praw powstawania i rozkładu, ponieważ to, co nazywam prawami natury, jest twórczą Wolą Bożą, która swym działaniem światy nieustannie formuje i rozkłada. Ta twórcza Wola jest jednolita w całym stworzeniu, na które składa się świat subtelnomaterialny i gęstomaterialny, tworząc jedną całość.

Bezwarunkowa i niezmienna jednolitość odwiecznych praw, a więc odwiecznej Woli, powoduje, że w najmniejszym procesie na gęstomaterialnej ziemi zawsze przebiega to dokładnie tak, jak podczas każdego działania, a więc tak, jak musi się to dziać także podczas najpotężniejszych wydarzeń w całym stworzeniu, jak i podczas samego tworzenia.

Pierwotna forma Prawoli jest prosta i nieskomplikowana. Gdy już raz ją poznacie, łatwo odnajdziecie ją we wszystkim. Złożoność i niepojętość tak wielu procesów polega tylko na tym, że liczne boczne i okrężne drogi, tworzone przez różnorakie chcenia ziemskich ludzi, wielokrotnie nakładają się na siebie.

Dzieło Boże – świat – jest więc, jako stworzenie, podporządkowane zawsze jednakowym i doskonałym Bożym prawom, z nich także powstało i dlatego jest ograniczone.

Artysta, na przykład, także jest w swoim dziele, ono jest nim nasączone, a przecież on sam, jako osoba, stoi obok niego. Dzieło jest ograniczone i przemijające, co jednak nie oznacza, że zdolności artysty również. Artysta, a więc twórca dzieła, może zniszczyć swoje dzieło, w którym zawarte jest jego chcenie, ale to jeszcze nie oznacza, że zniszczy samego siebie. On bez względu na to nadal pozostaje artystą.

Artystę poznajecie i odnajdujecie w jego dziele, staje się on dla was bliski i nie ma potrzeby, byście ujrzeli go osobiście. Macie jego dzieła, jego chcenie tkwi w nich i działa na was, ono wychodzi ku wam, chociaż on sam żyje od was daleko. Samodzielnie tworzący artysta i jego dzieło dają wam słaby poblask stosunku stworzenia do Stworzyciela.

Wieczny i bez końca, a więc nieskończony, jest tylko kołobieg stworzenia w nieustannym powstawaniu, zanikaniu i ponownym formowaniu.

W tym procesie spełniają się także wszystkie objawienia i obietnice. W końcu już wypełniła się w nim również obietnica »Sądu Ostatecznego« dla tej ziemi!

Sąd Ostateczny, czyli końcowy, nadejdzie kiedyś dla każdego materialnego ciała niebieskiego, lecz nie stanie się tak w całym stworzeniu równocześnie.

To nieunikniony proces, przebiegający w danej, konkretnej części stworzenia, która w swoim kołobiegu osiągnęła punkt, w którym musi rozpocząć się jej rozkład, aby na dalszej drodze znów mogła się formować.

Tego wiecznego kołobiegu nie utożsamiajcie z obiegiem ziemi oraz innych planet wokół ich słońc. Chodzi tu o wielki, olbrzymi krąg, po którym muszą podążać wszystkie układy słoneczne, poruszające się przy tym dodatkowo w swych własnych, wewnętrznych systemach.

Punkt, w którym ma się rozpocząć rozkład każdego ciała będącego częścią świata, jest dokładnie ustalony i to także w oparciu o konsekwentne prawa natury. To całkiem konkretne miejsce, w którym musi rozpocząć się rozwijanie procesu rozkładu bez względu na to, w jakim stanie znajduje się dane ciało niebieskie i jego mieszkańcy.

Kołobieg niepowstrzymanie gna ku temu każde ciało niebieskie i bez opóźnienia wypełni się godzina rozkładu, który tak naprawdę we wszystkim, co dotyczy stworzenia, jest tylko przemianą, tylko okazją do dalszego rozwoju.

Już dla każdego ziemskiego człowieka nastąpiła godzina podjęcia decyzji: »albo – albo«. Albo zostaliście wyniesieni ku Światłu, tak stało się, gdy dążyliście do duchowości, albo utknęliście w materii, do której jesteście przywiązani, jeżeli z przekonaniem uznaliście za wartościowe tylko sprawy materialne.

Taki ziemski człowiek, zgodnie z prawem, nie może w konsekwencji własnego chcenia podnieść się z materii i później, na ostatnim etapie drogi, zostaje wraz z nią wciągnięty w rozkład. Wtedy następuje duchowa śmierć! Jest to równoznaczne z wykreśleniem z księgi życia.

Ten w zasadzie całkiem naturalny proces można także nazwać wiecznym potępieniem, ponieważ człowiek w taki sposób wciągnięty w rozkład musi »przestać być osobowością«. To najgorsze, co człowieka może spotkać. Staje się »odrzuconym kamieniem«, który jest niepotrzebny w budowaniu duchowości i dlatego musi zostać przemielony.

To oddzielenie ducha od materii, urzeczywistnione znów w oparciu o naturalne procesy i prawa, jest tak zwanym »Sądem Ostatecznym«, z którym łączą się wielkie przewroty i zmiany obecnie zachodzące na ziemi.

To, że rozkład ten nie dokona się w jednym ziemskim dniu, zapewne jest dla każdego łatwe do zrozumienia, w dziejach świata bowiem tysiąc lat jest jak jeden dzień.

Właśnie zakończył się »Sąd Ostateczny«. Ziemia dotarła do punktu, w którym zmieniła kierunek swej dotychczasowej drogi, co musi być i jest bardzo mocno odczuwalne także gęstomaterialnie. Nastał podział już wszystkich ziemskich ludzi, który przygotowano już ostatnimi czasy, ale który wcześniej przejawiał się tylko w waszych »poglądach i przekonaniach«.

Dlatego cenna jest każda godzina i minuta waszego ziemskiego bytu, cenniejsza niż kiedykolwiek przedtem. Kto naprawdę szuka i chce się uczyć, niech zdecydowanie odrzuci niskie myśli, które muszą wiązać go z tym, co ziemskie. W przeciwnym wypadku grozi mu utknięcie w materii i popadniecie wraz z nią w całkowity rozkład.

Lecz pragnący Światła stopniowo wyzwalają się z materii i w końcu zostaną wyniesieni ku ojczyźnie wszystkiego, co duchowe.

Obecnie zakończył się ostatecznie proces oddzielenia Światła od ciemności – Sąd się wypełnia!

»Świat«, a więc całe stworzenie, wówczas nie zginie, lecz poszczególne ciała niebieskie będą wciągane w proces rozpadu dopiero wtedy, gdy ich bieg osiągnie punkt, w którym po uprzednio zakończonym podziale ma się rozpad rozpocząć.

Dokona się to poprzez naturalne działanie Bożych praw, które w stworzeniu tkwią od prapoczątku, które same spowodowały powstanie stworzenia i które dziś, tak samo jak w przyszłości, konsekwentnie niosą Wolę Stworzyciela. W wiecznym kołobiegu trwa nieustanne tworzenie, sianie, dojrzewanie, żniwa i rozpad, aby poprzez zmianę połączeń znów powstały formy nowe, odświeżone i wzmocnione, idące naprzeciw następnemu z okrążeń.

Rozważając kołobieg stworzenia można sobie wyobrazić olbrzymi lej lub olbrzymią jaskinię, z której niepowstrzymanym nurtem nieustannie tryskają pranasiona podążające kolistym ruchem ku nowemu łączeniu i rozwojowi. Dokładnie tak, jak to już nauka poznała i prawidłowo opisała.

Poprzez tarcie i zagęszczanie powstają gęste mgławice, a z nich ciała niebieskie, które poprzez działanie nieugiętych praw w pełnej konsekwencji grupują się w układy słoneczne. Te, krążąc same w sobie, muszą się włączać w wielki, wieczny kołobieg.

W procesach widzialnych ziemskim okiem, przebiegających w roślinach, ciałach zwierzęcych i ludzkich, nastaje, począwszy od nasiona, rozwój, formowanie, dojrzałość i zbiór plonów lub zanik, który przynosi zmianę i rozpad umożliwiający dalszy rozwój. Tak samo dzieje się podczas wielkich przemian świata. Gęstomaterialnie widzialne ciała niebieskie, które otacza o wiele, wiele większa subtelnomaterialna, a więc niewidoczna dla ziemskiego oka warstwa, w swym wiecznym obiegu poddane są takiemu samemu procesowi, ponieważ panują w nich te same prawa.

Istnieniu pranasienia nie może zaprzeczyć nawet najbardziej fanatyczny niedowiarek, a jednak nasienia tego nie może ujrzeć żadne ziemskie oko, ponieważ nasienie jest z innej substancji, pochodzi z »zaświatów«. Znowu spokojnie mogę je nazywać subtelnomaterialnym.

Nietrudno zrozumieć, że świat, który jako pierwszy powstał z nasienia, jest naturalnie tak samo subtelnomaterialny i ziemskim wzrokiem niepoznawalny. Dopiero później z niego powstający najgęstszy kondensat, wyłaniający się ze świata subtelnomaterialnego i od niego zależny, powoli tworzy świat gęstomaterialny wraz z jego gęstomaterialnymi ciałami. Dopiero to jako pierwsze można od samego początku obserwować ziemskim wzrokiem i z pomocą gęstomaterialnych przyrządów.

Nie inaczej jest z otoczką właściwego człowieka w jego duchowym gatunku, o którym jeszcze będę mówił. Podczas wędrówki przez różnorodne światy musi jego płaszcz, powłoka, ciało lub narzędzie, wszystko jedno, jak otoczkę nazwę, być zawsze tego samego gatunku substancji, co otoczenie, w które wchodzi, aby korzystał z niego jak z ochrony i potrzebnego narzędzia, jeżeli chce w tym otoczeniu działać bezpośrednio i skutecznie.

Ponieważ świat gęstomaterialny zależny jest od świata subtelnomaterialnego, to z tego wynika także zwrotne oddziaływanie wszystkich procesów świata gęstomaterialnego na świat subtelnomaterialny.

To olbrzymie subtelnomaterialne otoczenie, również stwarzane z pranasienia, wykonuje wielki kołobieg razem z gęstomaterialnością i w końcu także razem z nią zostanie wpędzone i wchłonięte w drugi koniec wyżej wspomnianego olbrzymiego leja, gdzie przebiega rozpad, aby znów jako pranasienie zostać wypchnięte na zewnątrz i wejść w nowy kołobieg.

Ten lej jest jakby sercem stworzenia materialnego, a cała reszta jakby obiegiem krwi w ciele. Procesowi rozkładu ulegnie więc całe stworzenie, czyli także część subtelnomaterialna, ponieważ wszelka materia, rozpadnie się i ponownie przekształci w pranasienie, aby móc się formować od nowa. Nigdzie nie ma tu samowoli, przeciwnie, wszystko rozwija się w oczywistej konsekwencji odwiecznych praw, które nie pozwalają na obranie innej drogi.

Dlatego w konkretnym miejscu wielkiego kołobiegu przychodzi taki moment dla wszystkiego gęstomaterialnie i subtelnomaterialnie wytworzonego, gdy proces rozpadu wszystkiego, co wytworzone, samoczynnie przygotuje się i w końcu rozpocznie.

Ten subtelnomaterialny świat jest miejscem przejściowego pobytu ziemsko umarłych, to tak zwany tamten świat. Jest ściśle połączony ze światem gęstomaterialnym, który do niego należy i z nim tworzy jedną całość. Podczas umierania człowiek wraz ze swym subtelnomaterialnym ciałem, które nosi razem z ciałem gęstomaterialnym, wchodzi w jednorodne subtelnomaterialne otoczenie świata gęstomaterialnego, podczas gdy ciało gęstomaterialne pozostawia tutaj.

Tak więc ten subtelnomaterialny świat, zaświaty, należąc do stworzenia podlega takim samym prawom nieustannego rozwoju i rozpadu. Wraz z rozpoczynającym się rozpadem nastaje potem, również całkowicie zgodnie z prawem, oddzielenie duchowości od materii. W zależności od stanu swego ducha w świecie gęstomaterialnym, jak również w świecie subtelnomaterialnym, duchowy człowiek, właściwe »ja«, musi powędrować albo w górę, albo pozostać związanym z materią.

Poważne dążenie do Prawdy i Światła oraz związane z tym zmiany uczynią każdego duchowo czystszym, a przez to także jaśniejszym, co naturalnie zawsze musi stopniowo, coraz bardziej uwalniać go od gęstej materii i wynosić w górę odpowiednio do jego czystości i lekkości.

Ten jednak, kto zawierzył tylko materii, poprzez swoje przekonanie sam się z nią wiąże, pozostaje do niej przykuty, przez co nie może unosić się w górę. Dobrowolna decyzja każdej jednostki powoduje podział na tych, którzy dążą do Światła i na tych, których pętają ciemności. Dzieje się tak zgodnie z obowiązującym naturalnym prawem ciążenia ducha.

Z tego wynika, że w procesie oczyszczania tzw. zaświatów nadejdzie kiedyś rzeczywisty koniec także dla możliwości rozwoju ziemsko umarłych. Ostatnia decyzja! Ludzie w obydwu światach są albo tak dalece szlachetni, że mogą zostać wyniesieni ku sferom Światła, albo przez swój niski sposób życia z własnej woli pozostaną spętani i w końcu runą w »wieczne potępienie«. Oznacza to, że wraz z materią, od której nie mogą się oderwać, będą porwani w rozkład, boleśnie go w sobie przecierpią i przestaną być oddzielnymi osobowościami.

Zostaną rozwiani, jak plewy na wietrze, rozproszą się i w ten sposób zostaną wykreśleni ze złotej księgi życia!

Ten tak zwany Sąd Ostateczny, to znaczy Sąd Ostatni, jest więc również procesem przebiegającym całkiem naturalnie w wyniku działania praw, które niosą stworzenie tak, że nic innego nie mogłoby nastąpić. Także tu człowiek zawsze otrzymuje owoce tylko tego, co sam chciał, tego, do czego doprowadziło jego przekonanie.

Uświadomienie sobie, że wszystkie procesy w stworzeniu przebiegają samoczynnie z najbardziej surową konsekwencją, że drogi losu ludzie tworzą sobie sami poprzez swoje życzenia oraz swym chceniem, że Stwórca sam niczego nie kontroluje, a także nie ingeruje, aby nagradzać lub karać, nie ujmuje Jego wielkości, lecz może tylko pobudzić, byście widzieli Go jeszcze bardziej wzniosłym.

Wielkość polega na doskonałości Jego dzieła, a doskonałość zmusza do patrzenia w górę z pełnym szacunkiem. Przecież niezmierna Miłość i absolutnie nieugięta Sprawiedliwość tkwi bez różnicy tak samo w największym, jak i w najmniejszym procesie.

Wielki jest także człowiek jako ten, którego postawiono w stworzeniu i jako ten, który jest panem swojego własnego losu! Może on swym chceniem wydźwignąć się z tego dzieła i w ten sposób przyczyniać się do jego wyższego rozwinięcia, albo może się w nim zaplątać, porwać je w dół, czyli już się nie wyzwolić i iść z materią naprzeciwko rozkładowi bez względu na to czy znajduje się w świecie gęstomaterialnym, czy subtelnomaterialnym.

Dlatego rozbijcie kajdany niskich instynktów i wyzwólcie się od nich. Już najwyższy czas! Nastała godzina, w której minął dany wam termin! Obudźcie w sobie pragnienie czystości, prawdy i szlachetności, jak jeszcze zdążycie!

Daleko nad wiecznym kołobiegiem stworzenia unosi się w środku, niczym korona, »błękitna wyspa«, niwy błogosławionych, oczyszczonych duchów, którym wolno już przebywać w sferach Światła. Wyspa ta jest oddzielona od świata. Dlatego też nie jest częścią kołobiegu, ale pomimo wysokości na jakiej krąży nad stworzeniem, stanowi oparcie i centralny punkt wychodzących sił ducha. To wyspa, na której wyżynach leży osławione miasto złotych ulic. Tam już nic nie ulega przemianie. Tam nie trzeba się obawiać »Sądu Ostatecznego«, a ci, którzy mogą tam przebywać, są »w domu«.

A na końcu stoi, jako najwyższy na błękitnej wyspie, niedostępny dla stóp niepowołanych, tak często opisywany w legendach… zamek Graala!

Osnuty legendami, utęskniony cel niezliczonych, stoi tam w świetle najwyższej świetności i skrywa Święte naczynie Czystej Miłości Wszechmogącego, Graal!

Straż ustanowiono z najczystszych duchów. To one są tymi, którzy niosą Bożą Miłość w jej najczystszej formie, Miłość, która jednak zasadniczo różni się od wyobrażeń, jakie mają o niej ziemscy ludzie, chociaż przeżywają ją codziennie, o każdej godzinie.

Poprzez objawienia zstępowała wieść o zamku po wielu stopniach, długą drogą, od błękitnej wyspy przez świat subtelnomaterialny, aż w końcu dzięki głębokiej inspiracji kilku poetów dotarła także między ludzi gęstomaterialnej ziemi. Podczas podawania w dół, od stopnia do stopnia, rzeczywistość została niechcący na różny sposób wypaczona, przez co ostateczne podanie mogło być tylko wielokrotnie zmąconym odblaskiem, który spowodował liczne pomyłki.

Jeżeli w wielkiej rozpaczy podążają w górę do Stworzyciela z którejś części wielkiego stworzenia bolesne i błagalne prośby, to zostaje wysłany sługa tego naczynia, aby jako ten, który niesie Bożą Miłość pomógł w potrzebie ducha. Co w dziele stworzenia unosiło się tylko w postaci legend i opowieści, wstępuje wtedy w stworzenie żywe!

Ale takie wysłania nie zdarzają się często. Zawsze towarzyszą im wielkie zmiany i gwałtowne przewroty. Owi wysłańcy przynoszą błądzącym Światło i Prawdę, zrozpaczonym spokój, w swym przesłaniu wyciągają dłoń do wszystkich poszukujących, aby dodać im nowej odwagi i nowej siły, i przeprowadzić ich przez wszelkie ciemności ku Światłu.

Przychodzą wyłącznie dla tych, którzy z upragnieniem wypatrują pomocy Światła, lecz nie dla prześmiewców ani dla faryzeuszy.

I tak Jestem na ziemi ponownie, wśród was ziemianie!

Skomentuj »

ZRÓB PIERWSZY KROK

ZRÓB PIERWSZY KROK

13.

Niechaj moje Słowo w was ludzkie duchy ożyje, ponieważ jedynie to może wam przynieść taki pożytek, jakiego obecnie potrzebujecie, aby wasz duch mógł się unieść w górę ku światłym wyżynom wiecznych ogrodów Bożych.

Nie wystarczy o moim Słowie wiedzieć! Nawet gdybyście umieli całe moje Przesłanie cytować z pamięci zdanie po zdaniu, aby pouczać siebie i swoich bliźnich… to nie będzie z tego użytku, jeżeli według niego nie postępujecie, jeżeli zgodnie z sensem mego Słowa nie myślicie i według niego nie urządzacie całego swojego ziemskiego życia. Słowo musi być dla was czymś oczywistym, czymś, co weszło wam w krew i czego się nie da od was oddzielić. Jedynie w tym przypadku będziecie mogli czerpać z mojego Przesłania wieczne wartości, które dla was niesie.

Poznacie ich po czynach! Te słowa odnoszą się przede wszystkim do wszystkich czytelników mojego Przesłania! Po ich czynach, to znaczy w ich działaniu, a więc w codziennym myśleniu i postępowaniu w ziemskim istnieniu! Czynem jest także wasza mowa, nie tylko wasze postępowanie; przecież mowa także jest czynem, którego skutki dotychczas lekceważyliście. Czynem są nawet myśli.

Wy ziemscy ludzie na ogół mówicie, że myśli »ocleniu nie podlegają«. Chcecie w ten sposób zaznaczyć, że za myśli nie możecie być ziemsko pociągani do odpowiedzialności, ponieważ myśli działają na poziomie nieosiągalnym dla waszych ludzkich rąk.

Często więc w najbardziej nierozważny sposób bawicie się z myślami lub, dokładniej mówiąc, igracie z myślami. Niestety, jest to bardzo często niebezpieczna zabawa, choć lekkomyślnie mniemacie, że możecie wyjść z niej nietknięci.

W tym wypadku jednak się mylicie, myśli bowiem należą także do gęstomaterialności i muszą być bezwarunkowo w niej odpokutowane zanim duch będzie mógł swobodnie się wznieść, gdy oddzieli się od ziemskiego ciała.

Dlatego starajcie się już waszymi myślami nieustannie współbrzmieć z moim Przesłaniem w taki sposób, abyście chcieli tylko tego, co szlachetne i nie pogrążali się sądząc, że nikt tego nie widzi lub nie słyszy.

Myśli, słowa i czyny widzialne należą bez wyjątku do królestwa gęstomaterialności tego stworzenia!

Myśli działają w gęstomaterialności subtelnej, słowa w średniej, a zewnętrzne postępowanie formuje się w materii najcięższej, a więc najgęstszej. Wszystkie trzy wymienione przejawy waszej aktywności są gęstomaterialne!

Formy tych trzech gatunków są jednak ze sobą ściśle połączone, a ich skutki wpływają na siebie wzajemnie. Co to dla was znaczy i jak radykalnie często określa zmiany waszego bytu, nie jesteście w stanie na pierwszy rzut oka ocenić.

Oznacza to, że również myśl może jeszcze samodzielnie działać zgodnie ze swoim rodzajem i wzmacniać wszystko jednorodne w średniej materii pomagając tak wytwarzać silniejsze formy. Ten proces poprzez dalsze działanie stopniowo się wzmaga, aż powstanie forma widzialna i skuteczna, która przejawi się w materii najgęstszej, przy czym wy sami pozornie nie bierzecie bezpośrednio w tym udziału.

Uświadomienie sobie istnienia tego mechanizmu jest druzgocące, jeżeli wezmę pod uwagę lekkomyślność i beztroskę ziemskich ludzi.

Nawet o tym nie wiedząc jesteście współuczestnikami wielu czynów, które popełnił ktoś z waszych bliźnich tylko dlatego, że otrzymał wyżej wyjaśnionym sposobem porcję siły, która potrafiła go doprowadzić do materialnego zrealizowania czegoś, co dotychczas spokojnie w nim drzemało i z czym na razie igrał tylko w myślach.

Wielu ziemskich ludzi bardzo często z oburzeniem ocenia jakiś czyn swojego bliźniego, z gniewem ów czyn osądzacie i odrzucacie, a przy tym w obliczu wiecznych Bożych praw jesteście za ten czyn współodpowiedzialni! Może przy tym chodzić o ziemskiego człowieka całkiem wam obcego i o czyn, którego wy sami w najgęstszej materii nigdy byście nie popełnili.

Przemyślcie te procesy mocniej jeszcze raz. Dopiero potem wreszcie zrozumiecie, dlaczego wołam do was w swoim Przesłaniu: »Utrzymujcie ognisko swoich myśli czyste. Tak czynicie pokój i jesteście szczęśliwi!«

A jeżeli w procesie oczyszczania samych siebie staniecie się dostatecznie mocni, to zmaleje liczba przestępstw popełnianych na ziemi, przestępstw, za które wielu z was współodpowiada, nawet o tym nie wiedząc.

Nie gra przy tym roli czas i miejsce takich czynów, których możecie się stać współwinnymi. Nawet gdyby zostały popełnione na drugim końcu świata w stosunku do miejsca, gdzie teraz przebywacie, w krajach, gdzie wasza noga dotychczas nigdy nie stanęła i o których nawet nie słyszeliście. Wasze zabawy w myślach potrafią wzmocnić jednorodność wszędzie tam, gdzie ją odkryją, bez względu na odległość, narodowość i kraj.

W ten sposób z czasem myśli nienawiści i zawiści mogłyby zaatakować poszczególnych ziemskich ludzi, grupy lub całe narody, w których natrafią na jednorodność i mogą zmuszać do czynów, których końcowe formy są całkowicie odmienne od tych, które początkowo powstały z waszego igrania z myślami.

Potem skutek przejawi się zależnie od tego, jakie uczucie kierowało ziemskim człowiekiem wtedy, gdy czyn popełniał. Tak możecie pomagać w popełnianiu czynów, o których okropności nawet byście w rzeczywistości nie pomyśleli, a jednak jesteście z nimi połączeni i część działania zwrotnego musi waszego ducha obciążyć, musi zawisnąć na nim jak balast, gdy duch odłączy się od ciała.

Również odwrotnie, o wiele bardziej możecie przyczynić się do powstania pokoju i szczęścia ziemskiej ludzkości. Dzięki czystemu i radosnemu myśleniu możecie współuczestniczyć w czynach, dzięki którym całkiem obcy ziemscy ludzie będą mogli się rozwijać.

Jednocześnie płynie do was stamtąd oczywiście także błogosławieństwo, a wy nie wiecie dlaczego do was przychodzi.

Gdybyście choć raz mogli zobaczyć, jak nieugięta Sprawiedliwość przenajświętszej Woli Bożej nieustannie się wypełnia w samoczynnych prawach tego stworzenia i wpływa na każdą poszczególną myśl, którą się zajmujecie, to wytężalibyście wszystkie siły, aby zachować czystość swojego myślenia!

Dopiero wraz z tym wszystkim staniecie się takimi ludźmi, których Stworzyciel chce z miłością doprowadzić do poznania swojego dzieła, do wiedzy, która użyczy wam wieczności i uczyni z was pomocników w stworzeniu. Tacy są godni przyjmowania wzniosłych łask przeznaczonych dla ludzkiego ducha, aby ten w radosnym i wdzięcznym dawaniu przetworzył je i podał tym tworom, które zdolne są przyjmować je tylko w ten sposób przez człowieka przemienione i które są dziś od tych łask w niecny sposób odcięte z powodu upadku ziemskiego ducha, choć przeżywały już czasy lepszej, czyściej żyjącej ludzkości.

W ten sposób jednak rozżarzyliście w sobie dla życia na ziemi dopiero jedno zdanie z mojego Przesłania!

Jest ono dla was najtrudniejsze, lecz ułatwi wszystko inne, czego spełnienie musi od razu doprowadzić do zaistnienia przed wami cudów nad cudami, a są one już ziemsko widzialne i namacalne, gdyż towarzyszą mojemu życiu na ziemi wśród was.

Kiedy w taki sposób nad sobą zapanujecie, to na waszej drodze czeka was jeszcze jedno zagrożenie powstałe z wypaczonego waszego ziemskiego – ludzkiego myślenia: w opanowaniu myśli poznacie siłę, którą aż nazbyt chętnie będziecie chcieli wtłoczyć w całkiem konkretne formy, aby posłużyła takiemu czy innemu określonemu celowi zgodnemu z waszymi osobistymi życzeniami!

Przed tym właśnie chcę was już dziś ostrzec. To niebezpieczeństwo może was bowiem pochłonąć i zniszczyć już po wejściu na właściwą drogę.

Wystrzegajcie się kurczowego wymuszania czystości myśli. W ten sposób bowiem zmuszalibyście je do podążania konkretnymi torami i wasz wysiłek byłby tylko tanią sztuczką. Tak osiągnięta czystość byłaby tylko czymś sztucznie wymuszonym i nie mogłaby nigdy mieć tak wielkiego efektu, jaki mieć powinna. Wasz wysiłek zamiast pożytku spowodowałby szkodę, ponieważ brakowałoby mu czystości szczerego uczucia. Znów byłoby to tylko działanie waszego rozumowego chcenia, nigdy jednak praca waszego ducha. Ostrzegam was przed tym!

Myślcie o moim Słowie Przesłania, które mówi, że wszelka prawdziwa wielkość może tkwić tylko w prostocie, ponieważ prawdziwa wielkość jest prosta. Może lepiej zrozumiecie tą prostotę, którą mam tu na myśli, jeśli chwilowo zastąpicie ją ludzko-ziemskim pojęciem skromności. To prawdopodobnie bliższe waszemu rozumieniu i trafia w samo sedno.

Chceniem, wywodzącym się z myślenia, nie możecie nadać swoim myślom tej czystości, o którą mi chodzi. Czyste chcenie musi w was powstać z waszego uczucia w sposób prosty i nieograniczony, bez wciskania go w słowo, z którego pojęcie może powstać tylko w sposób ograniczony. Do tego nie wolno dopuścić. Wszechogarniające dążenie do dobra jest tym właściwym, czego wam potrzeba. Dobro powinno otoczyć i przeniknąć każdą waszą powstającą myśl, jeszcze zanim ta może stać się formą.

To nie jest trudne, a nawet o wiele łatwiejsze od innych sposobów. Trzeba tylko pozwolić przejawić się prostocie, w której nie może powstać arogancja wynikająca z własnych zdolności i z własnej siły rozumu. Zaniechajcie myślenia rozumem i pozwólcie swobodnie wypłynąć tkwiącej w was szlachetności i dobroci, a dopiero wtedy uzyskacie te prawdziwe podstawy do myślenia, które wynikają z chcenia waszego ducha. Potem efekty takiego działania spokojnie pozostawcie rozumowi, aby zrealizował je w najgęstszej materii. Wtedy nie może się sformować nic niewłaściwego.

Odrzućcie wszelkie dręczące myśli daleko od siebie i zamiast tego zawierzcie własnemu duchowi. On już odnajdzie sobie właściwą drogę, jeżeli sami mu jej nie zamurujecie. Być swobodnego ducha znaczy tyle samo, co pozwolić duchowi w sobie iść własną drogą! Wtedy ten nie może nie zmierzać ku wyżynom. Przecież tam, w górę, niezawodnie ciągnie go już jego gatunek. Dotychczas to wy go wstrzymywaliście i dlatego nie mógł się dalej rozwinąć. Ograniczaliście jego rozmach, pętaliście jego skrzydła.

Fundamenty, na których powstaje obecnie nowa ludzkość, fundamenty, których nie możecie lekceważyć i których lekceważyć wam nie wolno, zawarte są w tym jednym zdaniu: »Utrzymujcie ognisko swoich myśli czyste!«

I od tego niech ziemski człowiek zacznie! To jest waszym pierwszym zadaniem, które uczyni was tym, czym być musicie. Wzorem dla wszystkich, którzy dążą do Światła i Prawdy i którzy chcą całym swoim bytem z wdzięcznością służyć swemu Stworzycielowi w Królestwie Tysiącletnim na ziemi. Kto to spełni, innych rad nie potrzebuje. On jest, jakim być powinien i otrzyma wszelką możliwą do uzyskania pomoc, która czeka na niego w stworzeniu, aby nieprzerwanie prowadzić go wzwyż.

Skomentuj »

CNOTLIWOŚĆ

CNOTLIWOŚĆ

12.

Cnotliwość jest pojęciem tak niewiarygodnie przez ziemskich ludzi zawężonym, że z jego prawdziwego znaczenia nie pozostało już nic. Zepchnięto je wręcz w złym kierunku. To wypaczenie musiało oczywiście u wielu spowodować niepotrzebne przygnębienie, a bardzo często także niewymowne cierpienia.

Zapytajcie gdziekolwiek, czym jest cnotliwość, a wszędzie otrzymacie odpowiedź, że jest to pojęcie określające nienaruszenie powłoki cielesnej. Można to wam wyjaśniać w jakiejkolwiek formie, w każdym razie poglądy ziemskich ludzi na tym się kończą.

Świadczy to o małostkowym sposobie myślenia ziemskich ludzi podporządkowujących się rozumowi, który sam wytyczył granice wszystkiego co ziemskie, ponieważ jego możliwości powstały z ziemskiego i na więcej go nie stać.

Jakże łatwo udawało się ziemskiemu człowiekowi być uznawanym za cnotliwego, jakże łatwo zdobywał taką opinię, podczas gdy on sam popadał w samouwielbienie. Nie posunie się jednak nawet o krok wyżej na drodze do świetlistych ogrodów, które jako raj są błogim, ostatecznym celem ludzkiego ducha.

Nic ziemskiemu człowiekowi nie pomoże, jeśli będzie utrzymywać swoje ciało w nienaruszonym stanie, a splami swojego ducha, który wtedy nigdy nie powędruje w górę, od jednego stopnia do drugiego.

Cnotliwość jest inna niż myślą ziemscy ludzie, ma o wiele większy wymiar i nie wymaga sprzeciwiania się naturze. To byłoby przecież przewinieniem wobec praw współbrzmiących w Bożym stworzeniu i musiałoby przynieść negatywne skutki.

Cnotliwość jest ziemskim pojęciem dla czystości, która jest boska. Wyczuwając poblask tego, co w boskim jest oczywiste, ludzki duch stara się zrealizować to gęstomaterialnie. Czystość jest boska, człowiek zaś naśladuje ją cnotliwością, a więc duchowym odblaskiem, który może i powinien stać się widoczny w ziemskim postępowaniu.

To powinno być dla każdego dojrzałego ludzkiego ducha wystarczającym podstawowym prawem dla urzeczywistniania cnotliwości. Na ziemi jednak człowiek pod wpływem wielu własnych życzeń skłonny jest do udawania przed samym sobą czegoś, czego tak naprawdę w nim nie ma, tylko po to, aby osiągnąć spełnienie swoich życzeń.

Egoizm zajmuje czołowe miejsce i paraliżuje prawdziwie czyste chcenie! Ziemski człowiek sam się do tego nigdy nie przyzna i beztrosko pozwala na siebie wpływać. A gdy już naprawdę nie wie, co innego mógłby sobie jeszcze wmówić, to swoje często bardzo wyraźne wysiłki, zmierzające do spełnienia własnych chybionych życzeń, nazywa koniecznym poddaniem się losowi.

Dlatego jako wytyczne i jako oparcie potrzebne są także jeszcze inne wskazówki, które umożliwiłyby jemu poznanie i przeżycie, czym cnotliwość naprawdę jest i jak zawarta jest w Bożej Woli, która na ziemi nie chce oddzielania od natury.

W boskości czystość jest ściśle zjednoczona z miłością! Dlatego również na ziemi nie wolno człowiekowi próbować ich od siebie rozdzielać, jeżeli mają mu one przynieść błogosławieństwo.

Lecz na ziemi także miłość stała się tylko szpetną karykaturą tego, czym jest w rzeczywistości. Dlatego bez uprzedniej zmiany nie będzie mogła się połączyć z pojęciem prawdziwej czystości.

Wszystkim, którzy usiłują osiągnąć cnotliwość, daję w tym miejscu radę, która będzie dla nich oparciem, jakiego potrzeba człowiekowi na ziemi, aby mógł żyć tak, jak chce tego prawo stworzenia, a więc jak i Bogu jest to miłe.

»Kto nieustannie w swym postępowaniu myśli o tym, aby nie wyrządzić szkody ufającemu mu bliźniemu i nie uczyni niczego, co później mogłoby bliźniego gnębić, ten zawsze postępuje tak, aby duchowo pozostać nieobciążonym i dlatego można go naprawdę nazywać cnotliwym!«

Te proste słowa, gdy zostaną właściwie pojęte, mogą przeprowadzić człowieka przez całe stworzenie i poprowadzić go wzwyż do światłych ogrodów, do jego prawdziwej ojczyzny. Słowa te są kluczem do właściwego działania na ziemi, bo zawierają prawdziwą cnotliwość.

Dokładnie to samo wyrażam w słowach:

»Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego!«

Musicie się jednak strzec, byście nie popełniali starych ludzkich błędów ponownie poprawiając i częściowo wypaczając sens tych słów, aby służyły waszym osobistym celom, aby was uspokajały, gdy niewłaściwie postępujecie, oraz aby pomagały uśpić uwagę waszych bliźnich, a nawet całkowicie ich omamić.

Pojmujcie te słowa w takim znaczeniu, w jakim naprawdę trzeba je pojmować, a nie tak, jak to wam odpowiada i jak odpowiada to waszym egoistycznym życzeniom. Potem staną się one w waszych rękach najostrzejszym mieczem, którym będziecie mogli uderzyć we wszelkie ciemności, jeżeli tylko będziecie chcieli. Pozwólcie słowom w swoim wnętrzu właściwie ożyć, aby pojmować życie na ziemi z wdzięcznością, jak radośni zwycięzcy.

Skomentuj »