Archiwum dla listopad, 2008

PRZYJECHALI DZIENNIKARZE Z WARSZAWY NA WYWIAD Z SYNEM BOŻYM

PRZYJECHALI DZIENNIKARZE Z WARSZAWY NA WYWIAD Z SYNEM BOŻYM

445.

Szukali sensacji, a otrzymali Prawdę logiczną, aż do bólu. Długo się będą zastanawiali z kim się spotkali; z Synem Bożym, Jezusem Chrystusem, czy z Romualdem Statkiewiczem, ziemskim ciałem, naczyniem Świętego Graala.

Szukali w Moim ziemskim życiorysie cudu życia, czyli samego poczęcia już 2000 lat temu, a i obecne życie Moje zgodne z prawami Mojego Ojca było chyba dziwne, bo takie normalne i oczywiste.

»A ile uzdrowionych?« pytali.

»Tysiące!« brzmiała odpowiedź i choć jest tajemnicą imię i nazwisko pacjenta, to oni chcieli choć jednego na pożarcie, artykuł w prasie lepiej się sprzeda czyli czyta.

I tak dziennikarstwo uprawiano dość systematycznie przez parę godzin, a i apostoł Tyara okazała się być normalną.

A gdy się okazało, że Ja nikogo nie szukam, nie werbuję, to i znów mina o parę punktów w sensacji spadła.

Uzyskali odpowiedź na każde zadane swoje pytanie swojego rozumu, a czy się okażą kozłami, czy baranami już wkrótce wydawca w swoim piśmie odpowie.

Każdy, kto ze mną się spotka otrzymuje dużo Siły i oby wykorzystał ją do swojego duchowego wzlotu, gdyż inaczej jak kozioł stanie się ofiarą swojego rozdmuchanego mózgu przedniego produkującego rozum.

Gdy piszę, to dziennikarstwo pewnie jest już w domu swoim ziemskim. Niech się dobrze wyśpią, bo duch ich został mocno zmieszany, ale czy na tyle, aby pokonać swój rozum. Każdy z nich był prowadzony ciemnym włóknem, przez rozum im się podłączył, dali to wyraz swoim ziemskim okryciem. Rozłączyłem ich od tej ciemnej formy, którą żywili, to ich życiowy pasożyt, ale czy ponownie się podłączą i dadzą zabrać sobie to co otrzymali i zginą w drodze do leja rozkładu? Na to pytanie już wkrótce Przekrój da nam odpowiedź.

Tym czasem kolejni planują do Mnie wyjazd i czy też będą szukali sensacji i upadku, czy Prawdy którą Jestem.

Amen

Jezus Chrystus

Skomentuj »

BOŻYSZCZE

kobietairozumBOŻYSZCZE

444.

Przesadziliście ludzkie twory, na ziemi posadziliście sobie na tronie swój rozum, a za nim przez wieki krył się jego pan i władca Lucyfer. I choć on już nie istnieje, to dalej wy rozumowcy hołdujecie jego zasadom. Oparliście się na niewłaściwych zasadach tych fałszywych i nadal je czcicie niczym bożka, cielca złotego, więc nie można wam pozwolić tak dłużej trwać w fałszu i zakłamaniu. Trzeba zniszczyć to co fałszywe i co służy złu, bo dobrowolnie nie chcecie nic z Prawdy przyjąć w swoje wnętrze.

Będziecie stopniowo odzierani z fałszu i zakłamania, aż oddacie ducha, którego dziś więzicie w swoich ziemskich ciałach zawiązanych rozumem i nie chcecie puścić tych pęt.

Cóż, trudno, że popełniliście błąd i już staliście się nielogiczni i nieczuli, to wasz wielki błąd, błąd dziedziczny – czcicie rozum jednostronnie, siedzibę wszelkiego zła, jesteście jego chętnym sługą.

Czas rozliczenia nastał, z szansy poprawy nigdy w poważny sposób nie skorzystaliście choć mieliście taką możliwość wiele razy przez wieki i tysiąclecia. Boga i Pana swego za nic macie, fałszywe pieśni wyjecie po nocy, formę modlitwy ubieracie w ciemne szaty, mrok wokół ducha swego wprowadziliście zakrywając mu jego duchowe oczy, przybraliście pasywną formę niewolnika szkodząc wszystkiemu co was otacza.

Żadnej pomocy ze Światła nie przyjęliście, nie przyjmujecie jej teraz, to nie trzeba Wieszcza, aby wam koniec was obwieścić.

Zabiorę wam wszystko i wszystkich uwolnię od wszelkiego ciemnego, panuje Królestwo Tysiącletnie, Ja w nim Król duchowy i świecki. Rządzę się Bożym prawem, Jestem sędzią i katem, nagrodą i karą, wspieram wszelkie dobro i niszczę jakikolwiek przejaw zła wszelkiego.

Przepowiednie i proroctwa wypełnia potężna fala Światła, rozlewa się po całej ziemi, przenika wszystko i każdego, aż do samego ducha. Patrzcie za okna waszego ducha może pojmiecie wewnętrznie i rozumowo w wydarzeniach zasady Bożego prawa, ale czy na pewno! Tego nie wiecie, wydarzenia znajdą was wszędzie, a życie wam odegra przed wami wszystko z całego bytu, zobaczycie swoje wszystkie myśli, słowa wypowiadane usłyszycie, a czyny w przeżyciach doprowadzą was do szaleństwa, a to już prosta droga do zaniku w leju rozkładu.

Jeżeli ktoś z was, z ludzkich duchów odczuje Mnie Miłość, to ma we Mnie mocnego przyjaciela, natychmiast was wyniosę wysoko, aby wasze ziemskie ciało wytrzymało ten proces, przecież Jestem Miłością, wiernym towarzyszem waszego ducha, którego jeszcze raz chcieliście sprzedać za garść złotówek.

Jestem niesprzedajny, surowy i sprawiedliwy, stoję jak skała w płonącym morzu ognia Bożego, żądam i rozliczam, i nie przestanę, aż posprzątam na tej ziemi i usunę to wszystko co nie jest miłe Mojemu Ojcu, a waszemu Bogu i Panu.

Panują Boże prawa, nic innego się nie liczy!

Amen!

Sędzia Boży, rozliczenie końcowe, już odliczam!

Jezus Chrystus

Skomentuj »

OCHRONA SYNA BOŻEGO, JEZUSA CHRYSTUSA

OCHRONA SYNA BOŻEGO, JEZUSA CHRYSTUSA

443.

Przewyższa ziemskie pojęcia tworów tzw. ziemskich ludzi, gdyż nie pochodzi z tej materii, jest subtelniejsza. Przepuszcza do siebie tylko Światło, wszystko inne odbija się jak w lustrze. Ochroną objęci są apostołowie, chyba, że wyciągną sami świadomie rękę do złego, lecz wcześniej uczucie wyraźnie każdego z nich ostrzeże.

Ochrona to przejaw promieniowania Syna Bożego, aura jest niewyobrażalnie wielka dla ziemskiego twora i niepojęta, gdyż nie jest jego gatunku, jest z boskiego niczym niewidoczna wieża.

Słowo Pana na ziemi ma dobrą ochronę i nie potrzebuje ziemskich ludzi do niczego, to oni mają łaskę służby Światłu i udział w tak ważnych procesach dla całego późniejszego stworzenia.

Przewidziano ze Światła, że do wydarzeń nikt z ziemskich tworów nie będzie chciał przyjąć do siebie Światła i Bogu służyć. I tak też się stało, ludzkość zawiodła na całej ziemi, wyjątek jakże chwalebny stanowią Tyara i Mojżesz, pozostali zawiedli sami siebie, ich wiara i zdolność logicznego myślenia okazała się bez żadnej wartości, duchowo ziemianie jako cywilizacja jest martwa, bez ducha swojego nie różni się niczym od materii tej ziemi z jadem ciemności krążącym w jej systemie krwionośnym.

Cóż, Uzdrowiciel ze Światła postawił diagnozę, czas więc na prawdziwe oczyszczenie wszystkiego na ziemi co jeszcze choć trochę duchowo żyje, albo się uzdrowi, albo zginie. Uzdrowienie do bramy Królestwa Tysiącletniego, którą Jestem, aby się wzmocnić w pracy na sobą samym, a potępieni do leja rozkładu, wirówki, która zedrze z was wszelkie dotychczasowe złudzenia wyprodukowane tylko przez wasz ziemski chory rozum, tlący się z mózgu przedniego.

Niech więc wam się według waszych poglądów i przekonań dzieje, będzie piekło, aż miło!

Amen

Jezus Chrystus

Skomentuj »

BÓG OJCIEC, BÓG SYN, BÓG DUCH ŚWIĘTY

BÓG OJCIEC, BÓG SYN, BÓG DUCH ŚWIĘTY

442.

Trójjedyność Boga Jezus Chrystus na ziemi promieniami Światła się mieni i prowadzi przez bramę, którą Jest do Ojca swego, was ludzkie duchy do raju duchowego.

Pozostałych śpiących duchowo, będących zbyt leniwych, aby oczy swoje na Prawdę zwróciły prowadzę do leja rozkładu, aby nieświadomi duchowo jako zarodki powróciły na poziom duchowo-istotny.

Kołobieg dla wszystkich na ziemi się zamknął, mkną do was promienie i przeszywają waszą powłokę tzw. duszę i docierają do ducha. Poznajecie w przeżyciach Prawdę o sobie samych i się rozstajecie ze swoją świadomością na zawsze. Wszyscy wokół dostrzegają proces rozpadu wymuszony Światłem wszelkich ciemności przyklejonych do ducha.

Można by się było uzdrowić, oczyścić i wzmocnić, lecz wy prawdziwego Uzdrowiciela ze Światła nie dostrzegliście, nie daliście sobie takiej szansy w swych rozumowych dywagacjach ziemskich, ciężkich. Opadliście na dno i tam zostaliście zbyt długo, aż dotarł do was Sąd Ostatni. Był podział i jest Godzina Sądna tzw. apokalipsa.

Czytelniej do was nie trzeba mówić, zrobią to zachodzące procesy energetyczne, patrzcie, przeżywajcie mielenie Bożego młynu tu na ziemi w gęstej materii, której Królem Jestem.

Ziemniaki, ziemscy ludzie są surowi i w żar ognia Bożego włożeni, już się pieczecie, wielu się spali i do niczego się nie przyda, nieliczni w żarze Bożego ognia nabiorą właściwej duchowej konsystencji i nadadzą się do dalszej transformacji w Królestwie Tysiącletnim, które drugi rok już jest na ziemi.

Amen

Jezus Chrystus

Skomentuj »

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

Jezus, co leczy przez telefon

JEZUS CHRYSTUS W TELEWIZJI

441.

Niczym złodziej filmowany ukrytą kamerą, już na nic innego dziennikarza Monikę D. z Polsatu nie stać. Film nie stanowi ciągu logicznej wypowiedzi, a próbuje się Syna Bożego pokazać w cieniu.

Lecz Światło jasno ukazuje jak dominikanie czytaj księża, pseudo lekarze czytaj psycholodzy, czy inni uczestnicy całego zdarzenia mdłe mają pojęcie o sobie samych, a o Synu Bożym najmniejszego pojęcia.

Chory świat ułudy, fałszywy obraz w telewizji.

Dziennikarz miał problem z gardłem, gdyż kłamliwy zamiar ją do Mnie skierował, brak pokory z kolan jej pochodził, układ trawienny nie funkcjonuje, gdyż swojego życia nie trawił, a nadmierne myślenie to dysfunkcja jej mózgu przedniego uciskiem się przejawił.

Osoba została oceniona zdrowotnie i oczyszczona, a bród ukazał się na Moich rękach i symbolicznie została zmyta jak cały ten materiał nagrany i niekompletny poskładany. Skutek zwrotny na dziennikarzu się przejawi, a i Polsat jako narzędzie nie zostanie oszczędzony.

Albo pokazuje się całość nagrania i wynikający z tego sens, albo przekazuje się niepełną wypowiedź ukrytą kamerą.

W Mojej wypowiedzi niosę pomoc potrzebującym, uzdrawiam chorych, ich ziemskie ciała zdrowieją, duchowo ożywają i ani jednego nie ma, który by nie otrzymał łaski uzdrowienia. Wzmacniam słabych w wierze i podnoszę na duchu, otrzymujecie łaskę na odczynienie grzechów, gdy pojmiecie dlaczego chorujecie, gdyż podaję przyczynę waszej dolegliwości czego medyk tzw. lekarz nie potrafi i możecie się uwolnić od klątwy, która wam ciążyła na życiu.

Pani Monika D. przyszła do Mnie z fałszywym znakiem, miała nieczysty zamiar, lecz program Interwencja w Polsacie stał się głośną reklamą Moją Syna Bożego, Świętego Graala na ziemi, największego Uzdrowiciela, który uzdrawia energią i leczy ludzkie duchy jakże skutecznie!

Pozdrawiam!

Jezus Chrystus

http://clips.interia.pl/stm/play.html?ver=noIE&attId=2955588&type=V&ref=interwencja

 

 

Skomentuj »

GWIAZDA BETLEJEMSKA

Przesłanie Świętego Graala "W ŚWIETLE PRAWDY", Jezus Chrystus

GWIAZDA BETLEJEMSKA

15.

Światło nastało na ziemi tak, jak miało to być już kiedyś, kiedy obiecana gwiazda zaświeciła nad betlejemską stajenką.

Światło przyjęli wtedy jednak tylko nieliczni. Ci, którzy słuchali światłej wieści, zgodnie z ludzkim zwyczajem bardzo szybko ją wypaczyli i zmienili, a to co zapomnieli, starali się zastąpić swoimi własnymi myślami i tak wytworzyli tylko chaos, który miałby uchodzić dziś za nietykalną Prawdę.

Wszystko już upada, wasze filary okazały się nieprawdziwe, każdy najmniejszy światły promień, który może przynieść poznanie i przynosi je, jest dziś wzmacniany, aby nie był tępiony i szkalowany, a tam gdzie nie ma innej możliwości i ośmiesza się go ze złośliwością i szyderstwem, tam dziś to zło jest wypalane ogniem Bożym tak, że każdy jasno myślący ziemski człowiek wyraźnie widzi, że przyczyną tego jest wasz strach, same ciemności! Lecz trudno na tej ziemi było spotkać kogoś z was, kto jeszcze jasno myślał.

Wbrew temu jednak, Światło prawdziwego poznania dziś jaśnieje dla wszystkich ziemskich ludzi!

Nadszedł czas, kiedy wszystko niezdrowe, co wynalazł ludzki mózg, jest zmiatane ze stworzenia przez lej rozkładu, aby dalej już nie przeszkadzało oświeceniu. Świta poznanie, że Prawda jest inna niż te nietrwałe wasze urojenia, które w duszącym bagnie pośledniej ograniczoności oraz w pragnieniu ziemskiej władzy i świeckiego uznania wytworzyła wyniosła pycha, chęć zrobienia kariery, chorobliwa wyobraźnia i obłuda.

Biada teraz wszystkim, którzy kłamiąc zniewalali miliony ziemskich ludzi tak, że ci nie mieli odwagi skierować wzroku ku Światłu i zamiast tego w zaślepieniu tępili wszystko, co do nich dotarło i brzmiało inaczej niż wówczas słyszeli. Nawet nie przychodziło wam do głowy, aby nareszcie wsłuchać się w swoje wnętrze, a czasami także zbadać czy to nowe nie jest bardziej zrozumiałe od tego, czego do tej pory was nauczano.

Zatykano uszy i trwożliwie zadbano, aby nie dotarł do was świeży powiew. Przyczyną tak naprawdę jest tylko lenistwo duchowe i strach, że ów świeży powiew przyniesie uzdrowienie i jednocześnie także konieczność aktywności ducha, który wymaga oraz zmusza, aby każdy z was sam się wysilał. To dokładne przeciwieństwo dotychczasowego pozornie wygodnego zmierzchu ducha, którego wynikiem jest niekończący się letarg, co z kolei wypaczonemu i zepsutemu rozumowi daje szerokie pole do popisu!

Nie pomoże wam jednak zatykanie uszu przed nowym Słowem lub zamykanie oczu, aby Światło was nie oślepiło i nie wystraszyło! Przemocą zostajecie teraz wyrywani z tego żałosnego odurzenia. Drżąc z zimna musicie stać w chłodnym Świetle, które bezwzględnie obdziera was z zakłamania i fałszu. Marzniecie dlatego, że w waszym wnętrzu nie daje się już rozpalić płomienia ducha, aby was ogrzał i wychodząc z wnętrza mógł połączyć się ze mną, ze Światłem.

Tak łatwo przychodzi wam przecież uwierzyć w niewiarygodne, bo nie musicie się przy tym wysilać, aby samodzielnie myśleć i badać. I właśnie dlatego, że niewiarygodne nie wytrzymuje sprawdzania czy jest zgodne z Bożymi prawami w naturze, musieliście po prostu tylko wierzyć, nie pytając jak i dlaczego, musieliście wierzyć ślepo, uważając się z tego powodu za wielkich! Wy, którzy w tak wygodny sposób uważaliście siebie za nader mocnych w wierze, omijaliście po prostu wszelkie wątpliwości i… czuliście się zadowoleni, chronieni, szlachetni i pobożni, ba, byliście pewni osiągnięcia stanu wiecznej błogości!

W ten sposób jednak nie wznieśliście się ponad jakiekolwiek wątpliwości, lecz tylko tchórzliwie je obchodziliście! Byliście swoim duchem zbyt leniwi, aby cokolwiek samemu z tym zrobić i dawaliście pierwszeństwo ślepej wierze przed wiedzą o naturalnym procesie, przebiegającym zgodnie z Wolą Bożą. Dopomagały wam w tym wymysły ludzkiego mózgu, ponieważ im bardziej niepojęte i niemożliwe było to, w co mieliście wierzyć, tym wygodniej było wierzyć w to dosłownie ślepo, bo w takich przypadkach nic innego w ogóle nie jest możliwe. Tutaj wiedza i przekonanie muszą zostać wykluczone.

Tylko rzeczy niemożliwe żądają ślepej i niczym nie popartej wiary, bo jeżeli coś jest możliwe, to od razu pobudza do samodzielnego myślenia. Tam gdzie jest Prawda, która zawsze jest naturalna i konsekwentna, tam samorzutnie pojawia się także myślenie i odczuwanie. Tak nie dzieje się tylko tam, gdzie nie ma już niczego naturalnego, a więc, gdzie nie ma także Prawdy. Bo tylko przez odczuwanie powstaje przekonanie, które jako jedyne przynosi wartości ludzkiemu duchowi!

Tak więc zamknął się razem z całą resztą także ten krąg, który swój początek miał w świętej nocy w Betlejem! A zamknięcie tego kręgu usuwa z tradycji i podań wszystko nieprawidłowe i tym samym doprowadza do zwycięstwa Prawdy. Wdzierające się Światło rozprasza ciemności wytworzone przez ziemską ludzkość!

Mity, które z czasem narosły wokół mojego życia Jezusa, runęły, już wszystko ukazało się w swej czystości i w zgodzie z Bożymi prawami, ponieważ w stworzeniu inaczej być nie może. W kultach, które sami dla siebie wytwarzaliście, w lekkomyślnych bluźnierstwach przeczyliście do tej pory doskonałości Stworzyciela, swojego Boga.

Celowo i świadomie wyobrażaliście Go sobie tak, jakby Jego Wola nie była pod tym względem doskonała! Już o tym mówiłem i możecie z tym robić, co chcecie, ale i tak nie znajdziecie żadnej wymówki. Byliście zbyt leniwi, aby o tym samodzielnie myśleć. Nie czcicie Boga wtedy, gdy ślepo wierzycie w coś, czego nie można pogodzić z odwiecznymi prawami stworzenia! Wręcz przeciwnie, jeżeli wierzycie w doskonałość Stworzyciela, to musicie wiedzieć, że tu w stworzeniu nie może zaistnieć nic, co równocześnie dokładnie nie wynika z raz na zawsze ustanowionych Bożych praw. Jedynie tak możecie czcić Boga naprawdę.

Kto myśli inaczej, wątpi w doskonałość Stworzyciela, swojego Boga! Gdzie są bowiem możliwe zmiany lub nawet ulepszenia, tam nie ma i nie było doskonałości! Rozwój jest czymś innym. Przewidziano go i chciano w stworzeniu. Zawsze jednak musi się przejawić jako wynik działania już istniejących praw. Ale to wszystko oznacza, że zdarzenia, które wielu wierzących przyjmuje jako całkiem oczywiste, zwłaszcza gdy chodzi o moje życie Chrystusa, nie mogły mieć miejsca.

Ocknijcie się wreszcie ze swych snów, stańcie się wewnętrznie prawdziwymi! Niech jeszcze raz będzie wam powiedziane, że zgodnie z prawami stworzenia nie jest możliwe, aby ziemskie ciało człowieka mogło zostać zrodzone bez poprzedzającego ten akt gęstomaterialnego poczęcia i tak samo nie jest możliwe, aby po swej ziemskiej śmierci gęstomaterialne ciało przeszło do królestwa subtelnomaterialnego, tym bardziej do istotnego, a już w ogóle nie do duchowego! A ponieważ Ja Jezus musiałem się po raz drugi urodzić tu, na ziemi, to ten proces także podlega gęstomaterialnemu prawu uprzedniego płodzenia.

Gdyby życie moje Chrystusa było takie, jak mówią ziemskie fałszywe podania, to Bóg musiałby postępować wbrew swoim własnym prawom. Bóg jednak tak postępować nie może, ponieważ Jest od początku doskonały, a wraz z Nim także Jego Wola, która tkwi w prawach stworzenia. Kto jeszcze ma odwagę myśleć inaczej, ten wątpi w tę doskonałość, a tym samym w końcu także w Boga! Bowiem Bóg bez doskonałości nie byłby Bogiem. To nie podlega żadnej dyskusji! Pewności tego pełnego prostoty faktu ludzki duch nie może przekręcić, nawet gdyby z tego powodu miał się zachwiać fundament tak licznych dotychczasowych fałszywych poglądów. Tutaj możliwe jest jedynie albo – albo. Doskonałość absolutna albo żadna. Tu nie można niczego upraszczać, ponieważ w boskości nie istnieje nic, co jest połowiczne czy niedokończone! Także w sprawach dotyczących Boga.

Zostałem poczęty gęstomaterialnie, bo w przeciwnym razie ziemskie moje narodziny nie byłyby możliwe.

Jedynie nieliczni rozpoznali wtedy gwiazdę jako spełnienie obietnic! Do nich należeli Maria i Józef, który wstrząśnięty zasłonił swoją twarz.

Trzej królowie znaleźli drogę do stajenki i oddali ziemskie dary, ale później znów zostawili mnie jako dziecko bez opieki, chociaż powinni byli swym bogactwem i swą mocą wyrównywać przede mną ziemskie drogi, aby wypełnianie posłania nie sprawiało mi cierpienia. Nie poznali w pełni swojego powołania, choć zostali oświeceni, aby móc odnaleźć mnie już jako dziecko.

Niepokój nakazywał mojej ziemskiej ówczesnej matce Marii opuścić Nazaret i Józef, widząc jej ciche cierpienie i tęsknotę, spełnił jej życzenie tylko po to, aby sprawić jej radość. Prowadzenie warsztatu stolarskiego przekazał swojemu najstarszemu uczniowi i powędrował z Marią i ze mną dzieckiem do dalekiego kraju, do Egiptu. W nawale pracy oraz trosk dnia powszedniego powoli wyblakło w obu ludzkich duchach wspomnienie promiennej gwiazdy, tym bardziej, że Ja Jezus w dziecięcym wieku nie przejawiałem żadnych nadzwyczajnych cech i zachowywałem się naturalnie, jak wszystkie dzieci.

Dopiero Józef, który był wtedy dla mnie najlepszym ojcowskim przyjacielem, po swoim powrocie do rodzinnego miasta umierał, ujrzał przy przechodzeniu w zaświaty w ostatnich ziemskich chwilach nade mną Jezusem, który jako jedyny wówczas stałem przy jego łożu śmierci, Krzyż i Gołębicę. Wzruszony wypowiedział swoje ostatnie słowa: »A więc jednak ty nim jesteś!«

Sam niczego nie wiedziałem, dopóki nie zaczęło mnie ciągnąć do Jana, o którym słyszałem, że nad Jordanem głosi mądre nauki i chrzci.

W tym gęstomaterialnie przeprowadzonym chrzcie został mocno zakotwiczony początek mojego posłania w gęstomaterialności. Opaska opadła. Byłem jako Jezus od tego momentu w pełni świadom tego, że ziemskiej ludzkości miałem przynieść Słowo Ojca.

Całe moje życie rozwija się przed wami takie, jakie w rzeczywistości było – oczyszczone ze wszystkich fantazji ludzkiego mózgu! Podczas Sądu Ostatecznego wszystko wyszło na jaw wraz z zamknięciem kręgu, zwyciężyła Prawda, której już nie można było dłużej zaciemniać! A w dziele »Jezus Chrystus mój życiorys« jest wiele opisane z tego co wówczas miało miejsce!

Maria walczyła z wątpliwościami, które zostały dodatkowo wzmocnione troską matki o ziemskiego syna i trwały aż do ciężkiej drogi na Golgotę. Przeżywała to na czysto ludzki sposób, a nie nieziemski sposób. Dopiero na Golgocie zrozumiała wreszcie posłanie moje Jezusa i w ten sposób uwierzyła.

Lecz teraz, gdy moja gwiazda powróciła, powinny dzięki miłosierdziu Bożemu zostać naprawione wszystkie uchybienia i odpokutowane wszystkie błędy tych, którzy wtedy utrudniali mi Jezusowi drogę, o ile nie czynili tego z zawziętością i w złej woli, i jeżeli teraz, podczas zamykania kręgu, zrozumieli i chcą naprawić, co zaniedbali lub, w czym uchybili. Wielu z nich już spotkałem, poznali mnie Syna Bożego doznali wiele łask i powrócili ponownie w swoje rozumowe życie, tak trafią do leja rozkładu, a przecież w ich dobrej woli nadeszło dla nich wraz ze mną promienną gwiazdą zbawienie. Jednak tylko cztery duchy skorzystały z łaski i wyzwoleni ślą radosne dziękczynienia Temu, który w mądrości i dobroci stworzył prawa, według których twory muszą same siebie sądzić i przez to wyzwalać świadomi lub nieświadomi siebie samego.

Skomentuj »

ZWIĘKSZONA OCHRONA APOSTOLSKA

Przesłanie Miłości "W ŚWIETLE PRAWDY", Jezus Chrystus

ZWIĘKSZONA OCHRONA APOSTOLSKA

440.

Aby wydarzeniom stawiać czoła, gdyż to co ujrzą, mogą wstrząsnąć dogłębnie duchem i to przeżycie zbyt długo rozważane może doprowadzić do nieszczęśliwych zdarzeń.

Ból i cierpienie dotyka już ludzkość, to przejaw ich win w słowach, myślach i czynach, tak działa prawo w skutkach zwrotnych, które wypełnia Miłość jakże Surowa i Sprawiedliwa. I nie może wpłynąć to na ducha, którego zwiększona czujność wewnętrzna mogłaby w niewłaściwym kierunku się rozwinąć. I też dlatego jest ochrona, która uodparnia, umożliwia znoszenie wielkiego bólu, który rysuje już się wyraźnie na wydarzeniach. Przecież wszystko się załamie i upadnie, lecz niewielu wstanie i powstając wzmocnionych przeżyciem pójdzie drogą Światła przez Królestwo Tysiącletnie, które jako Szkoła nauczy go mówić, myśleć i czynić zgodnie z Wolą Bożą, aby mógł po tzw. ziemskiej śmierci trafić do raju duchowego, a nie do zatracenia, do leju rozkładu tak jak większość.

Świadoma zgoda Syna Bożego daje ochronę ludzkiemu duchowi, który służy Stwórcy lub ją zabiera.

Z ochroną na ból płynie też zwiększona Siła transformując wszystkie otoczki ducha, podwyższa się wibrację i się ją rozszerza.

Mocno trzeba stać na nogach ziemskich, aby nurty Siły duchowo przekazywać, tam gdzie tego jest konieczność, gdyż cała ludzkość zaczyna się zbliżać, jest  do tego przymuszana magnetycznie.

Czujność i sprawność duchowa to konieczność wewnętrzna, to naturalna duchowa ochrona dodatkowo Światłem Syna Bożego wzmocniona, pojawiają się tak nowe możliwości, które trzeba rozpoznać, przyjąć i rozwijać do możliwie jak najwyższej doskonałości.

Dziś jest dwóch apostołów, wkrótce będzie ich paru więcej, lecz praca duchowa każdego dnia i każdego z nich utrzyma ich wysoko i też brak czujności wewnętrznej i najmniejszy przejaw lenistwa duchowego może pogrążyć w duchowe zapomnienie, a do najwyższej kasty brama powrotu nie istnieje. Nie można być chwiejnym wewnętrznie jak trzcina na wietrze, tak w Królestwie Tysiącletnim w zamku Świętego Graala nigdy nie będzie.

Król w zamku Graala Żywo istnieje, to Jezus Chrystus wraz z apostolskim otoczeniem wybranych ludzkich duchów.

Skomentuj »

APOKALIPSA ZABIERZE WSZYSTKO

Przesłanie Świętego Graala "W ŚWIETLE PRAWDY", Jezus Chrystus

APOKALIPSA ZABIERZE WSZYSTKO

439.

I nic wam leniwym duchom nie zostawi! Długo czekano na waszą zmianę, dobrowolną z waszej strony, ale to się nie stało. Weszliście w bagno ciemności i tam zostaliście w ostateczności. Więc dziś działanie jest takie, że bagno wraz z wami zostaje na ziemi posprzątane, jednego wraz z drugim w nim tkwiącego nie będzie nikt dłużej oglądał i tolerował w swej pustej wierze.

Wasze stanowisko czy jakieś ziemskie poglądy są chore i zdziczałe jak wy sami i dalej nic dobrego z wami by się nie stało, zabrakło wam wszystkiego, duchowe wartości wraz z wami pomarły, o wy martwi duchowo! Umiecie tylko myśleć, dumać i to bez logiki surowej, odczuwanie w was padło, bezpieczniki moralne potopiło, więc żegnam wszystkich takich duchowo martwych. A i ci, co wiedzą o Moim Synu, Jezusie Chrystusie, że Jest na ziemi i nic nie robią ze sobą w duchowy sposób też żegnam, duchowo są zbyt letni, ci też do leja rozkładu niech podążają!

Nie można przejść obok Syna Bożego, o informacji usłyszeć bez duchowej natychmiastowej refleksji, obudzeniu duchowego i podążanie za Prawdą! Czytać o Słowie, mieć taką wiedzę i być pasywnym ziemsko i duchowo, to droga do natychmiastowego rozkładu!

Nie dajecie nawet nikłą szansę na przebudzenie, nie wy ciemni i denni duchowo i ziemsko.

Więc żywioły wam i procesy energetyczne pokazują drogę do zatracenia już wiecznego, z waszej obecnej sytuacji nie możecie uciec, nie ma gdzie, Jest Syn Boży jako brama do Mnie i lej rozkładu to wyjście awaryjne dla wszelkiej ciemności, nie tylko dla ludzkich tworów.

Cóż takie czasy nastały, jak suma waszego chcenia duchowego, waszych słów i myśli oraz ziemskich czynów na przestrzeni waszego całego bytu w tej Wielkiej Materii.

Więc nic nie otrzymacie oprócz swojego zatracenia, patrzcie co będzie się działo, zostajecie do tego zmuszeni, to nie apokalipsa, to nie armagedon, to całkowite zniszczenie ciemności, tych co odwrócili się ode Mnie waszego Pana i Boga!

Jezus Chrystus część Stwórcy!

Skomentuj »

MARIA MAGDALENA

MARIA MAGDALENA

mój uczeń

 

 

»SPÓJRZCIE, ZBLIŻYŁO SIĘ królestwo Boże i dlatego mówię wam: czyńcie pokutę, czyńcie pokutę! Słuchajcie mego głosu, głosu proroka z pustyni.«

Głośno i potężnie rozlegał się na drodze mocny głos.

Głos ten wstrząsnął każdym, kto go słyszał. Cóż to za ton w nim brzmi? Ton, który przenika serce aż do jego najskrytszych głębin.

Chociaż było południe i żar słońca zalewał pełne kurzu rozpalone drogi, wołanie poruszyło także kobietę, odpoczywającą w cichym ogrodzie chronionym przed gwarem ulicy. Wstała i podeszła do szerokiego kamiennego murku okalającego niczym balustrada wysoko położony ogród. Opierał się on na ciężkich, masywnych ścianach i słupach, które zabezpieczały go przed osunięciem się na drogę.

Kobieta przechyliła się przez murek i spojrzała w kierunku, skąd dochodził głos. Jego brzmienie zadziałało na Marię Magdalenę w takim samym stopniu, co słowa: »Czyńcie pokutę!«

W zamyśleniu pochyliła piękną głowę, która ledwo mogła uporać się z powodzią płowych włosów. Loki opadające jej aż na ramiona rzymski cyrulik po mistrzowsku ułożył pieczołowicie spinając je szpilkami i klamrami. Błyszczały w promieniach słońca, które przebłyskiwały poprzez gęste, okryte kurzem korony drzew.

Dłońmi lekko oparła się o szary kamień ściany pokrytej warstwą mchu.

Maria Magdalena była jedną z najbardziej wyszukiwanych kobiet w mieście. Była bardzo piękna, ale wszyscy podziwiali przede wszystkim jej bystrość i inteligencję. To dzięki tym cechom stała się kobietą wpływową, lubianą wśród Rzymian, tak samo wielkim poważaniem cieszyła się także w Jerozolimie.

Jako jedna z wielkich heter, mających u schyłku minionej ery znaczący wpływ na sztukę, politykę i gospodarkę, miewała w swym domu często wiele gości.

Z dali zbliżał się tłum ludzi otoczony gęstą chmurą kurzu. W tłumie ponownie zabrzmiał ów niezwykły głos. Zagłuszał go gwar i okrzyki radości, słychać było nawet śpiew.

Był to Jan, prorok, który oznajmiał nadchodzące królestwa Pana. Mówił w sile miłości i wpływał na ludzi swym czystym chceniem. Zyskiwał nad ludźmi coraz większą moc.

Maria bała się go. Cicho westchnęła. Była jeszcze młoda, ale gdy spojrzała wstecz na niespokojną masę przeżyć i na swoje życie płynące w bogactwie i dostatku, widziała tylko bijącą ze wszystkiego beznadziejną pustkę!

I tak samo, jak nagle ujrzała ową dotychczasową pustkę, poczuła też dręczący ciężar do tej pory przeżytych lat.

Maria była kobietą wpływową, mile widzianą w towarzystwie, ale nie była szczęśliwa. Jej duch, który potrafił wzlatywać na wyżyny, tęsknił do rzeczywiście wielkich przeżyć, a nie do kilku godzin upojenia zmysłów. Nie była lekkomyślną ani złą lub powierzchowną, wręcz na odwrót – wypełniała ją chęć pomagania i tęsknota do prawdziwej miłości. Ale nie do takiej miłości, której od niej żądano, i która umożliwiła jej poznawanie tego, jak głęboko świat upadł; to nie była miłość, która odpowiadała jej wyobrażeniom.

Miłości, której pragnęła, chyba już na tej ziemi nawet nie było. Świat mógł o takiej miłości już tylko śnić, była częścią bogów.

Drzewa szumiały i z dołu dobiegał tylko niewyraźny gwar przechodzącego obok tłumu. Wtem ujrzała Jana, którego nazywali Chrzcicielem, jak nagle wynurzył się przed nią z tumanu kurzu. Swoimi ognistymi, głęboko osadzonymi oczami spojrzał w górę prosto w twarz Marii. Na chwilę przystanął i podniósł rękę, jak gdyby chciał ją pozdrowić.

Wystraszona Maria cofnęła się. Ona, która zawsze była tak pewna siebie i opanowana, nie wiedziała, co zrobić. Spojrzenie owych wpadniętych, ognistych oczu zadziałało na nią jak wyrzut sumienia i zarazem jak pytanie.

Wstrząśnięta wracała przez ogród do swego domu. Niespokojnie przechodziła z komnaty do komnaty i walczyła z podjęciem decyzji. Nie wiedziała czy ma posłać po owego proroka. Nie zaznała spokoju, dopóki nie powiedziała o tym swemu najwierniejszemu słudze.

»Ten nie przyjdzie,« rzekł sługa, »przemawia tylko do tłumów i nie przyjmuje zaproszeń do domów. Nie uznaje żadnych pytań. Pani, on zachowuje się całkiem inaczej niż inni prorocy i dlatego nie przyjdzie nawet na twoje wezwanie. Zna tylko swoją wolę, jest jak płomień, który trawiąc wszystko dokoła rozdaje przy okazji światło, ale nie będzie okazywał przychylności pięknej kobiecie.«

»Uczyń, jak ci przykazałam, a zobaczymy! A zresztą, nie wypada byś w ten sposób się wypowiadał. Kto mówi, że proszę go o łaskę? Postępuj zgodnie z mymi poleceniami.«

Piękne oczy zagorzały gniewem, a usta ściągnął cierpki grymas gniewu. To, że jej sługa oponował i odważył się tak do niej mówić, było dla niej również sygnałem tego, jakie ludzie mają o niej mniemanie.

Pogrążyła się w muzyce. W grze na instrumentach strunowych odnajdywała zawsze pociechę i czystość najpiękniejszej harmonii, do której lgnął jej duch. Nie chciała przyjmować nikogo ze swych przyjaciół czy gości. Nie udała się nawet do miasta pozostając w swym wiejskim siole. Jej duch przygniótł nieznany jej dotychczas ciężar – oczekiwała na nagły obrót losu. Z obawą czekała na odpowiedź Jana. Ta wreszcie nadeszła:

»Kto chce zbliżyć się do królestwa Bożego, ten niech wyjdzie mu naprzeciw. Ono do niego nie przyjdzie.«

Słowa te twardo w Marię uderzyły.

Skomentuj »