KIEDY Maria później wspominała ślub…

KIEDY Maria później wspominała ślub, odczuwała za każdym razem spokój, który ją wtedy napełnił. Jej życie płynęło bez jakichkolwiek zakłóceń. Józef uczynił wszystko, aby ochronić ją przed wysiłkiem i troskami.

Później, kiedy jej stan zaczął być wyraźnie widoczny, przeżył niejedną ciężką chwilę. Różne aluzje, niekiedy dobroduszne, kiedy indziej drwiące, często wręcz podszyte kpiną, go bolały jak wbijane igły. Zaczął stronić od ulicy. Starannie dbał o to, aby Maria opuszczała dom jedynie z konieczności. Obawiał się, że by mogła usłyszeć coś z tego, czym częstowano jego samego. Gdy za dnia pracował, był cichy i zanurzony w sobie. Opanowały go smutne i dręczące myśli. Gdy czuł, że spoczywają na nim spojrzenia jego czeladników, starał się wyglądać wesoło. Nucił wtedy jakąś melodię, ale zawsze bez przyczyny przerywał.

Jak tylko jednak wszedł do domu, wszystkie zmartwienia znikały. Jego dom nigdy nie był tak przytulny jak teraz, gdy w nim rządziła Maria. Kiedy siedział przy jedzeniu naprzeciw niej, zawsze napełniał go głęboki spokój.

»Jak jestem szczęśliwy,« pomyślał sobie pewnego razu Józef, »muszę dziękować każdą godziną za to, że ta kobieta jest moją małżonką.«

Jego miłości nie znała jakiegokolwiek pożądania. Józef nigdy się nie pokusił przybliżyć się do Marii. Wszystkie swe nadzieje odłożył na późniejszy czas. Szanował Marię i nigdy nie rozmawiał z nią o przyszłości, aby nie naruszać jej spokoju.-

Tak mijał czas…

Pewnego dnia zawitali do kraju posłowie cesarscy. Cesarz nakazał przeprowadzić spis ludności. Każdy musiał udać się do swego rodzinnego miasta i zgłosić się do jego zarządcy. Gdy się o tym Józef dowiedział, przelękł się. Jego pierwsza myśl dotyczyła Marii, którą czekał wkrótce poród. W takim stanie przecież nie może wyruszyć w drogę. Ma ją zostawić tu?

Józef poszedł do Marii. Zatrzymał się przy drzwiach i obserwował ją, jak siedzi i szyje dla dziecka. Przy tym cicho śpiewała prostą piosenkę.

»Maria!«

Kiedy usłyszała Józefa głos, rychło podniosła wzrok i spojrzała pytająco w stronę drzwi.

»Mario, chcę ci coś rzec, nie lękaj się, muszę cię tu zostawić samą.«

»Teraz zostawić samą?«

»Nie można inaczej. Muszę odjechać do Betlejem, mego rodzinnego miasta, gdzie jest spis ludności, który nakazał cesarz. Ty nie możesz teraz wyruszyć w taką drogę, byłoby to dla ciebie zbyt męczące.«

»Józefie, pojadę z tobą. Zostać tutaj sama, tak nie mogę!«

»Twoja matka będzie się opiekować domem i będzie dla ciebie oparciem.«

»Nie mogę, Józefie. Nie mogę być bez ciebie. Chyba, że byś nie chciał, abym pojechała z tobą.«

Kiedy Józef widział Marii bezsilność, czuł przenikające go mocne ciepło. Także ona go potrzebuje, nie może obejść się bez jego pomocy. Dobrze, weźmie ją więc do Betlejem ze sobą.

»Jeżeli ci proponowałem, abyś została w domu, to czyniłem tak tylko z myślą o tobie, Mario. Ale chętnie wszystko przygotuję, abyś czuła się podczas podróży choć trochę wygodnie. Obawiam się tylko, że droga będzie dla ciebie zbyt uciążliwa.«

Gdy Maria usłyszała jego zgodę, odetchnęła z ulgą. Obawiała się, że będzie musiała ostatnie tygodnie spędzić z matką. Widywała ją tylko rzadko. Odruchowo przytuliła się do Józefa, jego miłość i dobroć dodawały jej spokoju, którego tak gorąco pragnęła dla swego dziecka. Matka nieustannie naruszała jej wewnętrzną harmonię i spokój.

»Nie będzie to dla mnie ciężkie, Józefie. Byle bym tylko mogła być z tobą,« rzekła szczerze Maria. A jej słowa były wynagrodzeniem dla Józefa za wszystko. Uszczęśliwiła tego prostego mężczyznę tak bardzo, że podszedł do niej i niezręcznie pogładził ją po głowie. Maria złapała jego twardą dłoń i ukryła w niej swą twarz…

Zostaw komentarz

Musisz być Zalogowany aby dodać komentarz.