MATKA weszła następnego ranka do pokoju córki wcześniej niż zawsze. Kiedy spojrzała na Marię leżącą w ubraniu na łóżku, przystanęła zdziwiona.
Gdy obserwowała śpiącą dziewczynę, pojawiło się w niej jakby wzruszenie.
»Już wkrótce staniesz się żoną obcego mężczyzny, córko. Mnie opuścisz i ja nie będę już mogła brać udziału w twoim życiu. Czy postąpiłam dobrze, że zmuszałam cię do ślubu? Czy moje zmysły mnie nie okłamywały? A może wyciągałam niewłaściwe wnioski? A jeżeli wpędziłam cię w coś złego?« rozważała matka.
»Dlaczego nigdy z nią nie porozmawiałam i dlaczego Maria ciągle była taka nieprzystępna? Czy to moja wina?«
Maria poruszyła się. Na jej ustach pojawił się uśmiech, jakiego matka jeszcze nigdy nie widziała. Cicho wyszeptała:
»Moje dziecię…«
Matka znieruchomiała, a jej twarz zniekształciło przerażenie.
»A więc jednak!« wyrwało się. »Miałam rację!« Zapłonęła gniewem. Podeszła krok do Marii, ponieważ chciała mieć jasność!
W tej chwili Maria się przebudziła. Wystraszona spojrzała na matkę. Potem zauważyła, że nie rozebrała się do snu i oblał ją krwisty rumieniec.
»Musiałaś być bardzo zmęczona, skoro w ten sposób położyłaś się spać.«
Maria słyszała w matczynych słowach z trudnością tłumiony gniew.
»Chyba zrobiło mi się słabo,« rzekła cicho.
»Słabo? No, to by wcale mnie to nie zdziwiło!«
Maria spojrzała matce twardo prosto w oczy. Wstała i rzekła pewnym głosem:
»Dzisiaj jest mój ślubny dzień. Od dziś nie musisz już się o mnie troszczyć, matko. Dziś wszystko przekazujesz Józefowi. Uczyniłaś to dobrowolnie, a ja zaś nie sprzeciwiałam się temu. Nie myśl sobie przeto, że w tej ostatniej chwili będziesz mogła ode mnie żądać, abym się przed tobą tłumaczyła. Nie troszcz się o mnie, wszystko już jest dobrze ułożone.«
To mówiąc zaczęła ściągać szaty.
»Wyjdź, matko, chcę się teraz ubrać i przygotować.«
Matka nie odpowiedziała i odeszła. W zderzeniu ze spokojem i dostojeństwem Marii poczuła się mała. »Tak będzie chyba lepiej,« pomyślała sobie.
Wkrótce nadszedł Józef wraz z zaproszonymi przyjacielami i czekał na Marię. Kiedy wreszcie ukazała się, ubrana do ślubu, w białą szatę, nastąpiła głucha cisza. Było w niej coś tak nieprzystępnego, że wszystkim wydała się być bardzo odległa.
Józef patrzył na nią ze wzruszeniem. Myśl, że chce Marię wziąźć za żonę, wydawała mu się zbyt śmiała.
Wreszcie sytuacja dojrzała do tego. Stał u celu – a ogarnęły go obawy. Czy to ta istota, którą chce chronić? Maria podeszła do niego, jak by mu chciała dodać odwagi. Milcząc podała mu obie ręce. Jasnym i poważnym wzrokiem spojrzała w oczy mężczyzny, który był przeniknięty pragnieniem aby jej pomóc.
Obecni zaczęli się znowu poruszać. Wszyscy byli gotowi.