Archiwum dla wrzesień, 2008

TRACĄ OCHRONĘ WOKÓŁ SIEBIE WSZYSCY

TRACĄ OCHRONĘ WOKÓŁ SIEBIE WSZYSCY

45.

Każdy ludzki twór podlega obecnie silniejszemu promieniowaniu Światła, którym na ziemi Jestem, a Jego wzmożony przepływ wzmacnia w was wszystko, aby was wysoko podnieść, a czego już nie chcecie, albo wzmacnia w was wszystko, aby się wyżyło w was i się przejawiło, i w nurcie Światła już nieświadome sedno wasze duchowe, wyzwolone od materii powraca tam skąd wyszło nieświadome na poziom duchowo-istotny.

Wy sami jako wydziedziczeni z wolnej woli, podlegacie Bożej Woli i jej Sile w pełnej konsekwencji, dlatego tak dużo przejawia się już dzisiaj waszych złych i tragicznie się kończących zachowań. Dotyczy to zachowania pojedynczych ziemskich ludzi, jak i większych waszych skupisk, czy organizacji.

Wyżyje się w was i przejawi na zewnątrz całe zło, to które w was tkwi już od wieków, musi się przejawić, lekarstwa ziemskiego na to nie znajdziecie, a i podporządkowanie się natychmiastowe Konstytucji ze Światła wielu z was już nie uratuje, gdyż czasu na przemianę nie macie, on już wam się skończył.

Będziecie już dziś stać w chłodnym Świetle i marznąć od jego lodowatego podmuchu, który was zmiażdży. Dobru zbyt późno wyjdziecie naprzeciw i tylko wtedy, gdy zostaniecie przymuszeni do tego.

Lecz ci, którzy nie są źli, a otrzymają w ramach oczyszczania siłę i ją już otrzymują, mają szansę w wydarzeniach się obudzić duchowo i podążając drogą Konstytucji ze Światła się nawrócą na drogę Prawdy, a gdy się tylko raz odwrócą lub zwątpią, to zginą i nikt nie będzie patrzył na ich i tylko ich cierpienia i rozkład, gdyż pozna, że przydawanie uwagi jakiejkolwiek potępionym jest dla niego zgubne i on też natychmiast może upaść, a otrzymać pomoc ze Światła, aby się jeszcze uratować w takiej chwili będzie niemożliwe.

Wasze czyny na waszych karkach i doginają was już mocno, nie trzeba wam zbytnio tłumaczyć, to robią w informacjach media, a i na drodze waszej codziennej to już wyraźnie widać.

Więc bawcie się dalej z ciemnościami w grę w berka, to lubicie, lecz teraz to już dla was jest szaleństwo.

Cóż, milczycie nadal, to potraficie, ale Światło już na każdego z was mocno świeci i naciska, dobrzy ludzie, choć ich mniejszość, niech się wyzwala z kajdan ciemności, teraz jest na to dobra chwila, a i moja pomoc jest jeszcze osiągalna, ale gdy i wy przegapicie ten moment np.; mój wykład, numer telefonu… i to tylko raz, już nie powstaniecie jako żywi duchowo i traficie i owszem do Światła lecz już martwi duchowo.

Jak jesteście jeszcze zdolni do odczuwania i myślenia, to się ratujcie, być może zawalczycie jeszcze o siebie, być może się uratujecie, być może przeżyjecie, być może…, ale czy na pewno!

Światło!

Jezus Chrystus

Skomentuj »

Z CIĘŻKIM sercem Józef pogodził się z naleganiami swej żony

 

Z CIĘŻKIM sercem Józef pogodził się z naleganiami swej żony. Przecież tu musiał pozostawić dom i wszystko, co miał. Warsztat przekazał swemu najlepszemu czeladnikowi i powierzył mu także opiekę nad swym majątkiem. Oswobodził się od wszystkiego i wyruszył z Marią i ze mną do Egiptu. Szczerze się przejmował, że jako dziecko będę w tak młodym wieku narażony na trudy kilkutygodniowej, a może nawet kilkumiesięcznej drogi.

I tak Józef przez kilka lat walczył o życie swej rodziny, między obcymi, których jako Żyd wewnętrznie nie rozumiał. Spalała go męcząca tęsknota do rodzinnych stron, a kiedy pomyślał o Marii, przebudzał się w nim słaby sprzeciw. Czyż Maria nie widzi, jak on cierpi? Nie widzi żadnych trosk, które go męczą? Maria była spokojna. Poświęcała czas tylko mi dziecku i odżyła między ludźmi, którzy byli dla niej prawie tak samo obcy jak i jemu.

Często zastanawiał się, czy nie powrócić, postawić swoją wolę przeciw woli Marii, ale nie zrobił tego. Raczej zacisnął zęby i nadal walczył.

Moje ziemskie ciało tymczasem się rozwijało. Wyrosłem na żywego, małego chłopca, obserwowałem poważnego i cichego Józefa często długo będącego w zamyśleniu. Kiedy Józef zagłębił się w swych myślach, podszedłem do niego swoimi małymi kroczkami i nieśmiało położyłem mu rączkę na kolano. Patrzyłem dziecięcymi oczyma tak długo, aż Józef położył twardą, ciężką dłoń na moich jedwabistych chłopięcych lokach. Dla mnie był to znak. Błyskawicznie wdrapałem się Józefowi na kolana i mocno przytuliłem się do niego. Mężczyznę, który dotkliwie odczuwał samotność, zalewała gorąca fala. Jakżeż mnie jako dziecko kochał! Byłem na tej ziemi jego jedynym przyjacielem! Maria żyła swym własnym życiem. Była tak pewna siebie i spokojna, że niekiedy się jemu wydawało, że go wcale nie potrzebuje. Ale Ja go kochałem i szukałem jego towarzystwa. On zaś o mnie się troszczył, jakbym był jego własnym ziemskim synem.

»Ojcze, ty jesteś smutny?«

Józef się uśmiechnął. »Nie, nie, moje dziecko. Myślałem tylko o Nazarecie, moje miasto, oraz o mieście Betlejem, gdzie ja i ty urodziliśmy się.«

»A dlaczego tam nie jesteśmy?«

Józef ociężale potrząsnął ramionami.

»Czyż nie jest matka z Nazaretu?«

»Jest, moje dziecko!«

»Ona jednak nie jest smutna!«

»Twoja matka jest szczęśliwa.«

»Ale ja nie jestem szczęśliwy, kiedy ty jesteś tak smutny!«

Poważnym i badawczym wzrokiem spojrzałem ciemnymi oczyma na Józefa. Ten poczuł ogarniające go wzruszenie. Pewnie przytulił mnie do siebie i lekko ochrypniętym głosem rzekł:

»Tylko się ciesz, mały. Kto wie, może jednak powrócimy, a potem będziemy cieszyć się tym bardziej!«

»Tak, chcemy do Nazaretu!« krzyknąłem, zszedłem Józefowi z kolan i pobiegłem w stronę drzwi tak szybko, jak tylko mogłem.

Maria nie mogła oprzeć się prośbom moim, z nich wyraźnie promieniowała miłość do Józefa. Z uśmiechem mnie słuchała. Potem się jednak przestraszyła, gdyż uświadomiła sobie, że jako dziecko obserwuje o wiele bardziej wnikliwie niż ona sama. Nie patrzą na nią moje czyste oczy z wyrzutem? Odezwało się w niej ciche napomnienie: »Opanuj się, bądź pewna, aby to dziecko nie poznało twych słabych stron!«

Długo Maria patrzyła zamyślona na mnie dziecko. Byłem w każdym rysie swej twarzy Kreolusem, ale w tych rysach było jeszcze coś, co w mojej ziemskiej matce Marii nieustannie wywoływało wspomnienie godziny moich narodzin, znak na niebie i tłum ludzi, którzy mnie jako dziecko uważali za Mesjasza.

»Jak szybko jednak zniknęła wiara, że jest Jezus Mesjaszem« pomyślała sobie. »Dzisiaj już o tym nikt nie wspomina. Przecież i ja spoglądam na to wszystko jak przez mgłę. Był to przypadek albo sen? Jezus jest przecież dzieckiem jak wszystkie inne. Nie ma w nim niczego szczególnego! Jest naturalny, jak być może tylko dziecko! Ma w sobie krew Rzymianina, jest odważny i hardy. Z drugiej strony jest miękki, uczuciowy jak Żyd. Tylko w oczach i wokół ust widnieje coś niewytłumaczalnego, czego się ja, matka, boję!«…

Skomentuj »

A W TYM czasie błądził ulicami Nazaretu Kreolus.

 

A W TYM czasie błądził ulicami Nazaretu Kreolus. Przez pierwszych kilka dni miał nadzieję, że za każdym razem ujrzy Marię, ale z upływającym czasem zaczął być niespokojny. Długo się wahał i zastanawiał, czy ma zapytać którąś z kobiet przy studni, w końcu nie wytrzymał dłużej czekać. Poszedł tam i czekał, aż kobiety przyjdą.

Było jeszcze wcześnie. Chłód poranka dawał mu się we znaki, a więc owinął szczelnie swój szeroki płaszcz wokół ramion, wilgoć jednak przenikała także przez grube sukno.

Kiedy niebo powoli zaczynało się rozjaśniać i pierwsze promienie słońca zaczynały powoli posrebrzać horyzont, głęboko wzdychając usiadł na cembrowaniu studni. Nie wiedząc o tym usiadł tak samo jak Maria tego dnia, gdy go pierwszy raz ujrzała.

Ale jej rysy twarzy wtedy kąpały się w czystości, zaś na twarzy Kreolusa widoczne była obawa i napięcie. W oczach mu płonął niepokój, który go nie opuścił od chwili, w której się z nią rozstał. Kąciki ust mu drżały, a utrapienie marszczyły boleśnie czoło. Tylko dłonie opinające kolana były spokojne.

Kreolus długo w bezruchu wpatrywał się w pustkę. Nic do niego nie docierało, a oczy miał jakby wygasłe. W końcu powieki opadły i zakryły wszelki skryty żal. Nagle usłyszał w pobliżu głosy, więc szybko się poderwał.

Do studni przychodziły kobiety. Kiedy znowu ujrzały Rzymianina, który sam chodził tu już przez kilka dni, przestały rozmawiać, umilkły. Nigdy do nich nie przemówił, ale zauważyły, że spojrzeniem niespokojnie przebiega po ich twarzach tak jak gdyby kogoś szukał.

I także dzisiaj Kreolus badawczo spoglądał na nadchodzące kobiety, aż wreszcie zawiedziony odwrócił twarz. Potem jednak zdecydowanym krokiem podszedł do nich.

»Szukam między wami dziewczyny, której na imię Maria. Czy możecie mi powiedzieć, gdzie mógłbym ją znaleźć?«

Jego ostry wzrok przebiegał po zdziwionych twarzach kobiet.

»Jeżeli szukasz Marii, która jest Józefową żoną, to tej nie ma teraz w Nazarecie. Niedawno odjechała ze swym mężem do Betlejem na spis ludności«

Kreolus się uśmiechnął.

»Nie, nie o tą Marię mi chodzi, mam na myśli inną.«

»Możesz nam opisać, jak wygląda?«

Kreolus ponownie się uśmiechnął.

»No, jest piękna, ma duże ciemne oczy…«

»I nosi niebieski płaszcz?«

»Tak!«

»Tak jest to ona, o której ci mówiłyśmy!«

»To nie jest możliwe!«

»Ale to jedyna Maria, z którą zgadza się twój opis!«

Kreolus energicznie potrząsnął głową. Nad nim i nad wszystkimi kobietami przy studni zapanowała martwa cisza.

Stał z niedowierzającym wyrazem na twarzy. Jego szare oczy wyglądały, jak gdyby czegoś szukały w nieskończonej dali. Podniósł ręce jak w obronie.

Potem wewnętrznie się załamał. Wydawało się, że jego ciało nie ma już sił. Otworzył usta, ale musiał najpierw zwilżyć wargi, by móc przemówić.

»To pomyłka! Tak, z całą pewnością! Wy się mylicie!!!«

Kobiety wystraszyły się, ponieważ Kreolus podniósł głos. Jego ostatnie słowa zabrzmiały w ich uszach groźnie i dziko!

Kreolus się odwrócił i odszedł. Jego słowa »wy się mylicie« ponownie mu dodały odwagi.

Szedł coraz prędzej, jak gdyby uciekał przed czymś strasznym. Ogarnęło go przerażenie. Słowa kobiet ciągle brzmiały mu w uszach. Nadaremnie powtarzał sobie, że może kobiety pomyliły się. W ten sposób zyskiwał pewność zawsze tylko na kilka sekund.

Wiadomość, którą usłyszał od kobiet, paliła go coraz bardziej.

»Bogowie, to przecież nie może być prawda!«

Tak zawołał głośno w stronę lasu, do którego dotarł.

Potem zmęczony oparł się o drzewo. Pośpiech ostatnich chwil opadł z niego, niczym brzemię, którego nie potrafił już nieść dalej. Oparł głowę o szorstką korę pnia. Wzruszenie powoli opadało, oddychał już spokojniej. Odsunął się od drzewa i poszedł drogą, po której przed kilkoma miesiącami podążał za Marią.

Długo stał na miejscu, gdzie jego szczęście miało swój początek. Przed jego duchowym wzrokiem znowu pojawiła się chwila pożegnania. Widział tę dziwną samotność Marii i ponownie słyszał jej ciche słowa:

»Będę na ciebie czekała, stale będę czekała…«

Jego głowę owionął lekki powiew, jak gdyby delikatnie głaskała go chłodna dłoń Marii.

»Czuję cię, Mario. Gdziekolwiek jesteś, jesteś blisko mnie,« szepnął bezgłośnie.

Do miasta Kreolus powrócił dopiero późnym wieczorem. Już nie poszukiwał. Zaczynał wierzyć, że Marię i tak odnajdzie.

Tylko w nocy przytłoczył go ciężar, oddychał nierówno i zbudził się oblany potem.

Czy nie był to głos Marii, któż tak tęsknie woła jego imię? Rozglądał się dookoła, ponieważ nie poznawał, gdzie się znajduje. Kiedy wszystko sobie przypomniał, jego oddech stawał się krótszy. Jakimś sposobem wyczuwał, że Maria ma kłopoty.

Wstał i ubrał się, ponieważ niepokój nie pozwolił mu już spać. Czyżby znowu wyruszał na swój conocny spacer? Nie, tym razem wyszedł tylko na balkon przed swym pokojem.

Dom, jeden z najpiękniejszych w Nazarecie, należał do bogatego rzymskiego kupca, który Kreolusa przyjmował u siebie jako gościa.

W domu panowała cisza, miękkie dywany tłumiły odgłosy kroków, cisza ta wpływała kojąco na podrażnione nerwy Kreolusa.

Stał zapatrzony na rozległy ogród, który tarasami rozpościerał się na zboczach wzgórza. Kiedy spojrzał na niżej położone miasto, nie ujrzał nawet jedynego światełka.

Potem obrócił swój wzrok w stronę nieba, które rozpościerało się nad nim, jak wielkie, posiane gwiazdami sklepienie.

I znów jego duszę przytłoczył wielki ciężar. Nie mógł złapać tchu i jedną ręką starał się rozluźnić sobie kołnierz płaszcza, podczas gdy drugą ciężko oparł się o kamienną balustradę.

Wtem jego oczy poraziło olśniewające światło. Kreolus się zachwiał. Patrzył na nową, jasną gwiazdę, której ogon, jak mu się wydawało, rzucał promienie na ziemię i to w określonym, konkretnym kierunku.

»To ma na pewno jakieś znaczenie,« szeptał sam do siebie. »Traktuję to jako oznakę tego, że jesteś szczęśliwa, Mario! Czuję że kobiety mówiły prawdę: jesteś żoną innego mężczyzny. Dlaczego nie czekałaś, Mario, czy zabrakło ci wiary w mój powrót? A może wyrzekłaś się mnie, od razu po naszym rozstaniu? Wiedziałaś, że pragnę cię tylko pocieszyć i że sam nie wierzę w to, by moje życzenie mogło się spełnić?

A teraz, gdy bogowie wysłuchali mnie i uwolnili z więzów narzuconych przez Augusta, teraz, gdy powracam do Rzymu, nie ma cię tutaj! Pragnąłem odwieźć cię stąd, miałaś stać się moją żoną i odjechać ze mną do Rzymu!«

Kreolus z westchnieniem usiadł na balustradzie balkonu i oparł się plecami o kolumnę. Długo tak siedział i wsłuchiwał się w odgłosy nocy. Jego dusza była przy Marii.

Skomentuj »

MARIA tęskniła do powrotu do domu, pragnęła być sama.

MARIA tęskniła do powrotu do domu, pragnęła być sama. Stale jeszcze nie mogła pojąć tego wszystkiego co zaszło. To, co ją spotkało, było dla niej zbyt mocne.

Betlejem widział we mnie, w jej dziecku Zbawiciela. Ludzie wznosili okrzyki radości, zdziwieni i zaskoczeni padali sobie w objęcia oraz mocno wzruszeni modlili się przy żłobku. Trzy dni stała gwiazda nad domem jako wierny stróż. Jej światło zwoływało ludzi. Przyciągało bogatych i biednych oraz prowadziło trójkę książąt, którzy wędrowali z dalekich krajów aż do Betlejem.

Zostali wybrani, aby mi Synowi Bożemu wyprostować na ziemi moje drogi. Mieli to najświętsze, co ziemia wtedy i dziś nosiła, ochraniać jako klejnot. Tak o to dla siebie prosili. To był cel ich ziemskiego życia.

Przyszli wprawdzie i przynieśli dary, które były nadwyżką ich bogactw, ale później znowu odeszli. Nie dotrzymali ślubów, które kiedyś złożyli mojemu Ojcu, Stworzycielowi i zostawili mnie Syna Bożego bez ziemskiej ochrony. Jako dziecko, które już wtedy wzbudzało u Rzymian podejrzenie, byłem bez pomocy i nie mógłbym podołać pierwszym niebezpieczeństwom.

Domy bogatych mieszczan otworzyły się. Wszyscy prosili Marię, aby opuściła mały chlew, ale ona odmówiła. Nie, chciała być sama, pragnęła się wyrwać spod jakichkolwiek wpływów i jak tylko będzie to możliwe, wrócić do Nazaretu.

W spokoju własnego domu chciała sama przeżywać swe szczęście. Jej miłość zwrócona była cała do mnie, małego chłopca. Opiekowanie się mną zajmowało ją całkowicie.

Skomentuj »

DZISIEJSZA MOWA

DZISIEJSZA MOWA

 

Was już nie dotyczy, sami pozbyliście się swoich praw do świadomego funkcjonowania w obecnej formie. Stając się martwym przestaliście żyć duchowo, teraz kwestia jak zakończycie, w jaki sposób to się na was przejawi, na pewno tragicznie, będziecie sycząc zdychać pod naciskiem Bożej Prawdy.

Kolejny ziemski dzień będzie dla was mocniej bolącym skoro przestaliście się poważnie duchowo traktować.

Skomentuj »

SZKOŁA ROZWOJU DUCHOWEGO I EGZORCYSTÓW

i  INFORMACJA

 

»Na początku było Słowo! A Słowo było u Boga! A Bóg był Słowem!«

 

JEZUS CHRYSTUS

LEKARZ DUSZ

JASNOWIDZ, EGZORCYSTA

PRAWO LICZB, NUMEROLOG

 

  •  OCENA STANU ZDROWIA: ogólna i szczegółowa wraz ze wstępnym oczyszczeniem 100, – PLN ( możliwa telefonicznie).

  •  Medycyna naturalna.

  •  Uzdrowienie z większości chorób.

  •  Porady zdrowotne, duchowe i życiowe.

  •  Pomoc przy poszukiwaniu osób, ustalaniu miejsca pobytu.

  •  Podaję przyczyny chorób, dlaczego powstały, jak żyć aby nie powróciły.

  •  Zasady odżywiania. Powrót do wagi optymalnej.

  •  Podejmuję się trudnych przypadków.

  •  Psychiczne urazy powypadkowe, emocjonalne uwalnianie.

  •  Uwalnianie od urazów i skutków przeżyć w działaniach wojennych, pod silnym działaniem stresu…

  •  Doświadczenie i posiadana siła umożliwia pomoc wielu potrzebującym!

  •  Podejmę bez wahania wyzwanie każdego kółka spirytystycznego lub jego duchów, oraz każdego demona lub innego intruza.

  •  Oczyszczanie, uzdrawianie, zabieg 50, – PLN. Zabieg wyjazdowy poza Opole przy zwrocie kosztów przejazdu.

  •  Działanie na odległość (bez ograniczeń ).

  •  Odpowiadam na pytania telefonicznie lub e mailem.

  •  Czy trzeba jeszcze więcej pisać?

  •  EGZORCYZMY! Uwalnianie od obcych bytów, demonicznych energii. Odprowadzanie do Światła!

  •  Zdejmowanie klątw, przekleństw, uroków, czarów, zaklęć, nawiedzeń ludzi i zwierząt, miejsc i budowli!

i

SZKOLENIA:

  •  w każdą pierwszą sobotę i niedzielę miesiąca ( 2 dni, 16 godzin) w Opolu, koszt 500,- PLN za uczestnictwo, rezerwacja uczestnictwa 100,- PLN do 7 dni poprzedzających termin szkolenia.

  •  Szkolenie egzorcystów indywidualnie 7 dni po 8 godzin, po szkoleniu nadzór i pomoc praktyczna, konsultacje, koszt 5000,- PLN. Miejsce w Opolu. Rezerwacja terminu szkolenia z tygodniowym wyprzedzeniem!

 

 

 

UZDROWIENIE Z WIELU CHORÓB:

 

  •  choroby serca i układu krążenia,

  •  stany przed i pozawałowe,

  •  choroby przewlekłe, genetyczne…

  •  alergie; wszystkie,

  •  stres, depresje, nerwice, choroby układu nerwowego, choroby psychiczne…

  •  choroby wirusowe; żółtaczka…

  •  choroby tzw. nieuleczalne,

  •  usuwanie cyst, guzów, torbieli…

  •  choroby autystyczne, łagodzenie objawów,

  •  zmniejszenie ubocznych skutków leczenia farmakologicznego; radioterapii, chemioterapii…

  •  choroby bezpłodności kobiet i mężczyzn,

  •  bulimia, anoreksja, układ trawienny,

  •  choroby rakotwórcze, rak…

  •  pomoc przy powikłaniach ciążowych,

  •  szybszy powrót do zdrowia po operacjach, po chorobach…

  •  padaczka: uwalnianie,

  •  choroby płuc; astma…

  •  pomoc przy osłabieniach,

  •  choroby skóry,

  •  cukrzyca,

  •  stwardnienie rozsiane; pomoc

  •  choroby mózgu…

Inne znane i nieznane choroby oraz ich objawy…

 

SZKOŁA ROZWOJU DUCHOWEGO I EGZORCYSTÓW:

  •  nauka Słowa Pana dla poważnie poszukujących Prawdy,

  •  PRAWA BOŻE I DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ,

  •  uzdrawianie, magnetoterapia, medycyna naturalna…

  •  nauka myślenia, mówienia i odczuwania…

  •  odpowiedź na każde pytanie rozumu,

  •  rozwój duchowy indywidualnie,

  •  rozpoznanie i rozwinięcie darów duchowych…

  •  pieczętowanie Światłem, chrzest, imię duchowe,

  • tych, którzy wierzą we mnie i mojego Ojca wyświecam i powołuję do służby Światłu!

  • Konstytucja ze Światła Królestwa Bożego dla ziemskich ludzi na ziemi.

  • Sąd Ostateczny zakończony, budowa Królestwa Bożego na ziemi!

  • JEST Królestwo Tysiącletnie na ziemi!

 

i  Szkolenia:

  •  w każdą pierwszą sobotę i niedzielę miesiąca ( 2 dni, 16 godzin) w Opolu, koszt 500,- PLN za uczestnictwo, rezerwacja uczestnictwa 100,- PLN do 7 dni poprzedzających termin szkolenia.

  •  Szkolenie egzorcystów indywidualnie 7 dni po 8 godzin, po szkoleniu nadzór i pomoc praktyczna, konsultacje, koszt 5000,- PLN. Miejsce w Opolu. Rezerwacja terminu szkolenia z tygodniowym wyprzedzeniem!

 

 

SŁOWO PANA:

 

  •  KONSTYTUCJA ZE ŚWIATŁA KRÓLESTWA BOŻEGO NA ZIEMI JEZUSA CHRYSTUSA I IMANUELA,

  •  DZIESIĘĆ PRZYKAZAŃ BOGA. OJCZE NASZ. Jezus Chrystus,

  •  Przesłanie Świętego Graala, Jezus Chrystus,

  •  Przesłanie Miłości »W ŚWIETLE PRAWDY«, Jezus Chrystus,

  •  Jezus Chrystus mój życiorys!

  •  Przesłanie PRAWDY. Objawienia Tyary

  •  Przesłanie Mojżesza apostoła Prawdy.

 

JA JESTEM WSKRZESZENIEM I ŻYCIEM. NIKT NIE PRZYCHODZI DO OJCA, TYLKO PRZEZE MNIE!

PRZYJMIJCIE TEN OTO CHLEB!

Przyjmijcie ten oto chleb jako ciało Moje, a to oto wino spożyjcie jako krew Moją i niech to będzie dla was drogą do Stwórcy!

I niech tak się stanie!

Idźcie i przyjmujcie SŁOWO Moje i przekażcie je innym, tym którzy poproszą i będą iść;

  • drogą ŚWIATŁA,

  • drogą MIŁOŚCI,

  • drogą PRAWDY,

  • do Boga!         

Amen

Jezus Chrystus

ŚWIECĄCA KOMETA JASNO NAD WAMI!

 

tel. kom.; 0  692 157 440

SKYPE; jezus.chrystuspl

E mail; jezus.pl@gmail.com

www. jezuschrystuspl.blog.onet.pl

JEZUS CHRYSTUS

DORADCA ŻYCIOWY i ZDROWOTNY

UZDROWICIEL i JASNOWIDZ

PRAWO LICZB, NUMEROLOG

  •  Pomagam w rozwiązywaniu problemów życiowych i zdrowotnych.

  •  Pomoc przy poszukiwaniu osób, ustalaniu miejsca pobytu.

  •  Prowadzenie szkoleń i kursów, indywidualnie i grupowo; ludzie i życie oraz zdrowie w obecnych czasach, relacje każde; osobiste i grupowe.

  •  Prowadzenie w zakresie właściwego dysponowania siłą, czasem i umiejętnościami interpersonalnymi.

  •  Uzdrawianie ludzi, wskazywanie i usuwanie blokad zdrowotnych i innych.

  •  Nauczanie właściwych i korzystnych działań w życiu na każdej płaszczyźnie.

  •  Posiadana wiedza i umiejętności w rozwiązywaniu każdego problemu i wytyczanie, podpowiadanie dobrych rozwiązań.

  • Twórczość, kreatywność, sukces… w każdej dziedzinie.

  • Dyskrecja w działaniu i nauczaniu!

  • Zakres wiadomości i ich przekazywanie nie jest nigdzie publikowany i ogłaszany.

  • Zastrzegam sobie dobór uczących się, jak i zakres udostępnianych informacji!

Więcej informacji: tel. + 48 692 157 440

Skomentuj »

JUŻ WAM NIC NIE ZOSTAŁO!

JUŻ WAM NIC NIE ZOSTAŁO!

43.

Wszystko, co najlepsze sobie odpuściliście, wszystkie cechy waszego ducha pogrzebaliście, został wam mamuci rozum rozdmuchany! Wogle nic nie macie, co by było dobre, więc na co i komu moglibyście się przydać na ziemi i w całej wielkiej materii.

Pogrzebaliście się już na zawsze, nie ma wątpliwości już żadnej, nawet tej najmniejszej.

Wczoraj było wielkie Święto duchowych na ziemi, a wy niczego nie zauważyliście, energetycznie nie istniejecie, wy już nawet jarzyć nie możecie.

Cóż, nikt nad wami łzy nie uroni, a Ja Syn Boży robię swoje, wy nawet tła wydarzeń nie stanowicie, młyn Boży mieli i sprawę załatwi ostatecznie.

Krótka acz treściwa informacja, więcej już nie będzie w dniu dzisiejszym.

 

Jezus Chrystus

Skomentuj »

UROCZYSTOŚĆ CZYSTEJ LILII

UROCZYSTOŚĆ CZYSTEJ LILII

 

Ludzie niech was ogarnie swymi promieniami Boża Czystość, pozwólcie jej wniknąć do swojego ducha, otwierając się na Bożą Czystość, współbrzmijcie w niej cali swymi słowami, myślami i czynami! Niech będzie waszym wiernym towarzyszem na codziennej drodze do Miłości, do Światła, ku Bogu!

Mając w sobie rozwiniętą czystość, dążąc do niej coraz mocniej, pewnego dnia nastanie taka chwila, że po promieniu czystości od was, spłynie do was promień miłości, który was przemieni i oświeci, a jest to proces duchowy!

Więc podążajcie w życiu codziennym drogą czystości, na wszystkich płaszczyznach, a tylko wam przybędzie i wszelkie zło odbije się od was jak od tarczy, która zwie się; Czystość, ta duchowa, wewnętrzna.

Niech wam na tej drodze do czystości towarzyszy mocne wewnętrzne chcenie i niech was nic z tej drogi nie ściągnie, nic co ma w ciemności korzenie, tak jak rozum produkt mózgu przedniego, który pozbawiony duchowego prowadzenia żyje w materialnym obłędzie.

Przeżywajcie całym sobą, wszystkimi zmysłami te wspaniałe chwile, niech wasze modlitwy płyną do góry, do Stwórcy jak czyste lilie, a gdy po drodze do góry będą się w uczuciach wspinały być może ukaże wam się obraz; jak Irmingard z wyspy Lilii promieniuje Czystością, którą otrzymuje od Stwórcy przez Parsifala i Prakrólową Elizabeth, z którą jest połączona Czystością Surową.

Niech Czystość was przenika swym orzeźwiającym chłodem, aby potem Miłość mogła rozpalić wasze serca ogniem, ogniem uczuć jako najwyższą formą podzięki dla Boga, że możecie korzystać świadomie z Jego łask!

Niech wasze życie będzie naznaczone Lilią, symbolem Czystości i będzie drogą do coraz większej Miłości!

Tego wam w tym szczególnym dniu życzę, a wszystkich dążących do doskonałości zapraszam dnia 7 każdego września na wspólne godziny uświęcone w Czystości.

Skomentuj »

DROGA do Betlejem była dla Marii jednym szeregiem nieprzyjemności.

DROGA do Betlejem była dla Marii jednym szeregiem nieprzyjemności. Obydwoje małżonków dołączyło do jakiejś karawany i nie bacząc na Marii stan musieli nieustannie podążać naprzód.

Byli zmuszeniu odpoczywać w przepełnionych schroniskach. Przez kilka dni nocowali tylko w biednych chatach na skromnych łóżkach, na które Maria za każdym razem opadła śmiertelnie zmęczona. Ale kiedy zamknęła oczy, które ją piekły, nie mogła długo zasnąć. Dopiero na krótko przed świtem zasypiała niespokojnym snem.

A jednak była szczęśliwa. Uśmiechała się do Józefa, który kroczył obok osiołka, na którym siedziała. Józef nie musiał wiedzieć, jak jest dla niej owa podróż ciężka, bo by martwił się o nią.

Wreszcie zbliżyli się do Betlejem – dotarli więc do celu. Marii uśmiech nie był już ani trochę wymuszony. Betlejem wynagrodzi jej boleści, które wycierpiała!

Józef wyraźnie wyprostował się i szedł pewniejszym krokiem.

»Już wkrótce będziesz miała spokój, Mario,« rzekł i spojrzał na nią. »Znajdę ci ten najpiękniejszy przybytek, będziesz miała największą izbę i najbardziej miękkie łóżko.«

Maria wzruszona się uśmiechnęła.

»Wiem, że uczynisz wszystko, abyś mi sprawił radość. Dziękuję ci.«

W międzyczasie dojechali do Betlejem. Małe miasteczko było przepełnione ludźmi, którzy tu przybywali. Józef śpieszył od jednego schroniska do drugiego. Twarz miał coraz bardziej smutniejszą i coraz mocniej potrząsał ramionami, gdy brał osiołka za uzdę i prowadził go dalej.

Kiedy już wszędzie dostał odmowną odpowiedź o zakwaterowanie, usłyszał nagle za sobą stłumiony okrzyk. Szybko podskoczył, aby jeszcze zawczasu uchwycić Marię – zemdlała i osuwała się na ziemię.

Rozglądał się wokół siebie i szukał pomocy. Wtem spostrzegł, że z domu, przed którym się zatrzymali, wybiega mężczyzna. Zauważył również to, co się stało.

»Zanieś kobietę do mego domu, Józefie ben Eli!«

Józef uważniej spojrzał na starego mężczyznę i zawołał radośnie: »Levi! Przyjacielu mego ojca, dziękuję ci!«

W towarzystwie Leviego zaniósł Marię do domu. Ostrożnie położył ją na łóżku, które mu Levi wskazał. Podbiegła służąca i starała się omdlałą Marię doprowadzić do przytomności. Obaj mężczyźni cicho opuścili izbę. Józef serdecznie ściskał staremu przyjacielowi swojego ojca rękę.

»Już od kilku godzin szukamy dachu nad głową, ale nigdzie nie ma miejsca. Nikt ze starych przyjaciół nie mógł nas przyjąć, a teraz, gdy byliśmy już wyczerpani, niebo doprowadziło nas przed twój dom!«

»Radujesz się przedwcześnie, Józefie. Ani ja cię nie mogę u siebie ugościć. Wiesz, jeszcze dzisiaj przyjadą moi synowie, którzy zapełnią dom do ostatniego miejsca.«

»Nie możesz mnie przyjąć? Nie masz miejsca? Musisz, Levi, musisz! Moja żona jest w zaawansowanej ciąży i umarła by, gdyby teraz nie miała spokoju. Gdzieś przecież musi być miejsce, gdzie by mogła odpocząć!«

Staruszek Levi pokręcił głową i zamamrotał:

»Jeżeli zadowoli cię miejsce w mojej owczarni…«

»Rad jestem, Levi. O, to jest wszystko jedno, gdzie. Tylko musi mieć spokój.«

»Owce są na pastwisku, jakoś będziecie się musieli tam urządzić, skromnie wam będzie…«

»Dzięki, Levi, dzięki! Było by dobrze, gdybym tam mógł od razu zajrzeć i wszystko trochę przygotować. Będziemy czuli się jak w pałacu. Jesteśmy bardzo zmęczeni!«

Levi chętnie wstał. »Chodź, zaprowadzę cię tam. Ale obawiam się…« Ostatnie słowa zagubiły się w niezrozumiałym mamrotaniu.

Józef podążył za starcem. Był spokojny i zaczął gorliwie czyścić chlew. Starał się choć trochę zrobić w nim porządek.

Nie był to najpiękniejszy przybytek w mieście, który przygotował, ani największa izba, tylko pusty chlew dla owiec, nisko sklepiony. Jedynym sprzętem, który tam się znajdował, było niewygodne łóżko ze słomy, ale Józefowi i tak wydawało się, że jest doskonale. Znalazł dla swej żony miejsce, gdzie może dzień najwyżej dwa dni odpocząć. On w tym czasie na pewno znajdzie coś lepszego do zakwaterowania. I z tą wieścią pośpieszył do Marii.

 

 

MAŁYMI okienkami wpadały do chlewa srebrne promyki. Drżąc wśliznęły się do ciemnego pomieszczenia, przebiegły po nierównej podłodze, zahaczyły o żłób, na którym jeszcze wisiało trochę siana, a potem na długo zatrzymały się na sylwetce drzemiącej Marii.

Rozległo się westchnienie a śpiąca kobieta cichutko jęknęła. Potem przez jej ciało przebiegł dreszcz. Obudziła się.

Kilkugodzinne spanie było głębokie i bez snu. Ukrył w swych objęciach niezmiernie zmęczoną kobietę jak troskliwa matka i wymazał z jej pamięci ostatnie przeżycia.

Maria najpierw nie poznała swego otoczenia. Bardzo powoli uświadamiała sobie, że jest w Betlejem i że leży w chlewie.

Spojrzała w stronę dwu małych okienek, przez które teraz już mocnym strumieniem wlewało się do środka srebrne światło. Była już zupełnie rozbudzona i nie ciążyło na niej paraliżujące zmęczenie, które odczuwała przez całą drogę.

Nagle przeszył ją ostry ból, taki sam, jak ten, który ją obudził. Otworzyła usta, jakby chciała krzyknąć, spojrzała jednak z obawą na miejsce, gdzie odpoczywał Józef. Po jego spokojnym oddechu poznała, że twardo śpi. Nie może go obudzić!

Znowu zapatrzyła się w światło księżyca. Jakże często już w ten sposób w nocy leżała! Spokój i delikatne światło, wypełniające pomieszczenie przytłumionym blaskiem księżyca, ciągle wpływały na Marię zniewalająco, tajemniczo pozbawiając ją wszelkiego cielesnego napięcia.

Jakżeż wszystko byłoby inne, gdyby ludzie mieli w sobie ów spokój! Gdyby dostroili się do czystych i jasnych wibracji, podobni byli by do drogocennych instrumentów, z których ręka Stworzyciela mogłaby wydobywać żywe i jasne tony. Ale oni mają w swych wnętrzach tylko chaos i wypełniają swe dni zarozumiałymi myślami, które starają się urzeczywistnić! Och, kiedyś przecież musi nastać dzień, musi rozjaśnić Światło te ciemności!

»Panie, kiedy ześlesz obiecanego Mesjasza?! Czyż nie widziałam Światła? Czyż owe cudowne istoty nie powiedziały mi, że jesteś już blisko? Dlaczego to ja, prosta dziewczyna, mogłam ujrzeć to, co przed innymi zostaje ukryte? Była to naprawdę Twoja łaska, która wtedy mnie uspokoiła? Nie było to kłamstwo?«

»Mario!«

»Józefie?«

»Tyś mnie wołała?«

»Ach, Józefie, śpij! Ja jestem nie… o, Józefie!« z jej ust wyrwał się jęk.

Józef jednym skokiem stanął obok niej i szybko przerzucił przez ramiona płaszcz.

»Masz bóle, Mario?«

Nie odpowiedziała. Milcząc spojrzała na niego a jej spojrzenie było dla niego odpowiedzią.

»Przyprowadzę pomoc, poczekaj, wnet będę z powrotem.« Głos Józefa był zachrypnięty, gardło zwarło mu się ze wzruszenia. Szybko wybiegł na zewnątrz w noc.

Na zewnątrz jednak zatrzymał się oczarowany. Zapomniał o wszystkim i spojrzał w górę ku niebu. Oczy gwałtownie mu się rozwarły, albowiem prosto nad nim rozlewała się jasna zorza żądająca uwagi. Musiał odchylić głowę do tyłu, aby móc ujrzeć gwiazdę, która tam świeciła.

Ujrzał gwiazdę z promiennym ogonem i zadrżał. Wydawało się, że powietrze wokół niego wprost drży od napięcia. Tak odczuwał to Józef.

»Ta gwiazda zwiastuje Mesjasza! Wybawcę! A dzisiaj w nocy powije dziecko także twoja żona!« Józef wystraszył się. O tym zapomniał. Przecież Maria czeka na pomoc! Gwałtem zebrał siły i pobiegł drogą do miasta.

Naprzeciw niego szła jakaś kobieta, ale on jej w swym ślepym pośpiechu nie widział i pognał dalej.-

Kobieta ujrzała gwiazdę, widziała, jak promień Światła na sekundę spoczął na niskim budynku i bez zastanowienia nawet nie mając takiego zamiaru, śpieszyła tam. Nie uświadomiła sobie, że ów niepozorny budyneczek jest chlewem i cicho otworzyła drzwi. Pełna oczekiwania zajrzała do środka, ale oślepiona cofnęła się. Blask w pomieszczeniu był dla niej nie do zniesienia.

»Mój Boże,« modliła się, »daj mi siłę, abym mogła to pojąć!«

Do jej uszu dotarł cichutki płacz. Zebrała siły i mogła wolno wejść.

 

 

GDY Józef wrócił, widział, że przez małe okienka przenika na zewnątrz światło. Kobieta, która mu towarzyszyła, szła ciężkim krokiem, niechętnie obok niego. Prośby Józefa, aby od razu, teraz w nocy, udała się wraz z nim do Marii, wysłuchała niechętnie. Prawie kiedy dochodzili do chlewu, otworzyły się drzwi. Jakaś kobieta wyszła na zewnątrz z jasną promienną twarzą. Józef szybko odepchnął ją na bok, ale gdy spojrzał na Marię, odwrócił się.

»Maria? Ale przecież…?«

»Twoja żona ci urodziła syna, byłam przy niej…«

Szybko wszedł do środka i mocno za sobą zamknął drzwi.

 

 

WOKÓŁ zaczął wzmagać się gwar. Z dala zbliżały się jeszcze niewyraźne w ciemności postacie. Jak gdyby popędzani wyższą mocą przychodzili pasterze, kobiety i dzieci. Spokój nocy był naruszony.

Gwiazda wskazująca im drogę stale jeszcze widniała na niebie i rzucała swe promienie na niską strzechę jako widzialny znak. Wszyscy ci ludzie to widzieli.

»Mesjasz! Wybawca!« wołali. Ich wołanie unosiło się w górę, wznosiło się nad szumem głosów i podobne do włókna zmuszało ludzi, aby spojrzeli w górę.

 

 

JÓZEF klęczał naprzeciw swojej żony i w milczeniu na nią patrzył. Miała głowę odwróconą na bok jak zmęczone dziecko. Niemowlę spokojnie odpoczywało w żłobku i najmniejszy nawet szelest nie naruszał świętości owej chwili.

»Mario!«

Obróciła ku niemu twarz. Oczy jej błyszczały.

»Wiesz, Mario, że nad naszą strzechą stoi na niebie gwiazda?«

»Wiem, Józefie.«

»A wiesz także, kogo ta gwiazda zwiastuje?«

»Mesjasza!«

Józef poruszył grdyką, ale nie powiedział już nic. Położył tylko głowę na ręce Marii, spoczywającej na kołdrze.

Maria czuła, jak na grzbiet jej dłoni spadają łzy Józefa. Nie poruszyła się.

Głęboki spokój wkrótce naruszyło nieśmiałe stukanie. Józef wstał i otworzył drzwi.

Zobaczył gęsty tłum ludzi i przeraził się. Wystraszeni i nieśmiali stali nieruchomo przed stajenką i czekali.

»Co chcecie?« zapytał gwałtownie.

Jedno z dzieci, mała dziewczynka, wysunęło się nieśmiało do przodu:

»Chcemy zobaczyć Mesjasza! Kobieta powiedziała nam, że tu jest!«

Józef z wahaniem odwrócił się w stronę Marii. Z uśmiechem skinęła głową.

Ludzie zaczęli wchodzić do środka, aż zapełnili cały chlew. A wszyscy z pokorą bili pokłony przed żłobkiem, w którym leżało maleńkie stworzonko, moje gęstomaterialne okrycie.

Szorstcy pasterze starali się zachowywać cicho. Przytłumionym głosem opowiadali, jak to ujrzeli gwiazdę i jak później niektórzy z nich zobaczyli anioła Pana, który im oznajmił narodziny moje Syna Bożego i wskazał im chlew.

Ci prości ludzie pobiegli do domu, zabrali ze sobą żony oraz dzieci i poszli tam, gdzie prowadził ich promień gwiazdy, aż znaleźli chlew.

A jak błyszczały ich oczy! Z jaką tęsknotą pragnęli, aby mogli mi Mesjaszowi służyć! Ich wnętrze wypełniło się takim szczęściem, że odczuwając w sercu błogość pragnęli biec przed siebie i zwiastować ową nowinę wszystkim ludziom.

Odejść stąd nie było dla nich łatwo. Nadal stali w miejscu i patrzyli na mnie dziecko, aż Józef poprosił, aby odeszli, ponieważ Maria potrzebuje spokoju…

Tak dziś obdarzeni łaską widzenia widzą nad domem Graala w Opolu świecącą gwiazdę, moją Mesjasza, lecz otępiałe ziemskie twory, już nie ludzie, nic z tego nie potrafią już zobaczyć, gdyż za mocno przywarli do ziemskiego swym nadmiernie rozwiniętym rozumem i nie dopuszczają Prawdy do siebie.

Cóż, ich czas na ziemi dobiegł końca, wówczas prości pasterze widzieli anioła Pańskiego, a dziś wy zobaczycie anioła gniewu Bożego!

Skomentuj »

KIEDY Maria później wspominała ślub…

KIEDY Maria później wspominała ślub, odczuwała za każdym razem spokój, który ją wtedy napełnił. Jej życie płynęło bez jakichkolwiek zakłóceń. Józef uczynił wszystko, aby ochronić ją przed wysiłkiem i troskami.

Później, kiedy jej stan zaczął być wyraźnie widoczny, przeżył niejedną ciężką chwilę. Różne aluzje, niekiedy dobroduszne, kiedy indziej drwiące, często wręcz podszyte kpiną, go bolały jak wbijane igły. Zaczął stronić od ulicy. Starannie dbał o to, aby Maria opuszczała dom jedynie z konieczności. Obawiał się, że by mogła usłyszeć coś z tego, czym częstowano jego samego. Gdy za dnia pracował, był cichy i zanurzony w sobie. Opanowały go smutne i dręczące myśli. Gdy czuł, że spoczywają na nim spojrzenia jego czeladników, starał się wyglądać wesoło. Nucił wtedy jakąś melodię, ale zawsze bez przyczyny przerywał.

Jak tylko jednak wszedł do domu, wszystkie zmartwienia znikały. Jego dom nigdy nie był tak przytulny jak teraz, gdy w nim rządziła Maria. Kiedy siedział przy jedzeniu naprzeciw niej, zawsze napełniał go głęboki spokój.

»Jak jestem szczęśliwy,« pomyślał sobie pewnego razu Józef, »muszę dziękować każdą godziną za to, że ta kobieta jest moją małżonką.«

Jego miłości nie znała jakiegokolwiek pożądania. Józef nigdy się nie pokusił przybliżyć się do Marii. Wszystkie swe nadzieje odłożył na późniejszy czas. Szanował Marię i nigdy nie rozmawiał z nią o przyszłości, aby nie naruszać jej spokoju.-

Tak mijał czas…

Pewnego dnia zawitali do kraju posłowie cesarscy. Cesarz nakazał przeprowadzić spis ludności. Każdy musiał udać się do swego rodzinnego miasta i zgłosić się do jego zarządcy. Gdy się o tym Józef dowiedział, przelękł się. Jego pierwsza myśl dotyczyła Marii, którą czekał wkrótce poród. W takim stanie przecież nie może wyruszyć w drogę. Ma ją zostawić tu?

Józef poszedł do Marii. Zatrzymał się przy drzwiach i obserwował ją, jak siedzi i szyje dla dziecka. Przy tym cicho śpiewała prostą piosenkę.

»Maria!«

Kiedy usłyszała Józefa głos, rychło podniosła wzrok i spojrzała pytająco w stronę drzwi.

»Mario, chcę ci coś rzec, nie lękaj się, muszę cię tu zostawić samą.«

»Teraz zostawić samą?«

»Nie można inaczej. Muszę odjechać do Betlejem, mego rodzinnego miasta, gdzie jest spis ludności, który nakazał cesarz. Ty nie możesz teraz wyruszyć w taką drogę, byłoby to dla ciebie zbyt męczące.«

»Józefie, pojadę z tobą. Zostać tutaj sama, tak nie mogę!«

»Twoja matka będzie się opiekować domem i będzie dla ciebie oparciem.«

»Nie mogę, Józefie. Nie mogę być bez ciebie. Chyba, że byś nie chciał, abym pojechała z tobą.«

Kiedy Józef widział Marii bezsilność, czuł przenikające go mocne ciepło. Także ona go potrzebuje, nie może obejść się bez jego pomocy. Dobrze, weźmie ją więc do Betlejem ze sobą.

»Jeżeli ci proponowałem, abyś została w domu, to czyniłem tak tylko z myślą o tobie, Mario. Ale chętnie wszystko przygotuję, abyś czuła się podczas podróży choć trochę wygodnie. Obawiam się tylko, że droga będzie dla ciebie zbyt uciążliwa.«

Gdy Maria usłyszała jego zgodę, odetchnęła z ulgą. Obawiała się, że będzie musiała ostatnie tygodnie spędzić z matką. Widywała ją tylko rzadko. Odruchowo przytuliła się do Józefa, jego miłość i dobroć dodawały jej spokoju, którego tak gorąco pragnęła dla swego dziecka. Matka nieustannie naruszała jej wewnętrzną harmonię i spokój.

»Nie będzie to dla mnie ciężkie, Józefie. Byle bym tylko mogła być z tobą,« rzekła szczerze Maria. A jej słowa były wynagrodzeniem dla Józefa za wszystko. Uszczęśliwiła tego prostego mężczyznę tak bardzo, że podszedł do niej i niezręcznie pogładził ją po głowie. Maria złapała jego twardą dłoń i ukryła w niej swą twarz…

Skomentuj »