WIELKANOC 2009
189.
Tak, jak wiosną często wieją mocne wichry zwiastujące nowe wskrzeszenie natury, tak samo teraz Wielkanoc ogłasza wasze wskrzeszenie i wskrzeszenie ludzkości z trwającego już wiele tysiącleci duchowego snu. Zwiastuje wskrzeszenie waszego ducha, który był do tej pory zniewolony przykutym do ziemi rozumem.
Przy akompaniamencie burz i w bólu rodzą się nowe czasy. Wielka gorączka światów powoduje oczyszczenie. Trzęsie się i dygocze także chore ciało tej ziemi. Wygląda to, jakby w trakcie tego wszystkiego miała zginąć, lecz ów proces doprowadza w rzeczywistości do jej uzdrowienia.
Stare zostaje wyciągnięte, wypchnięte i strząśnięte, ponieważ było niewłaściwe i przeszkadzało drganiom tego stworzenia. Musi to zanikać, zostaje spalone, a z popiołu rozkwita z pomocą łaski Bożej nowe, które podporządkowuje się prawom. W prawach tych owo nowe wyrasta i rozkwita w całej swojej krasie i przynosi bogate owoce, które w swojej wartości jest tym najkosztowniejszym, co potrafi wytworzyć ludzki duch.
Najpierw jednak nadchodzą wielkie szkwały, przez wszystko przenikają oczyszczające gorączkowe wstrząsy, uśmiercają stare, aby mogło powstać nowe. Potem wam, mającym wszystko to przetrwać, potrzebna będzie łaska Boża, aby znów móc się opamiętać, kiedy po wszystkich burzach nowe słońce zacznie nawoływać do nowego życia!
Wasz duch poczuje się przedziwnie. Wasze zmęczenie sięgnie granic błogiego rozpłynięcia się, a jednak będziecie wzmocnieni świeżą siłą. Będziecie się wahać i równocześnie staniecie się odważni, rozmarzeni, a jednak pełni radości. Na kwiatach i na trawie po gwałtownych burzach błyszcząco lśnią ostatnie krople podobne do najwspanialszych brylantów i takie same będą gorące łzy gorzko płaczących duchów. Będą, jak brylanty, które nagle zabłysły. Staną się ozdobą najczystszej radości i najgłębszych podziękowań!
Ze łzami w oczach uniesiecie się radością i rozchwiani wyprostujecie się w błyszczących promieniach Miłości waszego Boga! Tak będziecie czuć się po sądnej godzinie.
W waszym wypadku droga do tego prowadzi jednak poprzez nieugiętą wierność. Święta wiara jest kluczem do bramy nowego życia, a siła, której wam potrzeba, tkwi w bezinteresownej miłości!
Teraz usłyszcie te wielkanocne dzwony, które ogłaszają pokój wszystkim ludziom. Ludziom, którzy niczym dochodzący do zdrowia po długiej chorobie odnaleźli duchową drogę do domu, do Pana. Jego święty gniew musieli poczuć pierwej, zanim Go poznali, aby mając zapewnione bezpieczeństwo mogli nareszcie pełni wdzięczności ujrzeć w tym wszystkim Jego wielką Miłość.
Wielkanocne dzwony zwiastują radość narodowi, który podążając swoimi błędnymi i pełnymi zarozumialstwa drogami wymusił sobie te najgorsze cierpienia, i dopiero na nich nauczył się podnosić swój wzrok ku górze. Narodowi, który w ten sposób nareszcie osiągnął taką dojrzałość, która uczyniła go powołanym, aby z blaskiem szedł na czele wszelkiej ziemskiej ludzkości służącej Panu.
I są to w końcu także dzwony wielkanocne, które we wszystkich krajach ogłaszają spełnienie zwiastując, że ciemności ziemię całkiem opuściły i że ziemi wolno się teraz kąpać w nowym, darowanym jej Świetle, aby mogła się wyzwolić i powrócić do pierwotnego stanu, z którego kiedyś się sformowała.
Obecnie jednak dzwony ogłaszają godzinę sądną! Każdy człowiek musi przejść koło sądzącego miecza, którego promień w niego uderza. Przebiega to stopniowo, w obecnym okresie, który jest, biorąc pod uwagę ilość ludzi, względnie krótki.
I tylko raz otrzymał każdy człowiek okazję, aby w Słowie wyczuć ostatnią Bożą łaskę! Słowo koło niego w taki sposób się przewinęło, że mógł Je poznać, jeżeli tylko zechciał. Jeżeli potem z wszystkich sił do Słowa nie przylgnął i jeżeli nie wykorzystał tego momentu, to nigdy już do niego nie powróciło.
Istniało bardzo mało ludzi, którzy ową łaskę jeszcze rozpoznali i skorzystali z niej. Reszta swój czas zmarnowała. Zmarnowała okazję, która pojawiła się tylko raz. Myśleli sobie, że, jak zawsze zresztą, mogli sięgnąć w tym kierunku kiedykolwiek, a zwłaszcza wtedy, kiedy nic innego już nie wchodziło w rachubę. Ocknęli się jednak przed straszliwym poznaniem. Zrozumieli, że w wyniku nieustannego odkładania wszystkiego »na potem« wszystko już stracili i to bezpowrotnie, oraz że ich imiona zostały już wykreślone z księgi życia, w której zapisani są wszyscy, którym wolno żyć w stworzeniu.
Wielu owego poznania nie osiągnęło tu, na ziemi, ale dopiero wtedy, kiedy musieli opuścić swoje ziemskie ciało. Tacy jednak byli już przedtem skazani na śmierć, na wieczną śmierć, z której nie można już się obudzić i do której doszło po niewymownych mękach rozkładu osobistej świadomości samego siebie!
Ludzie, tylko raz przechodziła łaska cicho koło was wcale przy tym was nie wołając, ponieważ to wy musieliście być tymi, którzy z tęsknotą rozglądali się wokół, aby ją odnaleźć. To wy mieliście czujnie oczekiwać będąc otwarci na promień nadchodzący ze światłych wyżyn. Tylko raz jeszcze każdego z was, ludzie, dotknie! Nie będzie pozyskiwać, ani wabić! Ów promień ze światłych wyżyn jest rzeczowy, jest jemu całkiem obojętne, czy ktoś go przytrzyma, czy też pozwoli jemu przejść koło siebie. To wy sami macie się wysilać! Taka jest Wola Boża!
Strach i niezmierne przerażenie musiałyby opanować ludzkość, gdyby choć przeczuwała wielkość Boga w bezistotnym, Wszechmogącego promieniejącego na tronie w nieosiągalnej dali. Nieosiągalnego nawet dla każdego najczystszego archanioła w boskim!
A wielu ludzi mniema, że częściowo oni sami wywodzą się z boskiego, lub że staną się boskimi w swoim końcowym, najwyższym stadium doskonałości. Ba, co więcej, że później może nawet sami staną się częścią Boga!
Oni, będący tylko wytworami promieniowania, którzy mają możliwość nabycia świadomości dopiero na jego najbardziej odległych krańcach, ponieważ są zbyt słabi na to, aby znieść choćby do znacznego stopnia ochłodzone ciśnienie Światła, oni chcą w sobie mieć Bożą iskrę nie mając przy tym nawet pojęcia o Bożym stworzeniu, nie wspominając już wcale o Bogu!
Tarzają się tylko w wytworach swojej fantazji wywodzących się z dusznego bagna własnych życzeń, które pobożnie czczą ich miłe »ja«. Ich pokora to brudne bluźnierstwo skierowane przeciw czystej Świętości Pana! Ze swoją bezczelną próżnością i czyhającą dwulicowością są najwredniejszymi tworami na tej ziemi.
Właśnie te ludzkie twory mają odwagę lekceważyć Wolę Bożą w stworzeniu i forsować wolę swoją, traktując ją przy tym, jako jedyną wytyczną i kierując się nią w swoim myśleniu i postępowaniu.
Wszystko na ziemi zostało przeniknięte jadem. Nic, co dzieje się na niej, nie dzieje się zgodnie z rzeczywistą Wolą Bożą. Wszystko przebiega tylko według dążeń ludzi, którzy wręcz sformowali sobie Wolę Bożą, by ta odpowiadała ich życzeniom. Później bezczelnie twierdzą, że Wola Boża może być tylko taka i nigdy inna, ponieważ oni tak sobie myślą! Ich myślenie kieruje się jednak według ich życzeń.
Wszędzie panuje grzeszne i krnąbrne bluźnierstwo. Gdziekolwiek człowiek przyszedł, tam wszystko zatruwał. Gdziekolwiek oddziałuje swoim myśleniem, które za punkt centralny, za jądro całego bytu i postępowania może uważać tylko samego człowieka, tam przeforsował człowiek swoją wolę przeciw Woli Bożej i swoim szkodliwym uporem wszystko zdeformował.
Z budzącą wstręt pewnością siebie przyswoił sobie prawo decydowania o sprawach absolutnie nieleżących w jego kompetencji z punktu widzenia świętych praw Bożych, które są w stworzeniu mocno zakotwiczone i przed którymi musiałby się pokłonić, gdyby pragnął pokoju.
Lecz tego on nie chce! Słowo »Bóg« ma przed innymi ludźmi stanowić oparcie dla jego zarozumialstwa, ponieważ ma tę czelność codziennie, a często nawet o każdej godzinie, ogłaszać własne myśli, słowa oraz czyny za chciane przez Boga. Mało tego! Boga powołuje za świadka dla swojego prawa!
Obecnie każdy wszedł w kontakt z prawem, uświęconym prawem, lecz inaczej, niż myślał!
Także to, co ziemski człowiek czyni, jest błędne, ponieważ sam oddalił się od Boga.
Najpierw, zanim będzie znów mógł korzystać z łaski Bożej, musi wszystko całkiem od podstaw stać się nowe.
Już samo pojęcie, które sobie o Bogu człowiek wytworzył, jest niewłaściwe! Nawet według tego można od razu łatwo poznać, że wiele spraw jest wytworem ludzkiego zarozumialstwa, które zapuściło korzenie w ludzkim mózgu. I na tym opiera się fałszywa konstrukcja wszelkiego myślenia i postępowania. Człowiek swojego Boga nie tylko już nie zna, lecz wręcz uczynił sobie z Niego idola, który bardziej jemu odpowiada! Na takich niewłaściwych podstawach nie może powstać żadna dobra budowla. Wszystko, co opiera się na nich, musi teraz runąć.
Człowiek nawet przy swoim dobrym postępowaniu nie jest już godzien tego, aby otrzymał pomoc. Tylko i wyłącznie niepojęta Miłość Boża potrafi wbrew temu wszystkiemu dać jemu okazję i ponownie pomóc!
Lecz tym razem ludziom daje się tylko okazję i nic poza tym. Tak, jak tonącemu, któremu można rzucić koło ratunkowe, ponieważ niczego innego nie można już uczynić.
Tak wygląda, ludzie, wasza sytuacja! Desperacko musicie walczyć sami o siebie, musicie baczyć, abyście sami we właściwym czasie owego koła się przytrzymali.
Rzucone wam koło ratunkowe, to Boże Słowo. Walczcie więc obecnie o swój byt najlepiej, jak tylko potraficie, ale już dziś topiel zamyka się nad wami!